sf2 ZalogujZaloguj
Jak informowało w ubiegłym tygodniu Politico, Berlin ma rozważać zmianę swego dotychczasowego stanowiska i poparcie dla postulowanych od dawna przez Francję propozycji odejścia od unijnych zasad, ograniczających możliwość subsydiowania europejskiego przemysłu...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Podczas zorganizowanego 19 października panelu dyskusyjnego szef operacji morskich US Navy, admirał Michael Gilday poddał w wątpliwość zasugerowany przez dowódcę INDOPACOM-u admirała Phila Davidsona w ubiegłym roku termin uzyskania przez ALW pełnych zdolności pozwalających na inwazję na Tajwan...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Widoczne stają się pierwsze konsekwencje ogłoszonego w ubiegłym tygodniu zaostrzenia regulacji dotyczących współpracy i sprzedaży przez zachodnie podmioty technologii chińskim firmom...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
We wtorek 4 października o 7:22 czasu lokalnego Korea Północna przeprowadziła kolejny (szósty w ciągu ostatnich dwóch tygodni) test rakiety balistycznej...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Gwałtowne osłabienie funta jest również, rzecz jasna, funkcją gwałtownie rosnącej ceny dolara, spowodowanej przede wszystkim ostrym – i trwającym od kilku miesięcy – podnoszeniem stóp procentowych przez FED...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Pomiędzy 29 a 30 czerwca w Madrycie trwał szczyt NATO, który miał być wydarzeniem o znaczącym ciężarze gatunkowym – oczywiście przede wszystkim z uwagi na trwającą wojnę na Ukrainie i w związku z reakcjami Sojuszu na rosnące zagrożenie z Rosji oraz planowaną akcesją Szwecji i Finlandii do NATO...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Zdaniem cytowanych przez Bloomberga analityków firmy konsultingowej Wood Mackenzie istnieje poważne niebezpieczeństwo, że państwa europejskie nie zdołają w wystarczającym stopniu zapełnić magazynów gazu w trwającym właśnie okresie letnim...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Na początku kwietnia dane o inflacji opublikował również Europejski Bank Centralny; według ECB marcowa inflacja konsumencka w strefie euro wyniosła 7,6% w ujęciu rok do roku (w lutym 5,9%)...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Podczas wtorkowej konferencji prasowej prezydent USA Joe Biden zapowiedział, że Stany Zjednoczone wstrzymają – ze skutkiem natychmiastowym – import energii z Rosji...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Z punktu widzenia relacji sił i środków na wschodniej flance NATO to, co się obecnie dzieje w związku z przerzutem rosyjskich sił zbrojnych ze Wschodniego Okręgu Wojskowego, ma fundamentalne znaczenie...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Wczorajsze (14 lutego) spotkanie Władimira Putina z Sergiejem Ławrowem i Sergiejem Szojgu w trakcie którego rosyjski prezydent odbierał meldunki o stanie rozmów z kolektywnym Zachodem...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
W poniedziałek Departament Obrony USA zakończył pracę nad zleconym przez administrację Joe Bidena w lutym dokumentem nazwanym Global Posture Review (GPR)...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
W dobiegającym końca tygodniu opublikowany został doroczny raport U.S.-China Economic and Security Review Commission (CSCC) – ciała doradczego Kongresu USA, zajmującego się monitorowaniem konsekwencji dla bezpieczeństwa narodowego...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Jak poinformowała w piątek administracja prezydencka USA w poniedziałek 15 listopada odbędzie się wirtualny szczyt z udziałem prezydenta Bidena i chińskiego przywódcy Xi Jinpinga...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
W sobotę Waszyngton i Bruksela poinformowały, że udało im się dojść do porozumienia w sprawie zniesienia nałożonych przez Stany Zjednoczone jeszcze w 2018 roku, podczas prezydentury Donalda Trumpa, ceł na wyprodukowane w Unii Europejskiej aluminium i stal...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna

Bardzo zastanawiające jest, z jakim spokojem opinia publiczna przyjęła wypowiedzi najważniejszego polityka w kraju na temat realnej możliwości wybuchu wojny z Rosją (i Białorusią) oraz konieczności rozpoczęcia do niej wielkich przygotowań.

(Fot. Mateusz Marek/PAP)

Po czymś takim należałoby się spodziewać wielkiej debaty o armii oraz o jej modernizacji, o strategii państwa na najbliższe dekady, o wielkiej cywilizacyjnej zmianie, jaką właściwie zapowiedział Jarosław Kaczyński i towarzyszący mu na konferencji Mariusz Błaszczak. Ba, należałoby nawet – kto wie – spodziewać się szoku w społeczeństwie, błogo ululanym trzydziestoma latami geopolitycznego snu.

 

Tymczasem nic takiego nie nastąpiło. Nie ma szoku, nie ma wielkiej debaty, nie ma przedstawionej nam koncepcji użycia sił zbrojnych, nie ma wielkiej „opowieści” ze strony rządu, który pociągnąłby społeczeństwo za sobą w tę kosztowną i trudną reformę, nie ma też sensownych głosów ze strony opozycji. Jak na wagę tematu i skalę planowanych wydatków, a przede wszystkim ze względu na konsekwencje, które mogą dotknąć nas wszystkich, jest porażające, że ten temat nie zdominował wszystkich przekazów przez bardzo długi czas.

Co się stało z naszą wspólnotą, co z poziomem naszej kultury strategicznej, że nie chcemy czy nie umiemy o tym rozmawiać i w tym procesie formować tej kultury?

Tymczasem Jarosław Kaczyński mówił otwarcie o zmianie otoczenia geopolitycznego, o polityce rosyjskiej, o pogarszającej się sytuacji międzynarodowej, o naszej reakcji na tę zmianę w postaci rozbudowy sił zbrojnych. Zeszły tydzień to bardzo ważny moment w historii Polski i to była historyczna konferencja prasowa.

W Strategy&Future mówiliśmy o tych wyzwaniach od dawna. Ponad rok temu, antycypując rozwój wydarzeń, ruszyliśmy z projektem dwudziestej wojny, który przeobraził się w projekt Armii Nowego Wzoru. Od lat uważaliśmy, że Polska powinna stanąć w tej nowej sytuacji strategicznej jak na podmiotowe państwo przystało. Mogą sobie Państwo wyobrazić, jak się dziś czujemy.

Lecz przede wszystkim mamy mobilizujące przekonanie, że jest bardzo późno i jesteśmy jako państwo niegotowi. Polska ma potencjał, mamy wszelkie przesłanki, inaczej niż w przeszłości, by sobie poradzić, ale z różnych powodów nie zabraliśmy się do tej pory do przygotowań prawidłowo. Jak zresztą do wielu spraw z dziedziny bezpieczeństwa w ostatnich 30 latach.

 

Teraz będzie się decydował status i bezpieczeństwo Polski. Jarosław Kaczyński wyraził to jasno, mówiąc o możliwej wojnie. Sposób postępowania nas wszystkich w tej sprawie zostanie oceniony w długiej pamięci Rzeczypospolitej. Rzeczpospolita wielu rzeczy nie zapewniała swoim synom i córkom. Jedno zawsze jednak gwarantuje: długą pamięć.

 

Granica między szacunkiem i chwałą a niesławą bywa bardzo cienka.

 

Jarosław Kaczyński o wojnie – do pobrania

Materiały do pobrania
pdf
Jarosław Kaczyński o wojnie
Dla Łukaszenki najważniejszy jest teraz czas. Jeśli do końca roku nie odbuduje swej nadszarpniętej po ubiegłorocznych wyborach pozycji politycznej, to w kolejnych miesiącach będzie tylko gorzej...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Jak poinformowała polska straż graniczna, w czwartek znajdujące się w bezpośrednim pobliżu granicy z Polską białoruskie służby otworzyły ogień – najprawdopodobniej prowadzony ślepą amunicją – do znajdujących się po polskiej stronie granicy żołnierzy...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Ujawnione informacje na temat podpisanego w piątek 10 września przez premierów Federacji Rosyjskiej i Białorusi programu integracji gospodarek obydwu krajów skłaniają ekspertów do formułowania poglądu, iż w gruncie rzeczy mamy do czynienia ze znacznie mniej ambitnymi planami...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
30 sierpnia, o 23:59 czasu lokalnego z płyty lotniska Hamid Karzai International wystartował ostatni należący do USAF samolot transportowy C-17...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Rosyjskie elity strategiczne dyskutują na temat tego, jak powinna wyglądać polityka Moskwy wobec krajów przestrzeni postsowieckiej i – szerzej – Europy Środkowej...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Jeszcze większego niż wcześniej rozpędu nabiera ofensywa sił talibów w Afganistanie. Zmienia się również strategia stosowana przez bojowników...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Walerij Karbalewicz, białoruski politolog, jest zdania, że kryzys emigracyjny z Litwą jest nie tylko na rękę Łukaszence, ale możemy mieć do czynienia z jego eskalacją...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
W poniedziałek z portu w Wilhelmshaven wypłynęła należąca do niemieckiej marynarki wojennej fregata typu 123 Bayern...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Matt Korda i Hans Kristensen opublikowali artykuł, w którym analizując zdjęcia satelitarne, dowodzą, że Chiny przystąpiły do budowy drugiego „pola wyrzutni rakietowych”...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
W ostatnią sobotę Rada Państwa ChRL opublikowała ustawę, która w gruncie rzeczy pozwoli za jednym zamachem zlikwidować sektor korepetycji i prywatnego nauczania w Chinach...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
W ubiegły czwartek doszło do kolejnego w ostatnich miesiącach (po SolarWinds, JBS czy Colonial Pipeline) ataku hakerskiego na infrastrukturę cyfrową w Stanach Zjednoczonych i na świecie...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Rosyjskie ośrodki badania opinii publicznej poinformowały o tym, że ranking popularności Jednej Rosji, partii władzy, po raz pierwszy spadł do poziomu poniżej 30%...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
W poniedziałek południowo-koreański MON poinformował, że po raz pierwszy w historii w ćwiczeniach morskich Talisman Sabre aktywny udział wezmą jednostki koreańskiej marynarki wojennej..
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
W najbliższą środę pomiędzy Tajwanem a Stanami Zjednoczonymi odbyć się mają rozmowy w ramach mechanizmu TIFA...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
W ubiegły piątek administracja Joe Bidena przedstawiła projekt budżetu Stanów Zjednoczonych na rok 2022, opiewający na rekordowe sześć bilionów dolarów...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Jak informuje Office of National Statistics (ONS, brytyjski odpowiednik GUS-u), import towarów z Chin w pierwszym kwartale tego roku wyniósł 24 miliardy dolarów (oznacza to wzrost o 66% w porównaniu z Q1 2018)...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Każdego lata – w sierpniu albo we wrześniu – nieuchronnie przychodzi taki moment, gdy pewnego upalnego dnia na horyzoncie zaczynają się zbierać ciężkie, ołowiane chmury...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Jak wspominaliśmy w ostatnim „Weekly Brief”, w piątek na lotnisku w Waszyngtonie wylądował samolot przewożący premiera Japonii Yoshihide Sugę. Tego samego dnia doszło do spotkania zarówno przywódców Stanów Zjednoczonych i Japonii...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna

Jacek Bartosiak o sytuacji na Białorusi i polityce jagiellońskiej w XXI wieku.

Jacek Bartosiak 04.2021
Na rok 2022 US Navy planuje aktywację pierwszego w swoim rodzaju dowództwa okrętów bezzałogowych...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Jak informuje „The Wall Street Journal”, w ostatnią niedzielę Waszyngton i Seul miały dojść do porozumienia w sprawie współdzielenia kosztów stacjonowania amerykańskich żołnierzy w Korei Południowej...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
W ubiegłotygodniowym „Weekly Brief” informowaliśmy o ataku sił powietrznych USA na konwój ciężarówek i na instalacje Kata’ib Hezbollahu, znajdujące się w okolicach syryjskiego miasta Abu Kamal, położonego przy granicy z Irakiem...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Według opublikowanej przez POLITICO Pro notatki sporządzonej przez zastępcę sekretarza obrony USA Kathleen Hicks w Pentagonie rozpoczął się proces analizy decyzji dotyczących budżetu Departamentu Obrony na rok 2022...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Wedle „The Financial Times” chińskie ministerstwo przemysłu i technologii informacyjnych miało przygotować w ubiegłym miesiącu projekt ustawy umożliwiającej ograniczenie eksportu 17 metali ziem rzadkich...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
We wtorek izraelski „Ha-Arec” poinformował, że administracja Joe Bidena (który nie zdecydował się jeszcze na telefon do swego kluczowego sojusznika na Bliskim Wschodzie, podobnie jak i do innych partnerów strategicznych) zażądała dostępu do portu w Hajfie...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Jakim wynikiem zakończyły się wybory prezydenckie na Białorusi? Z pewnością Aleksandr Łukaszenka nie zdobył ponad 80 proc. głosów, jak obwieściła podporządkowana mu Centralna Komisja Wyborcza. Ale też nie wydaje się, aby miał jedynie 3 proc. zwolenników...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
(Fot. Wikimedia Commons)

COVID-19

Niemal dokładnie rok temu, 30 grudnia 2019 roku, komisja zdrowia miasta Wuhan wydała pilny komunikat, informujący o odnotowaniu przypadków zapalenia płuc wśród klientów targu rybnego w Wuhan. Od tamtego czasu wirus SARS-CoV-2 wykryto u niemal 84,5 miliona ludzi; na wywołaną przez patogen chorobę, COVID-19, zmarło ponad 1,8 miliona z nich.

