Odessa – Dziki Zachód Wschodu pędzi do przodu

Piątkowy wieczór na ulicy Deribasowskiej, reprezentacyjnym deptaku Odessy. Stoję obok centrum handlowego, prowadząc rozmowę z kolegami po angielsku. W pewnym momencie przerywają nam dwie atrakcyjne Ukrainki, prosząc o wskazanie drogi do pobliskiej fontanny. Spełniamy prośbę kobiet, które dziękują i wdają się z nami w miłą pogawędkę. Coś mi się tu jednak nie zgadza. Czy Ukrainka pytałaby obcokrajowców o drogę?

(Fot. flickr.com)

Kobiety udają się do pobliskiej restauracji na piwo oraz sziszę i proponują, żebyśmy do nich dołączyli. Piwo, szisza, atrakcyjne kobiety – kto by nie skorzystał? Na przykład ktoś, kto wie, że miejsce, do którego zostaliśmy zaproszeni, znajduje się na stronie [1] z listą odeskich restauracji, których klienci skarżą się na popularnej aplikacji dla turystów, że zostali oszukani. Albo ktoś, kto słyszał o opisanym [2] przez tutejszych dziennikarzy popularnym oszustwie: atrakcyjna kobieta zaprasza mężczyznę do restauracji, składa na jego koszt zamówienie, które w momencie płacenie okazuje się wielokrotnie droższe od cen oferowanych normalnym klientom (na ogół kosztuje od kilkuset do kilku tysięcy dolarów), a jeśli klient straszy policją (z relacji ofiar wynika, że policja i tak nic tu nie pomoże) lub nie chce płacić, to do zmiany zdania przekonuje go umięśniona i brutalna ochrona lokalu.

 

Nie wiem, jak odeskie oszustki stoją ze znajomością XX-wiecznej literatury i kinematografii. W każdym razie spotkanie z nimi przypomniało mi postać Ostapa Bendera, wygadanego, bezczelnego cwaniaka, bohatera wielokrotnie ekranizowanej powieści „12 krzeseł” autorstwa urodzonych w Odessie Ilji Ilfa i Jewgienija Pietrowa. Ta postać nie wzięła się znikąd. „Doświadczony, sprytny, oszust, manipulator, zmienny, człowiek pomysłowy, krzykacz, bajkopisarz, spekulant” – tak urodzony 1880 roku w Odessie Władimir Żabotyński, pisarz i działacz syjonistyczny, czule opisywał mieszkańca Odessy. Tylko dlaczego ludzie pokroju Ostapa Bendera skupili się akurat w tym mieście?

 

Ameryka w carskiej Rosji

Ameryka – tak amerykański pisarz Mark Twain podsumował to, co zobaczył w 1867 roku w Odessie. A co zobaczył? Mieszankę narodów Wschodu i Zachodu, z czego blisko jedną czwartą stanowili Żydzi, a także płynący szeroką rzeką kapitał, który otwierał przed każdym pucybutem możliwość stania się milionerem. Krótko mówiąc, Ameryka. Ale dlaczego akurat w carskiej Rosji, która w Polsce kojarzy się z zamordyzmem i biedą, a nie z wolnością i możliwościami?

 

Po pierwsze dlatego, że choć region Morza Czarnego miewał w przeszłości okresy dynamicznego rozwoju, to Odessa, którą zobaczył Mark Twain, była miastem młodym, młodszym od Waszyngtonu. Pod koniec XVIII wieku znajdowała się tu tylko tatarska osada Chadżybej i twierdza obsadzona przez tureckie wojsko. Historia przyspieszyła, gdy rosnąca w siłę carska Rosja wygrała serię wojen z Turcją i odebrała jej północne wybrzeże Morza Czarnego. Jednym z etapów tego procesu było zdobycie położonej przy Chadżybeju twierdzy przez oddziały, którymi dowodził między innymi José de Ribas, urodzony w Neapolu syn hiszpańskiego konsula.

 

Po zakończeniu wojny de Ribas lobbował u carycy Katarzyny za przekształceniem zapyziałego Chadżybeju w prężne portowe miasto, które utwierdzi panowanie Rosji nad północnym wybrzeżem Morza Czarnego. Ten pomysł miał sens. Chadżybej był blisko ujścia Dniestru i Dniepru, spławnych i szerokich rzek, do Morza Czarnego, było to zatem dobre miejsce do kontroli connectivity Ukrainy z tym akwenem. Poza tym był to idealny punkt łączący żyzne ukraińskie czarnoziemy z rynkiem światowym. Do tego zimą można tu liczyć na w miarę łagodny klimat i niewielkie, w porównaniu z resztą Rosji, problemy z zamarzającym portem. Trudno się więc dziwić, że caryca dała się przekonać i powierzyła de Ribasowi misję przekształcenia osady Chadżybej w miasto portowe, którego nazwa miała nawiązywać do pobliskiej osady greckiej z czasów starożytnych, czyli Odessy.

