Equilibrium

Po ostatnich rozmowach Blinkena z Ławrowem oraz dogadywaniu się USA i Niemiec w sprawie Nord Streamu zapachniało nam Rapallo. Oczywiście innym niż sto lat temu, ale mechanizm jest podobny.

O ważnych sprawach dotyczących naszego regionu mocarstwa decydują bez nas (to nawet nie jest nowina), ale z udziałem Rosji (a to oznacza powrót Rosji do gry o równoważenie na kontynencie po upadku Sowietów; zatem to jest nasza klęska).

(Fot. pixabay.com)

Nie oszukujmy się i nie pocieszajmy. To oznacza obezwładnienie decyzyjności  naszej części Europy, znów wpadającej na dobre w strefę zgniotu. Między zachodnią Europą a Rosją, z USA balansującymi układ z oddali.

 

Na dodatek dzień przed napisaniem tego felietonu okazało się, że Białorusini zmusili do lądowania samolot pasażerski Ryanaira i zabrali z jego pokładu znanego opozycjonistę, który został wywleczony z maszyny i teraz czeka go zapewne bardzo zły los. Leciał z Aten do Wilna na pokładzie zagranicznego samolotu pasażerskiego, a mimo to spotkało go to, co spotkało. Ponoć miał naszą ochronę kontrwywiadowczą. Witamy, proszę państwa, w świecie wojny nowej generacji o ustalanie reguł gry na pomoście bałtycko-czarnomorskim. Rosjanie (przy pomocy satelickiej Białorusi) grają tym instrumentem grę o nowe equilibrium, które zastąpi dawne – konstruktywistyczne – oparte na dominacji USA i Zachodu w naszej części świata.

Teraz zadajmy pytanie: co my z tym zrobimy? Co Polska ma zamiar uczynić? Co ma zamiar uczynić w klimacie nowego Rapallo, w obliczu narastającego mechanizmu wojny nowej generacji, która ma prowadzić do nowego equilibrium, niekorzystnego dla nas i dużo gorszego od układu z ostatnich 30 lat? Czy zagramy w tę grę sami, tak jak robią to Turcy, czy poczekamy, aż inni za nas rozstrzygną wszystkie istotne sprawy naszego regionu i zadecydują o naszym rozwoju, niedorozwoju, podporządkowaniu czy zależności. Nie łudźmy się jednak, że inni zrobią cokolwiek za nas, że zapewnią nam dobrobyt i bezpieczeństwo. O tym decyduje układ sił, a nie chciejstwo, a on zmienia się na naszą niekorzyść.

Jak robią to nasi sojusznicy, widać było podczas negocjacji dotyczących Nord Streamu czy podczas kordialnego spotkania Blinken – Ławrow. Przy okazji, to dobry moment, by mógł doradzić naszym licznym ekspertom krajowym, aby przestali pouczać naszych zachodnich sojuszników, jakiż to błąd nieustannie popełniają, rozmawiając z Rosją i ustalając z nią różnorakie deale. Dlaczego nie skupimy się na tym, że nasi zachodni sojusznicy nie są przecież idiotami i robią te deale, by realizować swoje interesy, które nie zawsze pokrywają się z naszymi. Skąd nam przychodzi do głowy taka durna myśl, że oni błądzą! Kiedy zrozumiemy, że inni podążają za własnym interesem, i przestaniemy wyjękiwać o zmianę polityki naszych sojuszników?To par excellence działanie z pozycji słabości, która wyłącznie irytuje tych, którzy podejmują te decyzje i biorą za nie odpowiedzialność. Te swoiste „wołania o opamiętanie” stanowią zaledwie szum w tle dla tych, którzy kierują się w swoich decyzjach swoim interesem, jedynie manipulując hasłami o wartościach. W rezultacie tym bardziej uważają, że nasze nawoływania są taką samą manipulacją, tylko że z pozycji słabości i za ich „pieniądz”.

Lepiej więc pokażmy siłę, zbudujmy własne instrumenty polityki państwa, które spowodują, że nie będzie można ustanowić nowego equilibrium bez nas. Zacznijmy od tego, że nie musimy wszystkiego konsultować z Waszyngtonem ani Berlinem, tak jak oni nie konsultują się przecież z nami. Spotykajmy się z Turcją i innymi bez dokonywania uzgodnień z tymi, co próbują ponad naszymi głowami podejmować decyzje. Rozgrywajmy ich, to nic zdrożnego. Tak robią wszyscy, którzy wygrywają w polityce międzynarodowej. Nie ma już dawnego ładu, podlega on rewizji i należy wziąć udział w grze o nową równowagę.