 

Od końca grudnia szereg państw na świecie rozpoczęło programy szczepień na nowy patogen; Unia Europejska rozpoczęła kampanię szczepień 27 grudnia; do końca 2020 roku UE miała otrzymać od producentów 12,5 miliona dawek; do końca 2021 roku ma zostać zaszczepionych 450 milionów obywateli państw należących do Wspólnoty. Niemcy rozpoczęły szczepienia w ubiegłą niedzielę; w kolejnych dniach do Berlina dołączały kolejne państwa Unii, w tym Polska, Belgia czy Łotwa. Podobna kampania od 14 grudnia trwa również w Stanach Zjednoczonych, gdzie szczepionkę podano już ponad milionowi Amerykanów. Tego samego dnia co w USA szczepienia rozpoczęto też w Kanadzie.

 

W czwartek tymczasem Chiny oficjalnie dopuściły do użycia stosowaną warunkowo już od lipca (od tamtego czasu użyto ponad 4,5 miliona dawek) szczepionkę wyprodukowaną przez Sinopharm. Jak informuje SCMP, łącznie co najmniej 10 krajów zdecydowało się kupić szczepionki wyprodukowane w Chinach; są wśród nich między innymi Bahrajn, ZEA czy Pakistan, ale również Ukraina i Węgry. Te ostatnie miały skorzystać z rosyjskiej szczepionki Sputnik V, jednak opóźnienia w dostarczeniu jej na Węgry sprawiły, że Budapeszt zapowiedział, iż zamierza skorzystać zarówno ze szczepionek zakupionych przez Unię, jak i z tych wyprodukowanych w Państwie Środka. Ukraina natomiast miała zakupić 1,8 miliona dawek szczepionki u Sinovac (szczepionkę tego producenta kupili również Turcy). Najwięcej szczepień w ujęciu per capita przeprowadza Izrael, gdzie ponad 150 tysięcy (2% populacji) osób dziennie poddawanych jest szczepieniom.

 

Autor „Weekly Brief” nie wie, ile szczepionek podaje się Filipińczykom, ale prawdopodobnie za mało, w niedzielę bowiem prezydent tego kraju, Rodrigo Duterte zagroził Stanom, że wypowie umowę o siłach wizytujących, jeżeli Waszyngton nie dostarczy Filipinom „co najmniej 20 milionów szczepionek”. Przypomnijmy, że w lutym Manila najpierw wypowiedziała umowę VFA (Visiting Forces Agreement), aby następnie w czerwcu zmienić decyzję. Cała ta sytuacja jest o tyle ciekawa, że powszechnie uważa się, iż Chiny będą prowadzić „dyplomację szczepionkową” (na co wskazują zresztą już przykłady i Węgier, i Turcji, i Pakistanu, a więc państw cieszących się dobrymi relacjami z Pekinem) i z pewnością rozważą zaoferowanie Manili specyfików wyprodukowanych przez Sinovac i Sinopharm. Oczywiście nie za darmo, ale skrajną naiwnością byłoby sądzić, że cokolwiek na tym świecie jest za darmo (tyczy się to i ewentualnych szczepionek dostarczonych Filipińczykom przez USA).

 

ISLAMABAD–TEHERAN–STAMBUŁ

Àpropos sojuszników Chin – we wtorek „Nikkei Asia” informowało, że w 2021 roku ma zostać otwarte połączenie kolejowe łączące miasta Pakistanu, Turcji i Iranu (Islamabad-Teheran-Istambuł), od pierwszych liter nazw miast nazwane ITI. Połączenie miałoby liczyć ponad 6,5 tysiąca kilometrów, z czego 1950 miałoby znajdować się na terytorium Turcji, 2600 Iranu, a 1990 Pakistanu; przebycie całej trasy ma trwać 10 dni – o 11 mniej niż podróż morska. Ów projekt infrastrukturalny trzeba, rzecz jasna, postrzegać przez pryzmat inicjatywy Pasa i Szlaku; zdaniem anonimowego przedstawiciela pakistańskiej administracji, cytowanego przez „Nikkei”, ITI miałoby łączyć się z Chinami (dokładnie z prowincją Sinciang) poprzez pakistańską linię kolejową ML-1 (MainLine-1), łączącą Peszawar i Karaczi, będącą zarazem kluczową inwestycją chińsko-pakistańskiego korytarza gospodarczego (ang. CPEC, China-Pakistan Economic Corridor). Nawiasem mówiąc, w lipcu 2020 roku Islamabad zaakceptował projekt rozbudowy i modernizacji liczącej 1872 kilometry linii ML-1 (mający polegać między innymi na utworzeniu drugiego torowiska oraz modernizacji już istniejącego), co pozwoliłoby pociągom towarowym i pasażerskim na osiąganie prędkości rzędu odpowiednio 120 i 160 kilometrów na godzinę. Obecnie wartości te wynoszą 80 i 65–110 kilometrów na godzinę. Cały projekt ma kosztować 7,2 miliarda dolarów; początkowo Pakistan liczył, że znaczną część kosztów (6,1 miliarda dolarów, około 85% kosztów całej inwestycji) pokryją chińskie pożyczki, oprocentowane na 1% – na to nie chciał się jednak zgodzić Pekin.

 

CŁA USA–UE

W środę biuro przedstawiciela USA ds. handlu poinformowało, że w związku z nałożonymi przez Unię Europejską w październiku cłami na niektóre amerykańskie produkty Stany Zjednoczone również zastosują retorsje handlowe, obejmując sankcjami towary produkowane przede wszystkim we Francji i Niemczech, w tym części do samolotów, wina niemusujące oraz inne alkohole (między innymi brandy czy inne destylaty z winogron) pochodzące z obydwu państw. Wymiana ciosów na linii Waszyngton – Bruksela ma korzenie w pierwszych latach nowego milenium. Wtedy dotyczyła nielegalnych subsydiów dla Airbusa (konkretnie: Airbusa A380). W 2014 roku natomiast to Unia Europejska oskarżyła Stany Zjednoczone o nielegalne subsydia, których beneficjentem miał być Boeing (konkretnie: Boeing 777X). W obydwu wypadkach Światowa Organizacja Handlu uznała, że strony pozwane są winne, dajączarówno USA, jak i Unii Europejskiej prawo do nałożenia ceł na określone produkty – co następnie obie strony sporu uczyniły.

 

Notatka zamieszczona na stronie internetowej USTR (US Trade Representative) wyjaśnia, że powodem nałożenia dodatkowych sankcji jest wybiórcze i nieuczciwe zachowanie UE, która skorzystała z kruczków prawnych (wybór specyficznego okresu – pandemii – do wyliczenia wysokości ceł czy też niewliczanie Wielkiej Brytanii do wolumenu wymiany handlowej), aby obłożyć cłami więcej amerykańskich produktów, niż USTR uznaje za „sprawiedliwe”.

 

TYP 003

Według opublikowanego przez „Global Times” artykułu, w 2021 roku Chiny zwodują nowy, trzeci już wybudowany przez to państwo, lotniskowiec. Podobne informacje przekazywała w listopadzie „Nikkei Asian Review”, dodając, że nowa jednostka miałaby wejść do służby w 2025 roku („The Diplomat” twierdził natomiast we wrześniu, że okręt zostanie zwodowany w 2022 roku). Warto dodać, że w przeciwieństwie zarówno do pierwszego (typ 001, Liaoning, który zaczął życie w schyłkowym okresie ZSRR jako Wariag, bliźniacza jednostka służącego obecnie w marynarce wojennej Rosji – z problemami– Admirała Kuzniecowa), jak i do drugiego chińskiego lotniskowca (wybudowanego co prawda w całości w Chinach, ale bazującego na Wariagutypu 002) trzecia tego typu jednostka pełniąca służbę w Marynarce Wojennej Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej miała zostać zaprojektowana w całości w Chinach. Typ 003 ma również zostać wyposażony w katapultę (a nie rampę, jak jego poprzednicy), co ma rozwiązać jedną z bolączek chińskich myśliwców pokładowych, jaką są ograniczenia w wadze przenoszonego uzbrojenia. Co więcej, na pokładzie nowego lotniskowca ma zostać zainstalowana katapulta elektromagnetyczna, stosowana obecnie jedynie na najnowszym lotniskowcu US Navy, USS Gerald Ford. Wspomniany artykuł w „Global Timesie” wymienia również inne typy uzbrojenia mające wejść do służby w ChALW do 2025 roku (w tym kolejne niszczyciele klasy 052d, a także klasy 055) oraz, co ciekawe, „masową produkcję myśliwców J-20 (…) wyposażonych w wyprodukowane w Chinach silniki”. Wspominając mające miejsce w ubiegłym roku napięcia na Morzu Południowochińskim, autor tekstu stwierdza, że „arsenał ChALW odegrał kluczową rolę w ochranianiu ludności Chin przed koronawirusem, odstraszaniu amerykańskich prowokacji, ochronie suwerenności i integralności terytorialnej w Cieśninie Tajwańskiej i na granicy z Indiami”.

 

CAI – EPILOG

W ostatnim „Weekly Brief” informowaliśmy o przełomie w negocjacjach dotyczących CAI (umowy o inwestycjach bezpośrednich pomiędzy UE i Chinami), który miał miejsce w połowie grudnia i który umożliwiły niespodziewane koncesje strony chińskiej. I jeżeli ktoś miał jeszcze sądził, że kwestie wartości moralnych czy los Ujgurów mogą wykoleić negocjacje, został ostatecznie odarty ze złudzeń w środę, gdy Ursula von der Leyen poinformowała, że UE i Chiny osiągnęły porozumienie w kwestii umowy CAI.

 

W opublikowanym na stronie Komisji Europejskiej komunikacie informuje się, że „Chiny zobowiązały się do znaczniejszego niż kiedykolwiek wcześniej otwarcia swojego rynku (…) sprawiedliwego traktowania europejskich firm, transparentności w kwestii subsydiów oraz ustanowienia reguł dotyczących wymuszonego transferu technologii”. Komunikaty KE i przecieki do prasy są jednymi z niewielu źródeł opisującymi treść umowy, która jest niejawna; zdaniem Asia Times nawet członkowie europarlamentu (a PE będzie musiał ją ratyfikować) otrzymali jedynie skróconą wersję dokumentu.

 

Jak stwierdziła szefowa KE Ursula von der Leyen, „porozumienie wprowadzi nową równowagę w unijnych relacjach ekonomicznych z Chinami (…) i zapewni europejskim inwestorom bezprecedensowy dostęp do chińskiego rynku, tworząc miejsca pracy i pozwalając naszym gospodarkom rosnąć”. Valdis Dombrovskis stwierdził natomiast, że osiągnięcie porozumienia „da ogromny impuls do rozwoju europejskiemu biznesowi na jednym z największych i najszybciej rozwijających się rynków świata”.

 

KE poinformowała, że Chiny zobowiązały się do znacznego zliberalizowania dostępu do sektora przemysłowego, w szczególności produkcji samochodów elektrycznych, przemysłu chemicznego, sprzętu telekomunikacyjnego, wyposażenia medycznego. Podobna sytuacja ma mieć również miejsce w odniesieniu do sektora usługowego – przetwarzania danych w chmurze, usług finansowych, prywatnej opieki zdrowotnej, międzynarodowego frachtu morskiego oraz transportu lotniczego. Dzięki temu europejski przemysł ma funkcjonować w realiach przewidywalnego i transparentnego systemu prawno-regulacyjnego (ponieważ „Chiny nie będą dłużej mogły zabraniać dostępu lub stosować praktyk dyskryminacyjnych”), który zagwarantuje również utworzenie „przejrzystych zasad subsydiowania przedsiębiorstw państwowych, zakaże wymuszonego transferu technologii oraz innych praktyk zaburzających konkurencję”. Tak więc, przynajmniej w części sektorów, europejskie firmy nie będą zmuszone do wchodzenia we współpracę z lokalnymi, chińskimi, firmami.

