Rozważania na temat art. 5. traktatu NATO. Polska między Rosją a Niemcami jesienią 2021

Na początku tego miesiąca brałem udział w debacie podczas dość dużego wydarzenia, jakim jest coroczne Warsaw Security Forum. Debata dotyczyła kształtu nowej koncepcji strategicznej Sojuszu Północnoatlantyckiego, która miałaby być dokumentem nawigującym nas przez coraz bardziej turbulentne czasy. W debacie brali udział przedstawiciele biurokracji NATO-wskiej oraz bardzo znany ekspert analityk spraw międzynarodowych z Niemiec. W trakcie tej dyskusji doszedłem do bardzo smutnej konstatacji.

(Fot. pixabay.com)

Nie ma absolutnie jedności w rozumieniu zagrożeń między państwami wschodniej flanki a resztą państw europejskich. I nie chodzi tu o oratorskie zapewnienia na temat „powstrzymywania Rosji” czy wyświechtane frazesy z licznych dokumentów o „kolektywnej obronie” czy „przyjmowaniu kolejnej strategii” radzenia sobie z rewizjonistyczną polityką rosyjską. Chodzi o rudymenty, mianowicie o brak jednakowego stosunku do Rosji jako czynnika w polityce europejskiej. Z tego wynikają spory co do roli NATO, co do zastosowania w przyszłości art. 5., oczywiście co do jego skuteczności oraz metod radzenia sobie z trwającą wojną nowej generacji, którą prowadzi Rosja. Wbrew idei, która istniała u zarania Sojuszu, a potem przyczyniała się do jego rozszerzania (na pewno w Warszawie mieliśmy taką nadzieję) państwa zachodniej Europy, w szczególności Niemcy i Francja, widzą Rosję jako istotny czynnik polityki europejskiej (z głosem w sprawach Europy), podczas gdy państwa naszego regionu nie chcą, by Rosja takim czynnikiem była i aby była przez zachodnich Europejczyków jako taki czynnik postrzegana.

Ta fundamentalna różnica stanowisk (i zarazem interesów) ma bezpośrednie przełożenie na strategię rosyjską oraz dotychczasowe kulawe jej przeciwdziałanie przez kolektywny Zachód. Skutkuje ona także brakiem zgody co do funkcjonowania NATO w przyszłości, osłabiając jego wiarygodność i istotność.

Podczas debaty wysunąłem wniosek, by rozważyć, czy NATO nie zaproponuje jakichś mechanizmów działania kolektywnego w razie rosyjskich działań poniżej tradycyjnie rozumianego progu uruchamiania art. 5. W tym działań proaktywnych, wyprzedzających działania rosyjskie – tak by zniweczyć rosyjskie rozmiękczanie architektury bezpieczeństwa. Spotkało się to z wyraźnym niezrozumieniem, w szczególności ze strony Niemców.

 

I o to właśnie chodzi. To jest istota sprawy. Pomimo wielu frazesów i zapewnień sojuszniczych Niemcy (otwarcie lub podświadomie) uważają Rosję za czynnik polityki europejskiej, a zatem państwo (mocarstwo), które bierze udział a grze o równowagę, a nie za państwo (jak państwa naszego regionu), które po 1991 roku było poza systemem równowagi europejskiej i tam powinno pozostać. Ta podstawowa różnica powoduje, że Niemcy nie chcą podejmować działań niweczących rosyjską wojnę nowej generacji toczącą się poniżej progu art. 5., które to działania mogłyby skutecznie blokować Rosjan i ich realizację własnych interesów. Tak się przejawia hipokryzja. Prowadzi to do spychania NATO do roli sojuszu tracącego istotność.