 

Projekt budowy strategicznego portu od podstaw przyciągał z całej Europy szczególny typ ludzi: ambitnych, rzutkich, optymistycznych, skłonnych do ryzyka. Dokładnie takich, jacy skolonizowali Amerykę. Tacy też byli pierwsi zarządcy Odessy: urodzony w Neapolu de Ribas oraz książę de Richelieu, spokrewniony z uważanym za pierwszego premiera Francji kardynałem.

 

Ale miasto zaczęto stawiać pod koniec XVIII wieku, natomiast historię Ostapa Bendera opisano dopiero ponad sto lat później. Z czego zatem żyły całe pokolenia tamtejszych spryciarzy, które tak barwnie przedstawiono potem w książkach i filmach? Coś musiało zapewnić napływ dużego kapitału do miasta, na którym wyrastały fortuny i bogaci, często naiwni ludzie – wymarzony cel dla obrotnych cwaniaków. Tym czymś była koniunktura na rosyjskie zboże, które szło w świat właśnie przez Odessę.

 

Czy Ostap Bender miałby dzisiaj z czego żyć?

W Odessie ostatni raz byłem 13 lat temu, co daje perspektywę na to, jak tam się obecne żyje, oraz pozwala na ocenę tego, czy sprawy idą w dobrym kierunku. A zatem co można dobrego powiedzieć na temat tego miasta z roku 2008? Niewiele. Większość mieszkańców Odessy żyła wówczas jak w Polsce na początku lat 90. Oprócz tego w centrum miasta wąska „elita” spod ciemnej gwiazdy ostentacyjnie obnosiła się ze swoim szemranym majątkiem.

 

A co można dobrego powiedzieć na temat Odessy z roku 2021? Wiele. Po pierwsze gołym okiem widać, że przez 13 lat powstała tu klasa średnia. Pojęcie to ma wiele definicji i budzi kontrowersje. Jednak zamiast wdawać się w skomplikowane analizy dochodu czy majątku, posłużę się prostym i przemawiającym do wyobraźni kryterium: za klasę średnią przyjmijmy ludzi, którzy mogą sobie pozwolić na wyjście do kawiarni czy na inne przyjemności, które można zaspokoić o wiele taniej w domu.

 

Przy takim założeniu w 2008 roku w Odessie zdecydowanie nie było klasy średniej – znalezienie porządnej restauracji z normalnymi cenami stanowiło spore wyzwanie. Tymczasem dzisiaj knajpy pełne gości, z daniami z całego świata można znaleźć w centrum miasta na każdym rogu. Podobnie rzecz wygląda z kawiarniami, również tymi z bardziej wyszukanymi rozrywkami, jak kluby gier planszowych. Ale najlepszym podsumowaniem zmian jest reprezentacyjna ulica Deribasowska, na której 13 lat temu wieczorami jedyną atrakcją była złota młodzież szpanującą luksusowymi samochodami. Dziś wygląda jak centrum Poznania czy Krakowa, z mnóstwem restauracji i ogródków piwnych, pełnych miło spędzających czas ludzi.

 

Życie w Odessie poprawiło się na tyle, że stała się atrakcyjnym miastem również dla mieszkańców Zachodu. Związany z tym miastem irlandzki prawnik Conor Clyne, autor popularnego kanału na YouTube, zachęca nawet swoich widzów, by pójść jego śladem i się tu przeprowadzić. Ma na to solidne argumenty: jest tu tanio, bezpiecznie, są dobre warunki do inwestowania, nie ma ingerencji państwa w życie prywatne, zarówno w rozumieniu lewicowym, jak i prawicowym.

 

Atutem Odessy jest również fakt, że pomimo doświadczeń dwóch wojen światowych, rewolucji bolszewickiej i kilkudziesięciu lat przynależności do ZSRS nadal przyciąga nieprzeciętnych ludzi. Na przykład kiedy się porówna zdominowane przez obcokrajowców spotkania klubów językowych w Polsce i Odessie, w tym drugim wypadku uczestnicy są średnio rzecz biorąc starsi, z większą wiedzą o świecie i osiągnięciami na koncie oraz bardziej otwarci na nowe doświadczenia i znajomości.

 

Czy zielone ludziki zawitają do Odessy?

Oczywiście nie wszystko jest tu idealne. Na przykład tabor tramwajowy i drogi poza centrum miasta znajdują się w katastrofalnym stanie. Ale nie to jest największym zagrożeniem dla przyszłości Odessy, tylko rosyjska wojna hybrydowa, która swoją drogą siedem lat temu doświadczyła to miasto.