 

Wypada również dodać, że w charakterze listka figowego wystąpiły wspomniane przez autora „Weekly Brief” w ubiegłym tygodniu konwencje praw pracowniczych ILO; w toku negocjacji Chiny miały „wysłać silny sygnał”, że podpiszą te z nich dotyczące pracy przymusowej („wysłać silny sygnał” nie znaczy „podpisać”, a „podpisać” nie znaczy „przestrzegać” – ale zdaniem KE to, jak widać, nic nie szkodzi).

 

W rozmowach konkludujących negocjacje wziął udział – obok Angeli Merkel, wspomnianej już Ursuli von der Leyen czy Charlesa Michela – prezydent Francji Emmanuel Macron, który, przynajmniej formalnie, nie miał żadnego powodu, aby w nich uczestniczyć. Fakt ów, podobnie jak fakt, że los Ujgurów i Hongkończyków nie przekreślił porozumienia, a także fakt, iż to Francja i Niemcy podjęły decyzję dotyczącą CAI właściwie jednostronnie, okazał się szokiem (SZOKIEM!) dla sporej części komentatorów.

 

Zaskakujący wydał się również części komentatorów fakt, że UE zgodziła się na podpisanie CAI właśnie teraz – na zaledwie kilkanaście dni przed objęciem prezydentury w Stanach Zjednoczonych przez Joe Bidena, który deklarował podjęcie bliższej współpracy ze swoimi europejskimi partnerami. Przykładem owej odnowy więzi transatlantyckich miał (ma?) być Szczyt Demokracji – okazuje się, najwyraźniej, że jakkolwiek cenna jest możliwość odbycia szczytu (który dałby z pewnością asumpt jego uczestnikom do wygłoszenia spiżowych sentencji dotyczących praw człowieka, zrównoważonego rozwoju i wspólnoty wartości), to dla Francji i przede wszystkim Niemiec nieco ważniejsza jest jednak obsługa going concernwłasnego przemysłu, jego właścicieli i milionów osób przezeń zatrudnianych.

Zdumienie faktem zawarcia umowy wyraził również p.o. doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA Matthew Pottinger, który stwierdził, że „przywódcy obydwu partii w USA i przedstawiciele rządu Stanów Zjednoczonych są zaskoczeni i zdumieni faktem, iż UE zdecydowała się na podpisanie traktatu handlowego tuż przed objęciem władzy przez nowego prezydenta USA (…) pośpiech i gotowość KE do współpracy z Pekinem, pomimo jego groteskowych naruszeń praw człowieka, sprawiły, że opadły maski. Niektórzy europejscy politycy i komentatorzy twierdzili, że to administracja Trumpa jest odpowiedzialna za pogorszenie relacji transatlantyckich. Teraz jest oczywiste, że to nie wina prezydenta Trumpa, ale kluczowych europejskich urzędników. Spójrzcie w lustro”. W odpowiedzi Bruksela, między innymi ustami Valdisa Dombrovskisa, stwierdziła, że zawarcie umowy wyrównuje szanse w dostępie do chińskiego rynku, zaburzone w wyniku podpisania „pierwszej fazy” umowy handlowej pomiędzy USA a ChRL.

 

Warto też pamiętać, że według opublikowanych jakiś czas temu przez „The New York Times” przecieków administracja Bidena „nie zamierza podpisywać jakichkolwiek umów handlowych, dopóki nie zostaną przeprowadzone znaczące inwestycje krajowe”. Podczas trwania otwartego konfliktu technologiczno-dyplomatyczno-handlowego z Chinami, Stany Zjednoczone nie przedstawiły jak dotąd realnego i składnego planu wygrania owej rywalizacji (nie są nim, wbrew pozorom, wspólne wartości ani piękne historie Mike’a Pompeo o „słodkim aromacie wolności” i zbrodniczych posunięciach Pekinu wobec muzułmanów w Sinciangu) ani też zachęt ekonomicznych dla swych sojuszników, które to zachęty miałyby ich przekonać do przeciwstawienia się Pekinowi, a tym samym zaakceptowania ryzyka zerwania lukratywnych relacji handlowych z Państwem Środka. Chiny natomiast zaprezentowały zarówno solidny kij (którym oberwała już na oczach całego świata Australia – przy całkowitej bierności Waszyngtonu, dodajmy), jak i marchewkę – właśnie w postaci dalszego, ułatwionego i szerszego, dostępu do własnego rynku.

 

Dla innych logika posunięć zarówno Chin, które zaoferowały znaczne ustępstwa, jak i Niemiec oraz Francji, które na chińską propozycję przystały, była całkowicie zrozumiała i sprowadza się do fait accompli, faktów dokonanych, a więc – wykorzystania okresu przekazania władzy w Stanach Zjednoczonych do zajęcia jak najlepszej pozycji negocjacyjnej vis-à-vis obydwu biegunów rywalizacji hegemonicznej. Europa dalej będzie współpracować ze Stanami Zjednoczonymi, które nie mogą się od niej tak po prostu odwrócić (Spykman). Chiny natomiast zdają sobie sprawę, że to interesy, a nie retoryka determinują posunięcia państw (przynajmniej tych, które pragną być więcej niż jedynie efemerydą) – a więc strukturalny charakter napięć pomiędzy USA i Chinami nie pozwoli im ustąpić – również pod przywództwem Bidena.

 

Czy więc ogłoszona w środę informacja była niemiecko-francuską odpowiedzią na propozycję AKK i znakiem, że Europa wybiera postulowaną przez Josepa Borrela „doktrynę Sinatry” zamiast zapowiadanego przez niemiecką minister obrony narodowej „nowego niemieckiego realizmu”? Z pewnością Europejczycy zapewnili sobie lewar ekonomiczny w relacjach z Chinami oraz dyplomatyczny w relacjach z USA. Pamiętać przecież trzeba, że proces doprecyzowywania szczegółów umowy (mechanizmy sprawdzające przestrzeganie jej zapisów, sposoby rozwiązywania sporów itp.), a także sam proces ratyfikacji mają potrwać do dwóch lat. Podobnie więc jak jest obecnie z dopuszczeniem do niemieckiego rynku Huawei, tak i w wypadku umowy z Chinami Unia Europejska – Niemcy – będzie mogła grać procesem uzgadniania detali porozumienia i procesem jego ratyfikacji, przyspieszając go lub spowalniając w zależności od potrzeb.

 

ERICSSON I HUAWEI

Case in point, jak to mówią Anglosasi, prymatu twardych interesów nad wartościami dostarcza sprawa Huawei i Ericssona. Oto w piątek szwedzkie media poinformowały, że prezes Ericssona Börje Ekholm oznajmił szwedzkiej minister handlu Annie Hallberg, że jeżeli zakaz obecności Huawei na szwedzkim rynku nie zostanie zniesiony, to poda się do dymisji. Powtórzmy: prezes produkującego sprzęt 5G szwedzkiego Ericssona zagroził szwedzkiej minister rezygnacją, jeżeli nie dopuści ona do obecności na szwedzkim rynku jego konkurencji. Nie jest tak oczywiście dlatego, że powodowany przywiązaniem do wartości i umiłowaniem zdrowej sportowej rywalizacji prezes Ericssona ujął się za Huawei bezinteresownie (najwyraźniej nie przeszkadzają mu też rzucane na Huawei oskarżenia o bliskie powiązania z aparatem państwowym ChRL); jest tak dlatego, że Ericsson kontroluje 10% chińskiego rynku 5G, a jego prezes obawia się, że Chińczycy w ramach retorsji wykluczą ze swojego rynku sprzęt szwedzkiej firmy.

 

TRADE DEAL

Skoro już o umowach handlowych mowa: jak obliczyli analitycy Bloomberga, w roku 2020 Chiny kupiły w Stanach Zjednoczonych towary za połowę zadeklarowanej w ramach umowy handlowej kwoty; podczas gdy eksport z USA miał być wart 172 miliardy dolarów, Państwo Środka nabyło towary za 50,5% tej kwoty. W rozbiciu na poszczególne kategorie wygląda to tak, że Chiny kupiły 54,1% zadeklarowanych w styczniu produktów przemysłowych, 52,9% żywności i 31,1% nośników energii.

 

Tymczasem w piątek zarząd nowojorskiej giełdy poinformował, że rozpoczął działania zmierzające do usunięcia z niej trzech chińskich spółek. Wszystkie trzy to operatorzy sieci komórkowych (China Mobile Ltd., China Telecom Corp. Ltd., China Unicom Hong Kong Ltd.); wszystkie trzy są również notowane na giełdzie w Hongkongu i żadna z nich nie świadczy usług na amerykańskim rynku, a więc, jak zauważa Bloomberg, decyzja władz NYSE jest w znacznej mierze symboliczna. Trzeba mimo wszystko zwrócić uwagę na praktyczny wymiar delistingu, zapoczątkowanego jeszcze w maju, wraz z decyzją NASDAQ o wprowadzeniu wymierzonych w chińskie przedsiębiorstwa ograniczeń. Warto także zwrócić uwagę na fakt, że wszystkie trzy spółki są obecne w znacznie większym stopniu na hongkońskiej giełdzie; w maju informowaliśmy czytelników „Weekly Brief”, że Pekin, świadom zamiarów Waszyngtonu, będzie nakłaniał chińskie przedsiębiorstwa do przeprowadzania debiutów na giełdach w Londynie, Szanghaju czy Hongkongu; to właśnie na tej ostatniej giełdzie debiutował producent układów scalonych SMIC.

 

BIAŁORUŚ

Aleksander Łukaszenka ogłosił termin Ogólnobiałoruskiego Zgromadzenia Ludowego. Zebranie ma się odbyć w dniach 11–12 lutego. Forum było w ostatnich miesiącach przedstawiane przez prezydenta jako potencjalny organ, który miałby przejąć część należących do niego prerogatyw. W wielu wypowiedziach Łukaszenka mówił o przekazaniu części swoich kompetencji zgromadzeniu oraz, co wydaje się ważniejsze, o rozpoczęciu przez ten organ reformy białoruskiej konstytucji. Jednakże w ostatnich dniach prezydent zmienił linię, ogłaszając że zgromadzenie ludowe nie będzie miało kompetencji pozwalających mu na wprowadzanie zmian do konstytucji. Dodatkowo stwierdził, że nie przekaże mu żadnej „wściekłej władzy”, a więc wydaje się, że oznacza to całkowite wycofanie się z planu przedstawianego jeszcze kilka tygodni temu. Rosyjscy eksperci są zdania, że Łukaszenka gra na czas, licząc na to, że z miesiąca na miesiąc rosyjskie zaangażowanie będzie jedynie malało, a on sam zdoła utrzymać się przy władzy. Wydaje się jednak, że białoruski przywódca może się mylić. Jeden z rosyjskich portali śledczych, odpowiedzialny m.in. za opublikowanie materiałów udowadniających bezpośrednie zaangażowanie Kremla w wewnętrzne sprawy Gruzji i Armenii, opublikował dokumenty mające poświadczać, że środowisko związane z generałem Władimirem Czernowem pracującym w administracji prezydenta federacji od początku jesieni pracuje nad wzmocnieniem antyłukaszenkowskiej, prorosyjskiej opozycji. Według ujawnionych dokumentów aktualnie trwają prace nad stworzeniem na Białorusi bloku politycznego o takim właśnie zabarwieniu, który byłby zdolny obsługiwać rosyjskie interesy po przekształceniu kraju w republikę o modelu parlamentarno-prezydenckim. Choć ujawnionym informacjom brakuje jeszcze odpowiedniego potwierdzenia, to wpisują się one w kształtujący się od sierpnia obraz sytuacji. Wszystko na to wskazuje, że najbliższy miesiąc i trwające przygotowania do ogólnobiałoruskiego zgromadzenia mogą okazać się decydujące dla politycznej przyszłości naszego wschodniego sąsiada.

 

TURCJA

Minister spraw zagranicznych Turcji Mevlüt Çavuşoğlu poinformował, że Stany Zjednoczone wyszły z propozycją (z którą kilkakrotnie wychodziła już wcześniej Turcja) utworzenia wspólnej grupy roboczej, której celem miałoby być rozwiązanie kwestii związanych z zakupionymi przez Ankarę systemami S-400 oraz nałożonymi ostatnio przez USA sankcjami w ramach ustawy CAATSA. Turcja miała przystać na propozycje Waszyngtonu i już rozpoczęto rozmowy dotyczące formowania owej grupy. Wizja rozpoczęcia wspólnego dialogu ze stroną amerykańską zeszła się z kolejnym wydarzeniem na linii Ankara – Moskwa. We wtorek w Soczi z ministrem Çavuşoğlu spotkał się Siergiej Ławrow. Obaj dyplomaci spotkali się już po raz szósty w 2020 roku, co pokazuje wyraźnie intensywność działań nawet, albo może raczej szczególnie, w obliczu tylu spornych kwestii. Tematów rozmowy było wiele, ale do najważniejszych należała kwestia armeńsko-azerbejdżańska, libijska, kwestie związane z przesyłem gazu oraz szczepionką na COVID-19. Na wspólnej konferencji już po spotkaniu ministrowie ogłosili, że Turcja włączy się w produkcję szczepionki Sputnik V, oraz zgodnie skrytykowali amerykańskie sankcje wprowadzone przeciwko Turcji. Miniony tydzień to dla Ankary również podpisanie umowy handlowej z Wielką Brytanią, która obejmuje handel wart w zeszłym roku blisko 25 miliardów dolarów.