 

Przyjęcie bowiem, że całe NATO działa także poniżej art. 5., wspierając państwa w scenariuszach kryzysowych, wymusiłoby solidarność sojuszników co do stosunku do Rosji jako państwa niebędącego czynnikiem w polityce europejskiej, którego strategię „wpraszania się” do systemu należy pokonać. Tymczasem bycie czynnikiem gry w Europie jest głównym celem strategii rosyjskiej. Innymi słowy Niemcy (i Francuzi, i inni) swoim „niemrawym” postępowaniem pomagają w istocie Rosji. Taka postawa podaje w wątpliwość sens istnienia NATO przez podważanie jego wiarygodności, spójności politycznej i brak obsługi żywotnych interesów krajów wschodniej flanki. To pokazuje, jak mistrzowska jest polityka rosyjska w tym zakresie, jak dobrze skalibrowana i często wykonywana „poniżej radaru”, pozwalająca osiągać cele małymi kroczkami.

Celem Rosji jest uzyskanie stałego wpływu na system europejski i na kluczowe w nim decyzje i wydarzenia. Efektem bycia w systemie jest udział Rosji w modernizacji europejskiej. Chodzi o rozwój dzięki Europie – ale na zasadach dogodnych dla Rosji. Co szczególnie ważne dla Polski, oznaczać to musi uzyskanie przez Rosję wpływu na los państw Europy Środkowo-Wschodniej położonych między Europą Zachodnią a Rosją, które można nazwać „pasem stabilizacji” relacji rosyjsko-europejskich lub – bardziej adekwatnie – „strefą zgniotu”. Realizacja przez Rosję własnych celów automatycznie pozbawia państwa tej strefy prawa wyboru własnej drogi rozwoju.

Elementem strategii Rosji jest chęć posiadania wpływu na sytuację bezpieczeństwa w naszej części świata i na rozwój państw w regionie. Prowadzi do tego droga przez uprzedmiotowienie sprawczości państw naszego regionu i złamanie dotychczasowej (z ostatnich 30 lat) architektury bezpieczeństwa oraz spowodowanie nowych podziałów geopolitycznych. To wielkie niebezpieczeństwo dla naszej przyszłości, i wcale nie musi ono oznaczać najgorszego scenariusza, jakim jest znana z przeszłości rosyjska okupacja krajów naszego regionu Europy.

 

Z tego wszystkiego wynika smutna konstatacja, że art. 5. traktatu waszyngtońskiego – najważniejsze postanowienie NATO, które stanowi gwarancję naszego bezpieczeństwa, jest w obecnym kontekście politycznym bardzo niejasno traktowany i coraz bardziej rozmywany. Zagrożenie dla naszych interesów dotyczy całego spektrum sytuacji kryzysowych aż do realnego, a nie jedynie deklarowanego uruchomienia art. 5., gdziekolwiek próg realności się będzie znajdować. Gdzie ten próg realnie jest, dowiemy się bowiem dopiero w trakcie kryzysu, a potem wojny. Do tego czasu wygląda na to, że deklaracje sojusznicze nie są adekwatne do zagrożeń i scenariuszy kryzysu, w tym szczególnie do tych, które są obecnie nie do przewidzenia. Rosja poprzez wojnę nowej generacji z premedytacją rozgrywa na swoją rzecz wszystkie mechanizmy przemocy pod ochroną domniemanej dominacji eskalacji, uzyskując sprawczość polityczną w całej gamie działań poniżej antycypowanego art. 5.

 

Swoją drogą, do uruchomienia realnego art. 5. potrzebna jest całkowita spójność polityczna członków Sojuszu ( o którą trudno już teraz), ponadto wszyscy oni muszą mieć realne zdolności do udzielenia pomocy i co najważniejsze tożsamą ocenę sytuacji wojskowej. Do tego czasu może być już dawno po wojnie, zważywszy na to, jak wygląda współczesne pole walki oraz co o współczesnej wojnie myślą Rosjanie (można to wyczytać w ich piśmiennictwie), jak ćwiczą oraz jak szykują swoje wojska.