 

W 2014 roku krwawo stłumione manifestacje obaliły prorosyjskiego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Przeciwko tej zmianie zaprotestowały zamieszkane przez wielu sympatyków Rosji południe i wschód kraju. Odessa była podzielona w sprawie Janukowycza. Co prawda królował tu język rosyjski, jednak miasto stanowiło raczej osobny byt, luźno związany zarówno z Ukrainą, jak i Rosją.

 

W Odessie demonstrowali zwolennicy zarówno jednego, jak i drugiego państwa. Wszystko to działo się już po aneksji Krymu przez Rosję. Można się było spodziewać, że teraz przyjdzie kolej na Odessę. Coś wisiało w powietrzu.

 

Przesilenie nastąpiło 2 maja. Tego dnia starli się zwolennicy proeuropejskiego rządu w Kijowie oraz sympatycy Rosji; w wyniku starć zmarło 48 osób. Przebieg wydarzeń budzi jednak wątpliwości, zwłaszcza po lekturze napisanej przez polskich dziennikarzy Zbigniewa Parafianowicza i Michała Potockiego książki „Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki”. Autorom udało dotrzeć w Odessie do liderów obu wrogich obozów, którzy niezależnie od siebie przyznali, że jeszcze przed zamieszkami udało im się dojść do porozumienia i wszystko miało się wkrótce rozejść po kościach. Dziennikarze wskazują również rzekomo opłaconego prowokatora, który strzelając do tłumu, miał wywołać zamieszki. W każdym razie po starciach w Odessie z protestów przeciwko zmianie władzy w Kijowie szybko uszło powietrze i ostatecznie na południu Ukrainy nie powtórzył się scenariusz z Krymu czy Donbasu.

 

Co ciekawe, taki finał wydarzeń był po myśli odeskiej mafii. Polskim dziennikarzom udało się bowiem dotrzeć do znajomego kilku lokalnych bossów, który w książce przedstawił stanowisko tamtejszego półświatka. „Kryminaliści lubią ciszę, mają też pewne poczucie wspólnoty. Wiedzą, że im mniej zarobią, tym mniejszy będzie nie tylko ich zysk, ale i obszczak, wspólna kasa do korumpowania milicji i władz, na którą się zrzucają. A zarabiać będzie można tylko wtedy, gdy miasto pozostanie częścią Ukrainy. Z Odeską Republiką Ludową nikt nie będzie handlować i nasz port skończy jak abchaskie Suchumi. Dlatego bandyterka postawiła na Kijów (…) Później miejscowi bandyci wypożyczali własnych żołnierzy prawicowcom i wspólnie stali na punktach kontrolnych na szosach, pilnując, by do Odessy nie trafiali sabotażyści z zewnątrz”.

 

Pozostanie miasta przy Ukrainie uchroniło również miejscową mafię przed losem Rinata Achmetowa, który przed wybuchem wojny w Donbasie trzymał tamtejszy region w kieszeni. Jak opisują polscy dziennikarze Karolina Baca-Pogorzelska i Michał Potocki w książce „Czarne złoto”, od momentu wybuchu konfliktu oligarcha grał na dwa fronty, wspierając zarówno stronę prorządową, jak i separatystów. Mimo to należące do niego kopalnie węgla zostały znacjonalizowane przez władze separatystycznych republik, a następnie oddane w zarząd spółce kontrolowanej przez młodego biznesmena, którego źródła autorzy wiążą z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa.

 

Zwykli mieszkańcy Odessy również mają powody, by widzieć swoją przyszłość w Ukrainie. W mieście można bowiem porozmawiać z emigrantami z Doniecka, którzy uciekli przed wojną oraz biedą i winą za to obarczają władze Rosji. A dla stopniowo bogacącego się odessyjczyka poziom życia zarabiających kilkaset złotych miesięcznie [3] mieszkańców Donbasu może nie być zbyt kuszący.

 

[1] https://www.facebook.com/Expensive.English.Menu
[2] https://dumskaya.net/news/restorany-104821/?fbclid=IwAR0WIsJurE0DQgDuDW5r7vTKaokyIQEQkoWtBdSHmeYBAoEi11qy4cxs7kQ
[3]    https://www.youtube.com/watch?v=IXe6ughVyGU
Materiały do pobrania
Odessa – Dziki Zachód Wschodu pędzi do przodu
Autor Michał Wójtowicz
Ekonomista i matematyk, autor trzech artykułów naukowych dotyczących zarządzania portfelem inwestycji, zawodowo związany z branżą IT. Ponadto autor kilkudziesięciu reportaży z Bliskiego i Dalekiego Wschodu, Kaukazu i Europy Wschodniej opublikowanych w serwisie dziennikarstwa obywatelskiego Wiadomości24.
Ta strona używa cookies i innych technologii. Korzystając z niej, wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z Polityką prywatności.