 

KALININGRAD

Rosyjskie lotnictwo z obwodu kaliningradzkiego ćwiczyło w minionym tygodniu odpieranie inwazji przeciwnika. W ćwiczeniach brała udział eskadra należąca do Floty Bałtyckiej. Na uwagę zasługuje jednakże scenariusz ćwiczeń. Zgodnie z informacją podaną przez stronę rosyjską scenariusz przewidywał, że samoloty wroga przekraczają granicę w celu dokonania bombardowań oraz ataków rakietowych na strategicznie ważne obiekty znajdujące się w eksklawie.

 

NDAA 2021 – EPILOG

Senat USA, zgodnie z przewidywaniami, przegłosował weto Donalda Trumpa wobec ustawy budżetowej Pentagonu na rok fiskalny 2021 (NDAA 2021). Tak jak sugerowały amerykańskie media, członkowie Kongresu spotkali się na nadprogramowej sesji, poświęconej prezydenckiemu wetu właśnie, i skutecznie je obalili.

Materiały do pobrania
pdf
Weekly Brief 26.12.2020 – 1.01.2021

Z przyczyn niezależnych od siebie w dzisiejszym „Weekly Brief” jego zwyczajowy autor pełnił jedynie funkcję konsultacyjno-doradczą. W przyszłym tygodniu powrócimy do normalnej objętości „Weekly Brief”.

(Fot. static.government.ru)

SPACE

W środę zakończyła się trwająca już od ponad trzech tygodni misja Chang’e 5. Chińska kapsuła powrotna wylądowała bez zakłóceń, przywożąc na Ziemię około dwóch kilogramów materiału księżycowego. Próbki zostały przetransportowane do Pekinu, gdzie rozpocznie się ich badanie. Sukces tej skomplikowanej misji pokazał wyraźnie, jak zdeterminowani są decydenci z Państwa Środka, aby osiągnąć przewagę nad amerykańską technologią w kosmosie. Należy w tym momencie przytoczyć dwa komentarze, które pojawiły się ze strony amerykańskiej. Pierwszy, zdecydowanie luźniejszy, był autorstwa Elona Muska, który stwierdził, że chińska misja jest imponująca. Drugi natomiast pochodził z ust szefa operacji kosmicznych US Space Force, generała Johna Raymonda. Powiedział on, że Chiny przeszły od zera do „setki” bardzo szybko oraz że pracują nad serią różnych zdolności, które mają zablokować amerykańskie przewagi w kosmosie.

 

Tempo wyścigu technologicznego jednak nie zwalnia, ponieważ w nocy z soboty na niedzielę Pekin planuje wykonać ostatni w tym roku test rakiety kosmicznej. Long March 8 ma według dostępnych informacji wynieść na orbitę m.in. państwowego satelitę testującego nieznaną technologię, a następnie dokonać pionowego lądowania.

 

Nie tylko Chiny rozwijają swoje zdolności w przestrzeni kosmicznej. W minionym tygodniu również Rosja znalazła się w centrum amerykańskiej krytyki ze względu na swoje działania. Jak podało w środę dowództwo kosmiczne USA, Rosjanie przeprowadzili test rakiety balistycznej Nudol zdolnej do bezpośredniego uderzenia w satelity znajdujące się na niskiej orbicie ziemskiej. To już kolejny test systemu tego typu wykonany przez Federację Rosyjską. Test nie obejmował uderzenia w obiekt znajdujący się na niskiej orbicie, gdyż tego typu działanie lub sam atak na satelitę oznaczałby stworzenie ogromnej ilości odłamków, które przyczyniłyby się do uszkodzenia i utraty wielu innych satelitów.

 

ROSJA NA BAŁKANACH

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow przebywał w minionym tygodniu z wizytą w Bośni i Hercegowinie oraz Serbii. Wizyta, która pierwotnie była planowana na koniec października, została przełożona ze względu na zaistniały wtedy kontakt ministra Ławrowa z osobą chorą na COVID-19. Choć Bośnia i Hercegowina jest federacją rządzoną przez trzyosobowe prezydium, to w trakcie swojej wizyty rosyjski minister zdecydowanie najwięcej czasu poświecił serbskiemu przedstawicielowi w prezydium Miloradowi Dodikowi. Nie jest to dużym zaskoczeniem, ponieważ to właśnie przedstawiciele serbskiej autonomii opowiadają się najmocniej za wzmacnianiem kontaktów z Kremlem oraz są przeciwni rozpoczętemu procesowi akcesji kraju do NATO. Pierwszego dnia wizyty Ławrow spotkał się z Dodikiem na terenie serbskiej części kraju, a podczas oficjalnego spotkania na sali nie było flagi państwowej. Podczas spotkania Ławrow podkreślał również potrzebę pozostania przy niezmienionej wersji porozumienia z Dayton. Całe to wydarzenie wywołało oburzenie muzułmańskiego i chorwackiego członka prezydium, wskutek czego kolejnego dnia zbojkotowali oni oficjalne spotkanie rosyjskiego ministra z prezydium. Już kolejnego dnia, będąc na terenie Serbii, dyplomata skomentował te wydarzenia, stwierdzając, że politycy, którzy zdecydowali się na bojkot, nie są niezależni i działają według czyichś instrukcji. Spotkania z serbskimi politykami odbyły się bez żadnych niespodzianek. Obie strony wielokrotnie podkreślały historyczny wymiar wzajemnej współpracy oraz zapewniały się o dalszych dobrych intencjach. Bałkany są od wieków miejscem, gdzie ścierają się ze sobą interesy Zachodu, Turcji i Rosji. Podczas gdy Unia Europejska jest zajęta wewnętrznymi problemami, a Turcja udziela się na Kaukazie i Morzu Śródziemnym, Rosja wykorzystała moment, aby wzmocnić swoją pozycję w regionie dzięki swoim wpływom w serbskiej sferze oddziaływania. Rozbijanie jedności tak kruchego organizmu państwowego, jakim jest Bośnia i Hercegowina, wydaje się nie być dla Moskwy problemem w obliczu działań podjętych przez tamtejsze władze, zmierzających do włączenia kraju w zachodnie struktury.

 

BIAŁORUŚ

W niedzielę ukazał się wywiad ze Swiatłaną Cichanouską. Oprócz wielu ogólnych stwierdzeń Cichanouska powiedziała, że możliwe, że to Maria Kalesnikowa będzie przyszłym prezydentem Białorusi, a więc w pewnym sensie pominęła Wiktara Babarykę, u którego Kalesnikowa była szefową sztabu. Co zastanawiające, mimo że od jej wyjazdu na Litwę minęło już kilka miesięcy, Cichanouska bardzo ogólnikowo odpowiadała na pytania związane z opuszczeniem przez nią Białorusi. Podczas rozmowy wyraźnie unikała podawania jakichkolwiek nazwisk. Również w minionym tygodniu ukazał się raport grupy iSANS dotyczący sytuacji w białoruskim sektorze siłowym. Publikacja opisuje trwający od kilku miesięcy odpływ pracowników. Według ekspertów najwięcej rezygnacji pojawiło się w sierpniu, po pierwszej, najbardziej brutalnej fali represji. Zgodnie ze stanem na 1 listopada w centralnym komisariacie w Mińsku brakowało 29% pracowników, a ogólna liczba funkcjonariuszy MSW zmniejszyła się o 18%. Ze względu na skomplikowane relacje finansowe nie należy się spodziewać gwałtownego odpływu siłowików; jest to raczej powolny i długotrwały proces. Jednakże nawet w takim wymiarze jest on zdecydowanie nie na rękę obecnej władzy, dla której organy siłowe są jednym z dwóch filarów, na których opiera się ich istnienie.

 

Potwierdzają to słowa szefa KGB Iwana Tertela, który podczas spotkania z robotnikami już kilkakrotnie strajkujących zakładów Grodno Azot mówił, że dostał polecenie zakończyć protesty w kraju i w związku z tym jego podwładni „będą działać brutalnie, sprawiedliwie, ale brutalnie” – można by powiedzieć, że generał wychodzi ze znanego założenie, iż „sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. W trakcie swojego przemówienia Tertel mówił również, że władza szykuje się do gorącej wojny, która ma rozpocząć się wiosną według scenariusza misji humanitarnych.

 

Tymczasem szefostwo terminalu naftowego w Kłajpedzie poinformowało, że Białoruś wstrzymała przesył produktów naftowych. Takie działanie było już kilka razy zapowiadane przez władze w Mińsku jako sankcje odwetowe skierowane przeciwko Litwie, a od pewnego czasu trwają nawet intensywne negocjacje z rosyjskimi terminalami w Ust-Łudze i Petersburgu. Problemem dla białoruskich władz jest jednak odległość, a co za tym idzie dużo wyższe koszty transportu produktów do rosyjskich portów. Widać jednak, że rosnąca presja objawiająca się rozpoczętymi ostatnio procesami białoruskich siłowików ze strony litewskich władz przyspieszyła podjęcie decyzji o wstrzymaniu przesyłu.

 

BREXIT DEAL?

W środę Ursula von der Leyen przedstawiła członkom Parlamentu Europejskiego aktualny stan negocjacji pomiędzy Unią Europejską a Wielką Brytanią. Według przewodniczącej na ten moment istnieje droga, bardzo wąska droga, do porozumienia między stronami. Nie można określić, czy porozumienie zostanie zawarte, czy też nie, ale oba państwa uzgodniły już większość różniących je kwestii – mówiła von der Leyen. Najtrudniejsza pozostaje wciąż kwestia dotycząca rybołówstwa i dostępu do obszarów połowowych. Jak stwierdziła komisarz, momentami ta kwestia zdaje się wręcz niemożliwa do rozwiązania. Wydaje się więc, że w tym roku odliczanie do północy może nie być tak radosne dla mieszkańców Zjednoczonego Królestwa. Swego rodzaju drugim fortepianem, na którym stara się grać brytyjska dyplomacja, są negocjacje handlowe z Waszyngtonem. Choć do USA trafia około 13% brytyjskiego eksportu, a amerykańskie produkty odpowiadają za 10% importu na Wyspy, to rządowi w Londynie zależy na uzgodnieniu umowy ułatwiającej handel między oboma państwami. Aby uzyskać takie porozumienie i przekonać odchodzącą już administrację w Białym Domu do podpisania umowy, Wielka Brytania zadeklarowała chęć wycofania się z unijnej polityki wspierania koncernu Airbus kosztem amerykańskiego Boeinga. Jednakże zgodnie ze słowami przedstawiciela Stanów Zjednoczonych ds. handlu krok ten nie jest traktowany przez Waszyngton jako ustępstwo, gdyż będąc poza UE, Wielka Brytania straci władzę do stosowania takiej polityki. Zamiast tego USA chcą, aby Londyn poczynił ustępstwa w obszarze handlu stalą i aluminium, który był elementem osobnej potyczki handlowej między USA a Unią Europejską.

 

FORMOZA SIĘ ZBROI

W czwartek Stany Zjednoczone zezwoliły na sprzedaż Tajwanowi cyfrowych sonarów które mają zostać użyte w programie budowy nowych tajwańskich okrętów podowodnych. Obok sonarów, Tajwan będzie musiał pozyskać od zagranicznych dostawców również silniki diesla, torpedy, posiki rakietowe, oraz zintegrowany system zarządzania walką – wszystkie te elementy zostały uznane przez tajwański MON za niemożliwe do wyprodukowania lokalnie.

 

We wtorek natomiast prezydent Tsai Ing-wen przyjęła pierwszą, również stworzoną przez tajwański przemysł, korwetę rakietową. Korweta klasy Tuo-Chiang jest wyposażona w pociski HF-2, pociski średniego zasięgu HF-3 i dwa systemy wystrzeliwania torped Mk 32 SVTT. Nowe korwety zostały zresztą nazwane, zabójcami lotniskowców. Okręty tej klasy wejdą do oficjalnej służby w marynarce wojennej w lipcu przyszłego roku.