Grozi nam to, że Rosjanie osiągną swoje cele polityczne (np. wymuszony przez zewnętrzne mocarstwa rozejm na warunkach rosyjskich ze względu na rosyjskie ewidentne sukcesy na polu walki od samego początku konfrontacji) i pozbawią zaatakowaną ofiarę pola manewru w polityce bezpieczeństwa, zagranicznej lub energetycznej, zanim zostanie uruchomiony art. 5. Co więcej, liczne społeczeństwa zachodniej Europy przyjmą to z ulgą (i tamtejsi politycy również), bo nikt nie będzie chciał wojny kontynentalnej z mocarstwem nuklearnym.

Duża, długa i intensywnie eskalująca do niebezpiecznych rozmiarów wojna nie jest w interesie Rosji, Rosja bowiem chce zagrać w grę o nową architekturę bezpieczeństwa, ale bez nagłego złamania globalnej równowagi strategicznej, bo to mogłoby się jednak skończyć wojną kontynentalną lub światową z udziałem USA i innych mocarstw zachodnich, w tym wymianą nuklearną. Rosjanie, eskalując zbyt ostro, zniszczyliby sobie cel polityczny wojny, być może „niechcący” uruchamiając jednak kolektywną obronę z art. 5. traktatu o NATO, gdyby jednak świat zachodni zjednoczył się w obliczu tak potężnego zaburzenia równowagi na kontynencie.

 

Brak nowej koncepcji strategicznej NATO obejmującej scenariusze „poniżej art. 5.” wzmacniać będzie niestety efekt niejasności granic wojny i pokoju, co będzie powodowało zamieszanie u naszych sojuszników i będzie generowało rozziew interesów wynikających jak zawsze z trudnych jednak i brzemiennych w skutki polityczne obowiązków ewentualnej kolektywnej obrony. To uwypukli rozdział interesów państwa zaatakowanego czy poddawanego presji od interesów państw położonych daleko od ryzyka wojny, ale należących do Sojuszu, jak Francja, Włochy, Portugalia czy Hiszpania. Szara strefa wojny i stałe kłamstwo towarzyszyć będą takiej konfrontacji, tym bardziej rozbijając spójność Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Bardzo znamienne, że Niemcy nie chcą słyszeć nie tylko o zwiększeniu wydatków na obronność i są niechętni zwiększeniu amerykańskiej obecności na wschodniej flance, ale nawet nie chcą słyszeć o działaniach proaktywnych i większej roli NATO w działaniach poniżej tradycyjnie rozumianego progu wojny uruchamianego art. 5. NATO.

W praktyce daje to Rosji wolne pole do kontynuowania swojej eskalacji oraz demonstrowania domniemanej dominacji eskalacji wojskowej i rozmontowywania w ten sposób architektury bezpieczeństwa. Można się zasłaniać niemiecką naiwnością lub ignorancją, ale może Niemcom jest po prostu wygodnie, że Rosja jest coraz ważniejszym czynnikiem politycznym w Europie. Ale to stoi w sprzeczności z żywotnym interesem państwa polskiego.

 

Ten pogłębiający się negatywny mechanizm strukturalny będzie wywierał nacisk na sytuację Polski i sprawczość Warszawy w nadchodzących czasach.

 

Rozważania na temat art. 5. traktatu NATO. Polska między Rosją a Niemcami jesienią 2021 – do pobrania

Materiały do pobrania
Rozważania na temat art. 5. traktatu NATO. Polska między Rosją a Niemcami jesienią 2021
Autor Jacek Bartosiak
Założyciel i właściciel Strategy&Future, autor książek „Pacyfik i Eurazja. O wojnie”, wydanej w 2016 roku, traktującej o nadchodzącej rywalizacji wielkich mocarstw w Eurazji i o potencjalnej wojnie na zachodnim Pacyfiku, „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju”, wydanej w 2018 roku, i „Przeszłość jest prologiem" z roku 2019.
Ta strona używa cookies i innych technologii. Korzystając z niej, wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z Polityką prywatności.