Powtórzę w tym miejscu niczym Katon o Kartaginie: musimy wystawić Armię Nowego Wzoru, która będzie wynikiem nowego przemyślenia strategicznego dotyczącego stawianych jej zadań w wojnie nowej generacji, wykonującą rozkazy z Warszawy. Musimy opracować system decyzyjny odporny na wpływy mocarstw zewnętrznych.

 

To oczywiście nie wszystko. Potrzebujemy systemu odporności państwa, by kolejnym krokiem przeciwnika nie były porwania białoruskim opozycjonistów albo nawet obywateli RP z Warszawy. Potrzebujemy proaktywnego (a nie defensywnego) odstraszania wojskowego, ale także– widać to wyraźnie –proaktywnego odstraszania w całym spektrum wojny nowej generacji. Tak na poziomie służb wywiadowczych, jak operacji specjalnych i selektywnych działań ofensywnych. Żeby się przeciwnicy bali podnieść rękę z obawy przed niekontrolowaną przez nich lub przez naszych sojuszników reakcją. Ważne, by nie wiedzieli, co i kiedy ich spotka w zamian. Nieuchronność naszej reakcji ma wywoływać ich strach.

Nie możemy czekać na reakcję Zachodu w podobnych sprawach, bo po pierwsze jest on podzielony, a po drugie może nie chcieć wziąć udziału w takiej czy innej akcji, ze względu na różnice interesów, rozdział ryzyka czy nawet brak potencjału lub inne własne interesy.

Nie chodzi o to, by porzucić lub spisać na straty NATO czy UE. Wręcz przeciwnie, używać ich niczym tarczy defensywnej, gdy nam to służy do stępienia działań wobec nas. Ale należy wykuć miecz – system proaktywnego odstraszania w całym spektrum oporności i działania państwa, nie tylko wojska. Przeciwnicy mają się bać naszej reakcji na nieprzewidywalnych z góry szczeblach drabiny eskalacyjnej, która może mieć nawet kilkaset stopni, takich jak selektywne, ofensywne działania operacyjne. Wówczas sojusznicy także będą musieli się z nami liczyć, bo nie będzie można osiągnąć equilibrium bez nas.

Prezydent Andrzej Duda jest w Turcji. Z naszych rozmów w S&F z Turkami wynika, iż przyglądają się nam i zastanawiają się, co się właściwie nad Wisłą dzieje i dlaczego Polacy tkwią w drzemce? Czyżby nie widzieli, jak powstaje nowe equilibrium? Jak Polacy mogli dopuścić do tego, że nie biorą w tym udziału? Turcy z własnej historii ostatnich stu lat wiedzą, że taka abdykacja zazwyczaj bardzo źle się kończy. Patrzą także dlatego, że potrzebują Polski do pomocy w równoważeniu Rosji, do własnej gry – to oczywiste – ale w tym aspekcie zgodnej z podstawowym interesem Rzeczypospolitej.

 

Czas na zmiany, aby przyszłe equilibrium odpowiadało naszym interesom. Zgodnie z zasadą Bismarcka „negocjuj i walcz” potrzebujemy nowego wojska i nowego systemu odporności państwa wedle filozofii proaktywnego odstraszania. Gdy taki system zbudujemy i zademonstrujemy jego funkcjonowanie, będziemy potrzebowali własnego kanału komunikacji z przeciwnikiem – Rosją. Żeby nie komunikowali się z Rosjanami w naszych sprawach, ale nad naszymi głowami Niemcy i Amerykanie. Tak się bierze udział w grze o równowagę i dokładnie tak robią Turcy. „Negocjuj i walcz” – w Libii, Idlibie, Górskim Karabachu. A skoro jesteśmy przy wizycie polskiego prezydenta w Turcji – Turcy zrozumieli ten mechanizm jeszcze w latach 60. XX wieku wskutek sławnego listu prezydenta USA Johnsona, który pozbawił ich złudzeń co do ich własnej sprawczości. Polecam jego lekturę, zanim my otrzymamy taki list.

Materiały do pobrania
Equilibrium
Autor Jacek Bartosiak
Założyciel i właściciel Strategy&Future, autor książek „Pacyfik i Eurazja. O wojnie”, wydanej w 2016 roku, traktującej o nadchodzącej rywalizacji wielkich mocarstw w Eurazji i o potencjalnej wojnie na zachodnim Pacyfiku, „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju”, wydanej w 2018 roku, i „Przeszłość jest prologiem" z roku 2019.
Ta strona używa cookies i innych technologii. Korzystając z niej, wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z Polityką prywatności.