 

USA RATUJĄ GOSPODARKĘ

W piątek amerykańscy kongresmeni przegłosowali w obu izbach ustawę przedłużającą o kolejne dwa dni tymczasowe finansowanie administracji, czym zapobiegli znanemu nam dobrze z poprzednich lat zamknięciu całej urzędniczej machiny. Choć projekt budżetu na przyszły rok jest już prawie w pełni gotowy, to jego przyjęcie wstrzymuje inna ustawa. Kongresmeni wraz z budżetem chcą przyjąć kolejny pakiet ratujący amerykańską gospodarkę i dali sobie na to czas do niedzieli. Aktualny projekt nie zakłada tak hojnych dodatków jak jego marcowy poprzednik; na przykład bezpośrednie wypłaty dla gospodarstw domowych wyniosą 600 dolarów zamiast 1200, jak miało to miejsce na wiosnę. Z kolei federalny dodatek ma wynieść 300 dolarów tygodniowo. Pakiet pomocowy jest jednak bardzo potrzebny, na co wskazują ostatnie dane dotyczące bezrobocia. Opublikowane dane z zeszłego tygodnia pokazują, że po pierwszy zasiłek dla bezrobotnych zgłosiło się 885 tysięcy ludzi. Dodatkowo po pomoc z federalnego programu pandemicznej pomocy dla bezrobotnych zgłosiło się w tym tygodniu kolejne 455 tysięcy Amerykanów, a osób stale korzystających z programu jest już 5,5 miliona. Wydaje się więc, że w obecnej sytuacji Stany Zjednoczone nie mają innego wyjścia i są skazane na dalsze korzystanie z pakietów socjalnych.

 

Materiały do pobrania
pdf
Weekly Brief 12–18.12.2020

Białoruś po wyborach prezydenckich.

 

Wstęp do książki „Iluzja wolnej Białorusi. Jak walcząc o demokrację można utracić ojczyznę” Marka Budzisza

(Foto ze zbiorów autora)

1. Władza bez społecznego mandatu. Opozycja również nie może mówić, że wygrała wybory

Jakim wynikiem zakończyły się wybory prezydenckie na Białorusi? Z pewnością Aleksandr Łukaszenka nie zdobył ponad 80 proc. głosów, jak obwieściła podporządkowana mu Centralna Komisja Wyborcza. Ale też nie wydaje się, aby miał jedynie 3 proc. zwolenników, jak przez długie tygodnie kampanii wyborczej ku pokrzepieniu serc głosili sympatycy jego konkurentów. Od odpowiedzi na tak postawione pytanie zależy w gruncie rzeczy interpretacja tego, co na Białorusi się dzieje i co może się dziać w najbliższej przyszłości.

 

Odwołajmy się do wyników pracy niezależnych analityków, skupionych w takich społecznych inicjatywach jak Uczciwi Ludzie („Честные люди”), Gołos i Zubr, którzy podjęli się, w niełatwych warunkach, nękani przez białoruskie służby specjalne, prawidłowego policzenia głosów w sierpniowych wyborach. Z ich wspólnego raportu, który powstał na podstawie kopii protokołów komisji wyborczych, wynika, że fałszerstwa miały miejsce w jednej trzeciej analizowanych przypadków. Aleksandra Łukaszenki w żadnym razie nie można więc uznać za triumfatora tych wyborów.

 

Aktywistom społecznym udało się zdobyć 1310 protokołów komisji wyborczych, co stanowi 22,7 proc. ogólnej ich liczby (na Białorusi na potrzeby wyborów prezydenckich powołano ich 5767). W „kontrolowanych” komisjach swoje głosy oddało 1 875 998 wyborców, czyli 32,2 proc. tych uprawnionych do głosowania Białorusinów, którzy wzięli udział w wyborach (5 818 995). Społeczna akcja zbierania protokołów udała się jednak głównie w dużych ośrodkach miejskich, przede wszystkim w Mińsku, gdzie zgromadzono protokoły z komisji, w których głosowało 65,9 proc. wyborców. Dla obwodu brzeskiego podobny wskaźnik wynosił 26,9 proc., a grodzieńskiego 35,9 proc. W innych regionach Białorusi akcja przebiegała z mniejszą skutecznością. Udało się zgromadzić protokoły z komisji, w których głosowało od 22,1 proc. (witebszczyzna) do 17,8 proc. (obwód homelski) wyborców. Po przeanalizowaniu danych stwierdzono, że Swietłana Cichanouska zdobyła 81 proc. oddanych głosów, czyli w liczbach bezwzględnych 471 709. Gdyby wielkości te odnieść do oficjalnego komunikatu Centralnej Komisji Wyborczej, w świetle którego Cichanouska zgromadziła 588 619 głosów w skali kraju, oznaczałoby to, że w pozostałych 4457 komisjach wyborczych (77,3 proc. wszystkich) padło na nią średnio po 26 głosów w każdej. Jest to, zdaniem autorów raportu, jawnie niedorzeczne, zwłaszcza że z analizy „pozyskanych” protokołów wynikało, iż w każdej komisji zdobyła ona 360 głosów. To zresztą nie jedyny dowód fałszerstw wyborczych. Inny jest równie wymowny. Otóż w 59 proc. komisji wyborczych w samym Mińsku, z których udało się zgromadzić protokoły, Cichanouska zdobyła więcej głosów niż w 100 proc. komisji znajdujących się w Mińsku, gdyby posiłkować się wyłącznie komunikatem Centralnej Komisji Wyborczej. Ale ile głosów, zdaniem niezależnych obserwatorów, zdobył Łukaszenka? Z pewnością nie 80,1 proc., jak to wynika z komunikatu CIK. W raporcie przygotowanym przez aktywistów społecznych, prócz stwierdzenia, że w około 30 proc. przypadków komisji, gdzie udało się zgromadzić biuletyny, miały miejsca fałszerstwa, nie znajdziemy odpowiedzi na tak postawione pytanie, co zresztą nie było zadaniem badających prawidłowość wyborów organizacji społecznych. Celem, które one sobie stawiały, była kwestia, czy białoruskie wybory prezydenckie można uznać za uczciwe. W świetle zgromadzonych danych odpowiedź jest oczywista – nie można.

 

Rosyjski dziennik ekonomiczny „Vedomosti” poddał analizie opublikowane przez platformę Gołos biuletyny z komisji wyborczych i doszedł do innych wniosków niż białoruscy aktywiści. Najpierw wzięto pod uwagę 633 protokoły, które według świadectw aktywistów Gołosu nie zostały sfałszowane i oddają rzeczywisty wynik głosowania. Sporządzono je w niewiele ponad 10 proc. wszystkich białoruskich komisji wyborczych, ale nawet jeśli odnotowane tam wyniki potraktować jako pewną próbę, to wygląda ona nader interesująco. Zdaniem „Vedomosti” Łukaszenka w tych komisjach wybory wygrał. Głos na niego oddało 51 proc. wyborców, a na Cichanouską jedynie 38 proc. Drugą kwestią, która interesowała ekspertów rosyjskiego dziennika, było pytanie, na ile zgromadzone przez Gołos dane są reprezentatywne dla całej Białorusi. Jak argumentowali zatrudnieni przez rosyjski dziennik specjaliści, 95 proc. osób zarejestrowanych na internetowej platformie służącej do  przekazywania protokołów i zdjęć kart wyborczych to zwolennicy Cichanouskiej, a przeciwnicy Łukaszenki. Platforma Gołos zgromadziła zdjęcia 536 546 kart wyborczych przysłanych jej przez głosujących, co jest, jak zauważa dziennik, liczbą mniejszą niż oficjalne 588 622 głosy, które padły na Cichanouską. Nie to jest jednak głównym zarzutem formułowanym pod adresem reprezentatywności „próby” zgromadzonej przez stronę społeczną. Po pierwsze, jak argumentowali, w badanej próbie jest oczywista nadreprezentacja protokołów wyborczych z Mińska, a wiadomo, że w stolicy, z której pochodzi 59 proc. wszystkich protokołów, nastroje opozycyjne były i są najsilniejsze. Inne regiony, które w przeszłości głosowały za Łukaszenką, są w społecznej dokumentacji wyborczej reprezentowane słabiej (np. obwód witebski, z którego udało się zgromadzić jedynie 112 protokołów na 750 komisji, czy homelski – 109 z 997). Po drugie, w całej Białorusi znacznie aktywniej spływały na platformę Gołos protokoły z miast, co powodowało, że wieś jest w tej próbie w poważnym stopniu niedoreprezentowana.

 

Ciekawe, zdaniem rosyjskich ekspertów, są też wyniki z Mińska. Z oficjalnych danych wynika, że Łukaszenka zdobył w tym mieście 65 proc. głosów. Z kolei dane pochodzące z 407 protokołów zgromadzonych przez Gołos pokazują, że na Łukaszenkę padło 59 proc. głosów. Jeśli brane by były pod uwagę wyłącznie dane, które przez samych aktywistów strony społecznej uznawane są za niezafałszowane, a takich zgromadzono 83, to wynika z nich, że Łukaszenka zdobył 43 proc. głosów, a Cichanouska 44 proc.

 

Po zliczeniu głosów z pozostałych 633 protokołów, które strona społeczna uznaje za niesfałszowane, wynika, że Łukaszenka „w reszcie kraju”, po wyłączeniu stolicy, zdobył 52 proc. głosów, a Cichanouska 38 proc.

 

Rosyjski dziennik, powołując się zresztą na udostępnione przez platformę Gołos pliki źródłowe zawierające wszystkie zgromadzone dane, formułuje kontrowersyjną tezę, że w świetle udostępnionych przez „stronę społeczną” danych wybory na Białorusi niewiele ponad 50 proc. wygrał Łukaszenka, a Cichanouska zdobyła 38,3 proc. głosów. Dane są oczywiście niepełne, niereprezentatywne, podlegały manipulacji. Komisje wyborcze „dorzucały głosy do urn”, a oficjalna frekwencja do dnia głosowania wskazuje, że główne fałszerstwa miały miejsce wtedy, kiedy społeczni aktywiści pracujący w wyborczą niedzielę nie mieli możliwości obserwowania komisji. To dlatego Gołos koncentrował się na udowodnieniu, co zresztą w świetle przedstawionego raportu się udało, że wybory zostały sfałszowane.

 

Znacznie trudniej na ich podstawie wnioskować, jakim poparciem wyborców cieszył się Łukaszenka. Wszelkie porównania są tym trudniejsze, że badania socjologiczne na Białorusi nie są prowadzone i można posiłkować się jedynie cząstkowymi informacjami. Niemniej jednak spróbujmy.

 

Jeszcze w czerwcu 2020 roku Giennadij Korszunow z Białoruskiej Akademii Nauk w rozmowie z dziennikarzami ujawnił, że z badań przeprowadzonych w marcu i na początku kwietnia wynikało, iż poziom zaufania wobec Łukaszenki w Mińsku wynosił 22-23 proc. Przedwyborcze sondaże przeprowadzone przy użyciu komunikatora Viber przez platformę Narodnyj Opros, na podstawie 45 tys. zgromadzonych odpowiedzi, które z oczywistych względów trudno uznać za próbę reprezentatywną dla Białorusi, przyniosły wyniki, w których Cichanouska uzyskała 75,2-79,8 proc. głosów, a Łukaszenka 13,5-17,9 proc. Warto przy okazji odnotować, że w podobnym badaniu przeprowadzonym przez tę samą platformę dwa tygodnie po wyborach (w badaniu przeprowadzonym 20-23 sierpnia on-line wzięło udział 12 tys. respondentów) 92 proc. badanych stwierdziło, że 9 sierpnia głosowało na Cichanouską, a 98 proc. uczestników ankiety nie wierzy, że Centralna Komisja Wyborcza w sposób prawidłowy policzyła głosy. Co ciekawe, uczestnicy sondażu zapytani, na kogo oddaliby swoje głosy, gdyby na Białorusi mogły odbyć się wolne wybory prezydenckie, odpowiedzieli w następujący sposób: 67,2 proc. poparłoby znajdującego się w więzieniu Wiktara Babarykę, a jedynie w 7,2 proc. Swietłanę Cichanouską. W powtórzonym w połowie września podobnym badaniu Babaryka w zależności od zastosowanej metodologii cieszył się poparciem 39,33-46,01 proc. ankietowanych, a Cichanouska 3,99-5,39 proc.

 

Zarówno wyniki opublikowane przez platformę Gołos, jak i inne cząstkowe informacje na temat stanu nastrojów społecznych na Białorusi, rozpoczęły dyskusję wśród białoruskich socjologów na temat społecznego poparcia dla obozu władzy.

 

Dla Olega Manajewa, wywodzącego się z Białorusi profesora socjologii, obecnie pracującego w Stanach Zjednoczonych, jednego z założycieli Niezależnego Instytutu Badań Społeczno-Politycznych i Ekonomicznych, przez lata zwalczanego przez władze, wbrew dominującemu poglądowi na ten temat w Polsce i Państwach Bałtyckich, w świetle którego triumfatorką wyborów prezydenckich jest Swietłana Cichanouska, sprawa nie jest wcale tak oczywista. Jego zdaniem, z pewnością zwycięzcą nie jest Łukaszenka, ale też i nie jego przeciwniczka. Po przeanalizowaniu dostępnych na ten temat szacunków i raportów niezależnych ośrodków badawczych uważa on, że nikt z tej dwójki nie wygrał wyborów w I turze. Oczywiście władze dopuściły się bardzo wielu fałszerstw, co powoduje, że nie sposób uznać wyników głosowania za miarodajne, ale również na podstawie przedstawiciele wolnych zawodów, przedsiębiorcy, daje się też zauważyć nadreprezentację osób związanych z białoruskim sektorem IT.

 

Manajew jest zdania, że być może w przypadku Białorusi można dziś mówić o niedokończonej, bo nie nastąpiła zmiana władzy, rewolucji politycznej. W sensie społecznym ona nie nastąpiła, a jedynie można zauważyć pewne przesunięcia. Lepszym, z tego punktu widzenia, określeniem dla tego, co do tej pory stało się u naszego sąsiada, byłoby powiedzenie o wykrystalizowaniu się społecznego obozu zwolenników zmian, modernizacji i westernizacji Białorusi, który zmaga się ze społecznym blokiem sił „starego porządku”. Ani modernizatorzy nie dominują, ani obóz Łukaszenki nie składa się z jednostek. A to oznacza, że rozstrzygnięcia na Białorusi nie nastąpią w ekspresowym tempie, bo siły są mniej więcej wyrównane. Nie mamy zwycięzcy białoruskich wyborów, mamy liderów dwóch obozów społecznych i politycznych, które walczą ze sobą o przyszłość kraju. Jak długo te zmagania będą trwać i czym się zakończą, nie można dziś powiedzieć.

 

Manajew został ostro skrytykowany za swoje tezy, ale jego adwersarze, prócz silnie artykułowanego przekonania, że ostatnie dwa miesiące doprowadziły do fundamentalnych zmian w myśleniu i preferencjach politycznych Białorusinów, nie byli w stanie przeciwstawić jego rozumowaniu wniosków opartych na budzących zaufanie wynikach badań społecznych, których na Białorusi się nie prowadzi. Mamy zatem do czynienia, modelowo rzecz ujmując, z przedstawicielami dwóch poglądów. Zwolennicy pierwszego głoszą, że obóz władzy znajduje się w społecznej izolacji i jest zdecydowanie mniejszościowy, zaś pozostali kwestionują ten czarno-biały schemat, argumentując, że nie tylko na Białorusi, ale także w państwach wywodzących się z systemu sowieckiego, władzy udało się zbudować szersze niż się powszechnie sądzi oparcie społeczne, i to przesądza o sile reżimu, zarówno w Mińsku, jak i w Moskwie. Zwolennikiem takiego poglądu jest Władimir Pastuchow, rosyjski socjolog i politolog, na co dzień pracujący w londyńskim University College. Na łamach „Nowej Gaziety”, tolerowanego przez rosyjskie władze niezależnego periodyku, napisał on artykuł poświęcony białoruskiej rewolucji, a raczej źródłom jej klęski. Taką właśnie Pastuchow stawia tezę, aksamitna rewolucja na Białorusi się nie udała, mało tego, zarysował się szczególnego rodzaju alians sił ancien régime, którego zwolennicy zmian nie byli w stanie pokonać, co w konsekwencji, zapewne w nieodległej już przyszłości, może doprowadzić do kolejnego zrywu, który może już nie być ani pokojowym, ani tym bardziej aksamitnym.

 

Punktem wyjścia rozważań Pastuchowa jest pytanie o naturę przemocy w relacjach społecznych, bo nie wierzy on w „przyrodzoną” krwiożerczość Rosjan w czasie wojny domowej czy Niemców za III Rzeszy. Podobnie zauważalna brutalność i agresja białoruskich sił porządkowych po 9 sierpnia, podkreślana przez wszystkich obserwatorów, nie bierze się, jego zdaniem, z psychologicznej ewolucji czy degradacji zwolenników władzy, ale ma raczej źródło w szczególnego rodzaju relacjach społecznych. O nich warto, zdaniem rosyjskiego socjologa, rozmawiać. Białoruscy siłowicy tłumiący demonstracje, atakujący, nieraz bardzo brutalnie bezbronne kobiety, co mogliśmy oglądać na niezliczonej liczbie filmów i nagranych relacjach, nie robili tak dlatego, że władza im nakazała, by byli „twardymi”. Rozkazy władzy, jak dowodzi, można przecież wypełniać bez szczególnego zaangażowania, ale można też być nadgorliwym. W Mińsku, a także w innych białoruskich miastach, obserwowaliśmy taką właśnie nadgorliwość. O czym ona świadczy? Ta eksplozja sadyzmu ma swoje korzenie, w opinii Pastuchowa, w szczególnego rodzaju układzie społecznym, który zbudowany został w państwach przestrzeni postsowieckiej i dotyczy w podobnym stopniu co Białorusi, również Rosji. Do tej pory błędnie przyjęło się uważać, jak argumentuje Pastuchow, że władza Łukaszenki, ale także Putina, to system chwiejnej równowagi ścierających się o wpływy różnych grup oligarchicznych żerujących na kontrolowanych przez siebie organizmach państwowych. W sensie społecznym twór dość słaby, bez zakorzenienia w liczących się warstwach społeczeństwa, skorumpowany i chwiejny. W wielu przypadkach, tak jak choćby w Armenii, gdzie w 2018 roku miała miejsce bezkrwawa „kolorowa rewolucja”, ta diagnoza była trafna.

 

W takich systemach manifestacyjne okazanie społecznej niezgody na status quo doprowadzało do pęknięć w elicie władzy, w której równowaga sił zawsze była dość krucha, przejścia jej części na stronę liderów protestu, co doprowadzało do nowego konsensusu politycznego, obalenia starego reżimu i stabilizacji sytuacji. Takie procesy, prócz oczywiście Armenii, miały też miejsce kilka razy w środkowoazjatyckim Kirgistanie, w Gruzji i na Ukrainie. Specyfika Rosji, ale również Białorusi, jest jednak odmienna. Zbudowanego tam przez ostatnie dwa dziesięciolecia systemu polityczno-społecznego nie można opisać w kategoriach wąskiej elity, wyalienowanej ze społecznej masy, żerującej na zawłaszczonym państwie. W istocie mamy do czynienia ze znacznie szerszym, społecznym zapleczem władzy, zarówno Putina, jak i Łukaszenki. Z grubsza rzecz biorąc, Putinowi i Łukaszence udało się zbudować, w sensie społecznym, inkluzywny system, który przyciągnął będące niejako „w systemie” liczące się grupy społeczne. Na Białorusi mamy zatem do czynienia z warstwami społecznymi, które są na różne zresztą sposoby wbudowane w system sprawowania władzy i z ludźmi ten system kontestującymi. Gdyby patrzeć na liczebność obu grup, to nie są one równe, ale siła związana z narzędziami, które każda z nich jest w stanie mobilizować, nadal jest po stronie „systemu władzy”.

 

Dlatego baza społeczna, na której może oprzeć się tyrańska, czy neototalitarna, jak ją określa Pastuchow, władza, jest znacznie szersza, niż przyjęło się uważać, a z pewnością wystarczająca, aby się obronić. Z tego też powodu mitologia „miliona”, rozpowszechnione
w kręgach tamtejszej demokratycznej opozycji przekonanie, że jeśli na ulice wyjdzie protestować milion osób, to władza ustąpi, a być może nawet upadnie, jest, w opinii Pastuchowa, złudzeniem. Władza nie upadnie, bo o swoje interesy będzie walczyć nawet z bronią w ręku. Zbudowane przez nią społeczne zaplecze tylko jej tę walkę ułatwi i zagwarantuje, że to nie pokojowa rewolucja, a uzbrojony obóz władzy odniesie końcowy sukces.

 

W opinii Pastuchowa taki społeczny układ sił w państwach przestrzeni postsowieckiej powoduje, iż strategia „pokojowych rewolucji”, naśladowanie Gandhiego, jest z góry skazana na niepowodzenie. Non violence był skuteczny w Indiach, gdzie po drugiej stronie stali
Brytyjczycy, a raczej kolejne pokolenie elity kolonialnej, pragnące na dodatek zapomnieć o brutalności swoich ojców i dziadów z czasów Wojny Burskiej, ale nie będzie skuteczny ani w Moskwie, ani też w Mińsku.

 

Do rozważań na temat wyników niedawnych wyborów prezydenckich na Białorusi, które w gruncie rzeczy odczytywać należy jako spór na temat układu sił społecznych i społecznego zaplecza władzy, włączył się też pracujący na rzecz brytyjskiego Chatham House, politolog
Ryhor Astapenia. Na swoim koncie na platformie Telegram napisał on że po wstępnej analizie wszystkich dostępnych informacji na temat niedawnych wyborów prezydenckich jego zespół doszedł do wniosku, że Swietłana Cichanouska zdobyła 9 sierpnia 52,2 proc. głosów, a Aleksandr Łukaszenka 20,6 proc. Jednak jak zaraz zaznaczył, błąd badania nie pozwala jednoznacznie i twierdząco powiedzieć, że Cichanouska wygrała białoruskie wybory. W jego opinii co najwyżej można powiedzieć, że wygrała ich pierwszą turę, a to oznacza, że w świetle dostępnych danych nie ma ona demokratycznego mandatu.

 

Nie ma go również Łukaszenka, którego legitymacja, po przeprowadzonej „tajnej” uroczystości zaprzysiężenia, nawet dla większości obserwatorów rosyjskich jest wątpliwa.

 

2. Perspektywa Rosji

W opinii rosyjskich elit obecną sytuację Białorusi może scharakteryzować w następujący sposób – w kraju miało miejsce pęknięcie społeczne na tle sporu o wybory prezydenckie, czy szerzej o przyszłość kraju, ale na razie trudno mówić o rewolucji politycznej. W ten sposób sytuację na Białorusi, w wywiadzie dla niezależnego kanału telewizyjnego Dożd, wprost scharakteryzował Konstantyn Kosaczew, szef komisji spraw zagranicznych izby wyższej rosyjskiego parlamentu. To rozróżnienie na społeczny i polityczny wymiar białoruskiej rewolucji ma w myśleniu rosyjskim istotne konsekwencje. Otóż, jak zauważa w tym wywiadzie, stworzenie wspólnego państwa wymaga przede wszystkim porozumienia społeczeństw i obopólnej, niewzruszonej woli funkcjonowania w jednym organizmie państwowym, trochę na podobieństwo niemieckiego procesu zjednoczeniowego. Integracja państwowa Rosji i Białorusi, nawet jeśli elity obu państw osiągnęłyby co do tego porozumienie, bez społecznie dominujących trendów na rzecz zjednoczenia, może doprowadzić co najwyżej do zwielokrotnienia problemów po tym, jak zbuduje się twór słaby, bez legitymacji i kwestionowany przez liczące się siły społeczne. Z tego też względu, jak zauważa, obecnie nie ma mowy o połączeniu obu państw, można co najwyżej mówić o ich aliansie politycznym.

 

Kształt tego aliansu, w opinii białoruskich obserwatorów, wyznaczany jest z jednej strony międzynarodową izolacją Łukaszenki i jego wewnętrzną słabością, a z drugiej politycznymi celami Federacji Rosyjskiej. Już „na obecnym etapie”, jak zauważają niektórzy białoruscy eksperci, Putin przejął kontrolę nad polityką wojskową Mińska, w gruncie rzeczy doprowadzając do ustanowienia „rotacyjnej” obecności wojskowego kontyngentu rosyjskiego na terenie Białorusi, co dla niepoznaki przykryte jest zaplanowaną na najbliższe jedenaście miesięcy serią wspólnych manewrów wojskowych, a obecnie zaczyna sprawować kontrolę nad polityką zagraniczną Białorusi. Serię dymisji z białoruskiego MSZ-u, jaka miała miejsce w ostatnich tygodniach (z pracy zrezygnował nawet syn ministra Makieja), które do tej pory interpretowane były w kategoriach sprzeciwu najbardziej prozachodniej części białoruskiego establishmentu wobec „nowych porządków”, można równie dobrze interpretować jako działania wymuszone przez nowych „patronów” czy dobrowolne odejścia urzędników oceniających, że w nowych realiach drogi ich kariery zostały zablokowane.

 

Polityka Mińska polegająca z jednej strony na niepodejmowaniu kontaktu z liderami państw Zachodu (słynna odmowa przez Łukaszenkę rozmowy telefonicznej z kanclerz Merkel), z drugiej zaś celowo zaostrzająca relacje z państwami ościennymi[5], prowadzi do sytuacji, dostrzeżonej zresztą już przez białoruskich politologów, że jedynym kanałem komunikacji Zachodu z Mińskiem staje się Moskwa. O faktycznej zgodzie na przejmowanie takiej funkcji przez Moskwę świadczy w opinii wielu białoruskich analityków symboliczny charakter europejskich sankcji wobec białoruskich elit oficjalnych i nieobjęcie nimi, ponoć na prośbę Kremla, samego Łukaszenki. W efekcie, jak zauważył Walerij Karbalewicz, białoruskie państwo już obecnie zrezygnowało z niektórych swoich funkcji i z samodzielnego podmiotu przekształciło się w instrument obrony chwiejącego się reżimu. Doskonale zresztą widać to na przykładzie projektu przyszłorocznego budżetu, w którym założono kilkunastoprocentowy wzrost wydatków na „resorty siłowe” przy jednoczesnych cięciach, w obliczu kryzysu finansów publicznych”, w innych obszarach.

 

Moskwa udziela obecnie swojego „wsparcia” także białoruskim mediom. Już kilka dni po rozpoczęciu protestów do białoruskiej stolicy zjechała duża grupa dziennikarzy z „Russia Today” i pracowników technicznych rosyjskiej telewizji, która pracuje tam do dzisiaj, co w praktyce oznacza kontrolowanie przez Rosję narracji propagandowej reżimu.

 

W trakcie spotkania Łukaszenki z Putinem w Soczi ustalono warunki finansowego zasilenia białoruskiego budżetu przez Moskwę, a dodatkowo w związku z problemami związanymi z obroną kursu tamtejszego rubla premier Federacji Rosyjskiej Michaił Miszustin polecił udzielenie przez filie rosyjskich banków aktywnego wsparcia w tym zakresie. Blokada dostępu Białorusi do międzynarodowych rynków finansowych w połączeniu z faktem, że rosyjskie banki kontrolują 25 proc. tamtejszego systemu bankowego, a Moskwa, w obliczu wstrzemięźliwości Pekinu, jest obecnie jedyną realną opcją pozyskania przez reżim zewnętrznego finansowania, powoduje, że Rosja de facto kontroluje dziś system finansowy swojego sąsiada. W efekcie Kreml, jak zauważa analityczka moskiewskiego Centrum Carnegie, nie musi szybko przejmować kontroli nad co cenniejszymi białoruskimi aktywami gospodarczymi, bo ma na to jeszcze czas. Teraz musi dbać o międzynarodowe uznanie ewentualnych rosyjskich akwizycji.

 

Polityka Łukaszenki, który w charakterze retorsji wobec Państw Bałtyckich wspierających prodemokratyczne protesty zadeklarował przesunięcie strumieni towarowych przepływających do tej pory przez porty Litwy i Łotwy, a także rozpoczął akcję represjonowania firm logistycznych z tych krajów[1], sprzyja w gruncie rzeczy przejęciu przez Rosję kontroli nad marżami eksportowymi białoruskich firm. Jeśli bowiem jedyną możliwością utrzymania rentowności białoruskiego eksportu, który w świetle deklaracji Łukaszenki winien zostać przekierowany do rosyjskiego portu w Ust-Łudze, będzie stosowanie przez rosyjskie Koleje Państwowe obniżonych stawek przewozowych na białoruskie towary, to kontrola nad ich wysokością daje Moskwie kolejne narzędzie oddziaływania.

 

Podobne skutki będzie miała decyzja Mińska o uruchomieniu elektrowni atomowej w Ostrowcu, w sytuacji kiedy sąsiednie państwa poinformowały o decyzji wstrzymania się od zakupów produkowanej tam energii. W efekcie inwestycja, której celem miała być poprawa sytuacji finansowej Białorusi i zwiększenie jej stopnia energetycznej samodzielności, stanie się czynnikiem wzmacniającym uzależnienie od Rosji, kraju kontrolującego harmonogram spłaty kredytów zaciągniętych na budowę elektrowni i jednocześnie mogącego „odbierać” jej nadwyżki produkcyjne. W przeciwnym razie Białorusi grozi nawet dwukrotny wzrost cen energii.

 

  •  Zachód

Yauheni Preiherman, twórca i dyrektor półniezależnego think thanku Miński Dialog, napisał, komentując obecną sytuację, że przyjęte przez Unię Europejską sankcje wobec reżimu Łukaszenki nie mają szans wywrzeć „żadnego efektywnego wpływu na Mińsk, nawet jeśli zostaną rozszerzone”. Inni białoruscy analitycy, tacy jak Artem Schreibmann, są zdania, że unijne działania mają charakter symboliczny, głównie po to, by uspokoić własne sumienie, a wyłączenie z listy osób objętych restrykcjami Łukaszenki, ponoć na prośbę Moskwy, świadczy o tym, że Europa już pogodziła się z myślą, że na Białorusi panem sytuacji i głównym rozgrywającym jest Rosja. Paradoksalnie, Swietłana Cichanouska, liderka i symbol białoruskiej opozycji, wzywając w Berlinie po spotkaniu z Angelą Markel, by Władimir Putin stał się, wespół z innymi liderami państw europejskich, mediatorem w białoruskich sporach i pomógł uruchomić proces politycznych zmian, również potwierdziła tę diagnozę. Europa nie ma chęci konfrontowania się z Moskwą, a zdaniem wielu ekspertów tylko presja na Rosję, w tym sankcje, mogłyby doprowadzić do przełomu w Mińsku. Podobną opinię formułuje Preiherman również jeśli chodzi o politykę Stanów Zjednoczonych w obliczu białoruskiego kryzysu. W jego ocenie Waszyngton, gdyby zdecydował się zagrać twardo, wprowadzając wymierzone w Białoruś sankcje, a równolegle grozić ich rozciągnięciem na Rosję, mógłby jeszcze zmienić sytuację, ale w tej chwili trudno sobie wyobrazić, by się na taki krok zdecydował. Inni analitycy są zdania, że słaba reakcja Stanów Zjednoczonych na białoruskie wydarzenia jest z jednej strony świadectwem spadku zainteresowania regionem, z drugiej efektem próby poszukiwania pól pragmatycznej współpracy z Moskwą. Arsen Sivitski z Center for Strategic and Foreign Policy Studies jest wręcz zdania, że niedawne rozmowy toczone przez zastępcę sekretarza stanu Stephena Bieguna w Mińsku ze Swietłaną Cichanouską, a następnie w Moskwie z Sergiejem Ławrowem, miały na celu znalezienie formuły współpracy między Rosją a Stanami Zjednoczonymi celem rozwiązania białoruskiego węzła. Sivitski podobnie zresztą ocenia ostatnie inicjatywy prezydenta Francji.

 

W amerykańskich mediach opiniotwórczych zdaje się dominować pogląd, że Białoruś znajduje się w strefie wpływów geostrategicznych Moskwy. Zachód, zajęty zresztą swoimi sprawami, nie powinien więc, po to aby stabilizować sytuację, ingerować w to, co się dzieje u naszego sąsiada. Vladislav Dawidzon na łamach „Foreign Policy” napisał, że „im dłużej trwa bój między Łukaszenką a opozycją, która rządzi ulicami wszystkich miast i miasteczek Białorusi, tym bardziej prawdopodobne jest, że o przyszłości narodu zadecyduje raczej Moskwa niż Mińsk”. Z kolei przywoływany już Preiherman wespół z Thomasem Grahamem we wpływowym amerykańskim periodyku „Foreign Affairs” wezwali Waszyngton do znalezienia odpowiedzi na białoruski kryzys polityczny w taki sposób, by uniknąć niepożądanej rosyjskiej odpowiedzi i ryzyka przekształcenia Białorusi w pole konfrontacji z Moskwą. „Aby uniknąć takiego scenariusza – argumentują – Stany Zjednoczone i Unia Europejska muszą oprzeć swoją politykę na jasnej ocenie słabości ruchu protestacyjnego i siły Moskwy. Powinni szukać pośredniego rozwiązania, które przyspieszy odejście Łukaszenki i uzna bliskie więzi Rosji z tym krajem”. Warto przypomnieć, że Thomas Graham jest jednym z inicjatorów listu otwartego ponad stu przedstawicieli amerykańskiego establishmentu strategicznego, w którym padają propozycje, by „zaakceptować Rosję taką, jaka ona jest” i poszukiwać z Moskwą pragmatycznych obszarów kooperacji, zwłaszcza w tych rejonach świata, które dla Stanów Zjednoczonych nie są pierwszoplanowe. Konkluzja ich wspólnego wystąpienia doskonale, jak się wydaje, oddaje stan nastrojów i aspiracje kolektywnego Zachodu. „Białoruś po Łukaszence – piszą Preiherman i Graham – blisko związana z Moskwą, ale z lepszymi relacjami z Zachodem, pozostaje możliwym średniookresowym rezultatem obecnego kryzysu”.

 

*          *          *

 

Dwa miesiące po wybuchu białoruskich protestów nadchodzi czas na pierwsze podsumowania. Czy wynikiem prodemokratycznego zrywu jest poszerzenie obszaru wolności obywatelskich i niezależności państwowej? Czy może mamy do czynienia z gorzkim paradoksem, polegającym na tym, że – jak pytam w tytule tego zbioru – Białorusini walcząc o demokracje, mogą stracić swoją Ojczyznę?

 

Wydaje się, że dziś, niestety, nawet jeśli uznamy, iż demokracja na Białorusi jest bliżej, niemal w zasięgu ręki, to państwowa suwerenność słabnie i kruszeje. Nie podejmuję się oceniać, na ile wzrost znaczenia Rosji w białoruskiej polityce jest wynikiem diabelskiej skuteczności realizowanych przez Moskwę planów, choć teksty zamieszczone w tej książce, publikowane w ciągu ostatnich miesięcy, świadczą o tym, iż nie trzeba było nadzwyczajnej przenikliwości, by obserwowany dziś rozwój wydarzeń przewidywać, a przynajmniej dostrzegać możliwe zagrożenia. Obserwowałem białoruskie wydarzenia uważnie, komentując na bieżąco w prasie i internecie to, co dzieje się w polityce naszego sąsiada. Interesowały mnie polityczne zapasy Aleksandra Łukaszenki z Moskwą, próby realizowania polityki równoważenia wpływów rosyjskich, perspektywy demokratyzacji systemu, stan gospodarki i rosnące aspiracje wolnościowe Białorusinów, szczególnie młodego pokolenia. Zamieszczone w tym zbiorze artykuły układają się więc w coś na kształt kroniki ostatnich miesięcy na Białorusi. Nie znam odpowiedzi na wszystkie możliwe pytania, ani tym bardziej nie podejmuję się kreślenia scenariuszy i prognozowania przyszłości. Ale powtórzę, niektóre zjawiska, jak sądzę, można było przewidzieć, a polityka zarówno Warszawy, jak i całego Zachodu, mogła być skuteczniejsza, wynikać z lepszej znajomości białoruskich realiów, w mniejszym stopniu kierować się porywami serca, a w większym chłodną analizą intencji, możliwości, słabych i silnych stron wszystkich graczy.

 

Jaki jest efekt białoruskich wydarzeń ostatnich dwóch miesięcy? Z pewnością wzmocniły się wpływy Moskwy, które jeszcze trudniej obecnie niż w przeszłości będzie podważyć. Nie musi to oznaczać, że Władimir Putin zdecyduje się na bezpośrednią inkorporację swojego sąsiada, powtarzając w ten sposób historię Anschlussu Austrii. W obecnym świecie historia, jeśli się powtarza, to nie w sposób dosłowny. Putinowi nie jest potrzebne połknięcie Białorusi, może jedynie pójść tą drogą z motywacji symbolicznych czy historycznych. Federacji Rosyjskiej wystarczy stan obecny, sytuacja, w której kontroluje wszystkie kluczowe aspekty suwerenności sąsiada – począwszy od polityki wojskowej, przez gospodarczą, świat mediów, na zagranicznej kończąc, a kolektywny Zachód chcąc doprowadzić do jakiegokolwiek „poluzowania” systemu musi, i robi to, potwierdzać, że Białoruś znajduje się w rosyjskiej strefie wpływów.

 

Z perspektywy Polski jest to tym bardziej gorzka lekcja, że nasza wschodnia polityka ostatniego dwudziestolecia budowana była w oparciu o wiarę w to, że w godzinie próby, niczym Muszkieterowie „wszyscy za jednego, jeden za wszystkich”, będziemy się zmagać z przeciwnikami i przeciwnościami. Dziś, co konstatuję ze smutkiem, widać, że tak nie będzie. Świat, Europa, nasza część kontynentu to już zupełnie inne miejsce niż nawet dziesięć lat temu.

7 października 2020

Materiały do pobrania
pdf
Iluzja wolnej Białorusi – wstęp
Żołnierze, sprzęt wojskowy i lotnictwo Zachodniego Okręgu Wojskowego w defiladzie wojskowej poświęconej Dniowi Niepodległości Republiki Białorusi (lipiec 2019, fot. Wikimedia Commons)

Wasilij Kaszin, ekspert Klubu Wałdajskiego, napisał [1] we wrześniu na łamach tygodnika „Profil”, że dla Rosji utrata Białorusi jest z wojskowego punktu widzenia równoznaczna z przeniesieniem linii kontaktu z wrogiem o 650 kilometrów na wschód, patrząc z Moskwy. A to oznacza, że nawet nie decydując się na rozmieszczenie na obszarze Białorusi swych wojsk, a jedynie dyżurując w przestrzeni powietrznej, siły NATO są w stanie uzyskać znaczącą przewagę. Rosyjska stolica znajdzie się wówczas w zasięgu rażenia broni lotnictwa taktycznego, które może zostać użyte nawet bez konieczności wejścia w przestrzeń powietrzną Federacji Rosyjskiej. To zaś stawia pod znakiem zapytania efektywność rosyjskich systemów ostrzegania i samą ideę uderzenia odwetowego. Realne staje się zagrożenie zniszczeniem przez przeciwnika, w czasie pierwszego uderzenia kierownictwa państwa rosyjskiego, znacznej części strategicznych wojsk rakietowych, a także systemów przenoszenia głowic jądrowych znajdujących się w europejskiej części Rosji. Z tego też względu, jak pisze Kaszin, „Moskwa jest zmuszona poprzeć reżim Łukaszenki bez względu na wszystkie jego oczywiste wady. Zadaniem chwili obecnej jest wykorzystanie uzależnienia Łukaszenki od naszego poparcia do stworzenia najbardziej trwałego, nierozerwalnego połączenia Białorusi z Rosją. W przypadku niepowodzenia tego kursu Moskwa będzie musiała szukać opcji, które ograniczą wartość Białorusi jako atutu w rękach wroga. W niektórych krajach postsowieckich zademonstrowano już różne scenariusze takiej interwencji”.

 

Tego rodzaju i podobne motywacje strategiczne były, jak się wydaje, jednym z głównych czynników kształtujących politykę wojskową Federacji Rosyjskiej wobec Białorusi po rozpadzie ZSRR. Jednak jej efekty wydają się, zwłaszcza w ostatnich latach, co najwyżej mieszane.

 

Jak zauważa [2] Arseny Sivitsky z Center for Strategic and Foreign Policy Studies Białorusi, niezależnie od podpisanych w ramach porozumień z Rosją dokumentów integracyjnych, w tym obejmujących również kwestie wojskowe, udało się utrzymać, a po 2010 roku nawet powiększyć, strategiczną niezależność od Rosji i autonomię w wielu kwestiach. Zdecydowały o tym architektura białoruskiego systemu bezpieczeństwa i charakter zawartych porozumień obronnych z Rosją w ramach państwa związkowego, które zakładały konsensualny charakter decyzji w kluczowych sprawach związanych z obronnością, co w praktyce dawało białoruskim elitom prawo weta w tych kwestiach, które uznały za niezgodne z interesem narodowym. Dotyczyło to nie tylko kwestii o znaczeniu politycznym, takich jak stosunek Białorusi do wojny rosyjsko-gruzińskiej w 2008 roku czy aneksji Krymu i konfliktu w Donbasie, ale również możliwości wykorzystania białoruskiej infrastruktury wojskowej przez rosyjskie siły zbrojne.

 

Mimo funkcjonowania, według stanu z początku 2020 roku, przeszło 40 białorusko-rosyjskich porozumień związanych z szeroko pojmowanym obszarem współpracy w zakresie bezpieczeństwa i wojskowości [3] kluczowe znaczenie mają dwa z nich – o powołaniu Regionalnej Grupy Sił Zbrojnych (która działa jedynie w czasie wojny) i o wspólnej obronie granic oraz przestrzeni powietrznej Białorusi. To ostatnie porozumienie zawarte zostało na początku lutego 2009 roku na posiedzeniu Rady Najwyższej Państwa Związkowego Białorusi i Rosji. O skali kontrowersji z nim związanych świadczy i to, że zostało ono ratyfikowane dopiero w 2019 roku, choć objęte nim wspólne działania miały miejsce już wcześniej [4]. Jednolity system obrony powietrznej istniał de facto przez cały okres poradziecki w postaci Jednolitego systemu obrony powietrznej krajów Wspólnoty Niepodległych Państw.

 

Podpisane w 1998 roku porozumienie w sprawie wspólnych rosyjskich i białoruskich planów obronnych, podobnie jak sformułowana w 2001 roku Doktryna Obronna Państwa Związkowego, podkreślało konieczność uzgodnionego przez władze obu państw uruchomienia wspólnych planów obronnych na wypadek wojny. Te same zasady obowiązują w czasie pokoju w stanie „zagrożenia konfliktem zbrojnym”. W praktyce oznacza to, że dwa elementy wspólnej, w ramach Państwa Związkowego Rosji i Białorusi, polityki wojskowej, jakimi są Regionalna Grupa Sił Zbrojnych i Połączony Regionalny System Obrony Przestrzeni Powietrznej, funkcjonowały do tej pory na specjalnych zasadach.

 

Regionalna Grupa Sił Zbrojnych, w której skład wchodzą białoruskie siły lądowe oraz rosyjska 1. Armia Pancerna (jednostka 73621), nie funkcjonuje w czasie pokoju, co oznacza, że tworzące ją komponenty wojskowe utrzymują autonomię. Natomiast w czasie podwyższenia gotowości w obliczu zagrożenia wojną czy wręcz w czasie wojny funkcje dowódcze nad tym zgrupowaniem przejmuje w świetle obowiązujących porozumień białoruskie ministerstwo obrony i sztab generalny. W praktyce oznacza to, że znajdujące się w białoruskich rękach dowództwo nie ma charakteru rotacyjnego, funkcjonuje również w czasach pokoju, a organem nadrzędnym jest Rada Najwyższa Państwa Związkowego.

 

W 2009 roku Mińsk i Moskwa zawarły również porozumienie dotyczące wspólnej ochrony granicy państwowej i przestrzeni powietrznej. Obecnie system ten obejmuje całość białoruskich sił obrony przestrzeni powietrznej kraju oraz lotnictwo, a także rosyjską 6. Armię Lotniczą i zlokalizowaną na terenie Zachodniego Okręgu Wojskowego jednostkę obrony przeciwlotniczej. W przeciwieństwie do Regionalnej Grupy Sił Zbrojnych ten system związany z ochroną przestrzeni powietrznej i granic funkcjonuje również w czasie pokoju, ale charakter podpisanych umów międzynarodowych decyduje o tym, że rotacyjne dowództwo kształtowane jest na podstawie zasad rosyjsko-białoruskiego konsensusu. W praktyce do tej pory sprawowali je przedstawiciele białoruskich sił zbrojnych – Oleg Dvigalev w latach 2013–2017 oraz powołany na tę funkcję w 2018 roku Igor Golub.

 

Co warte podkreślenia, obie umowy nie przewidują przekazania dowództwa wojsk białoruskich generałom rosyjskim w czasie pokoju. A kolejność działań obu krajów w okresie zagrożenia i w czasie wojny jest utajniona.

 

W 2013 roku lotnictwo rosyjskie oraz białoruskie rozpoczęło wspólne patrolowanie, z wykorzystaniem bazy w Baranowiczach, przestrzeni powietrznej kraju. Jednak już w 2015 roku, w związku z sytuacją na Ukrainie, Mińsk podjął decyzję o wycofaniu białoruskiego lotnictwa z tego przedsięwzięcia, co w konsekwencji wywołało szereg kontrowersji na linii Moskwa – Białoruś.

 

Po pierwsze, Moskwa zaczęła wywierać presję na Mińsk, aby zrewidować zapis w umowie między oboma państwami pozwalającej na to, by rosyjskie myśliwce patrolujące przestrzeń powietrzną Białorusi przebywały w jej przestrzeni powietrznej nie dłużej niż 24 godziny. Drugim obszarem rosyjsko-białoruskich kontrowersji było sformułowanie przez Moskwę żądania utworzenia rosyjskiej bazy lotniczej w Baranowiczach. Te dwa postulaty spotkały się ze stanowczą i negatywną odpowiedzią Mińska [5]. Warto zauważyć, że Siergiej Ławrow, rosyjski minister spraw zagranicznych, powrócił do tematu zgody Białorusi na utworzenie na jej obszarze rosyjskiej bazy lotniczej jesienią 2019 roku, w toku narastającej presji Rosji na pogłębienie integracji obu państw. Podobnie jak w 2015 roku, tak i cztery lata później jego propozycje spotkały się ze stanowczą negatywną odpowiedzią zarówno ministra spraw zagranicznych Uładzimira Makieja, jak i Aleksandra Łukaszenki [6].

 

Efektem sprzeciwu Mińska wobec rosyjskich propozycji w zakresie bazy lotniczej w Baranowiczach była, jak ujawnił generał Stanisław Zaś, zmiana rosyjskiej polityki dostaw uzbrojenia na Białoruś, która przez Moskwę przestała być traktowana na warunkach uprzywilejowanych [7]. W efekcie doprowadziło to do sytuacji, w której Mińsk, zabiegający o zakup rosyjskich myśliwców Su-30SM, musiał za nie płacić przeszło dwukrotnie więcej niż korzystająca z sojuszniczych preferencji Armenia. Nie otrzymał ponadto, tak jak Erywań, na ten cel rosyjskiego kredytu. Białoruś została wręcz zmuszona do zakupu 12 myśliwców za kwotę, jak szacują analitycy, 600 milionów dolarów, co równało się rocznemu wojskowemu budżetowi kraju [8].

 

W tym samym czasie (2015) Siergiej Szojgu, rosyjski minister obrony, sformułował pod adresem Mińska propozycję pogłębienia integracji wojskowej obu krajów przez powołanie wspólnego, znajdującego się na Kremlu, ośrodka podejmowania decyzji wojskowych oraz dotyczących współpracy aparatów bezpieczeństwa Rosji i Białorusi. We wrześniu 2015 roku dowodzący rosyjskim Zachodnim Okręgiem Wojskowym Anatolij Sidorow zaproponował włączenie Regionalnej Grupy Sił Zbrojnych do struktury organizacyjnej rosyjskiego Zachodniego Kierunku Strategicznego, co w praktyce oznaczałoby podporządkowanie białoruskich sił zbrojnych rosyjskiemu dowództwu [9]. Obie propozycje, również ta dotycząca rosyjskiej bazy lotniczej na obszarze Białorusi, zostały przez Mińsk odrzucone. Nie oznacza to jednak, że po 9 sierpnia 2020 roku, w nowych realiach, Moskwa nie będzie chciała wrócić do jednej z nich.

 

Kolejną kwestią jest sprawa przyszłości obecnych rosyjskich baz wojskowych na Białorusi, czyli 43. węzła łączności w Wilejce oraz stacji radiolokacyjnej Wołga w Baranowiczach. Z formalnego punktu widzenia w czerwcu 2020 roku upłynął czas, kiedy białoruskie władze miały możliwość poinformowania Rosji o swojej decyzji w sprawie przedłużenia lub rozwiązania umowy dzierżawy obu placówek. Opinia publiczna nie została poinformowana o podjętych przez Mińsk krokach w tej sprawie, co skłoniło niektórych obserwatorów do formułowania tez, że umowy dzierżawy zostaną najprawdopodobniej przedłużone [10]Wydaje się, że i w tej sprawie Moskwa prowadzi interesującą grę z Białorusią. Jej celem nie jest bynajmniej przedłużenie umów na instalacje, które z punktu widzenia bezpieczeństwa Rosji nie są wcale kluczowe. Jak zauważył [11] Paweł Łuzin, warto zwrócić uwagę na powody, dla których rosyjska Duma Państwowa podjęła w lipcu 2020 roku decyzję o tym, by nie przedłużać z Kazachstanem kończącej się w grudniu tego roku umowy na dzierżawę stacji radiolokacyjno-radarowej Dniepr w rejonie jeziora Bałchasz, będącej częścią systemu ostrzegania przed atakiem rakietowym (EWS) i kontroli kosmosu. Umowa została pierwotnie podpisana w 2014 roku, a ratyfikowana pod koniec następnego. W podobnej sytuacji jest stacja radiolokacyjna Wołga i 43. węzeł łączności Floty Bałtyckiej znajdujące się na terenie Białorusi. W ich przypadku umowy dzierżawy wygasają w czerwcu 2021 roku. Łuzin zwraca uwagę, że od połowy 2000 roku Rosja uruchomiła zakrojony na szeroką skalę program budowy systemu kolejnej generacji – opartego na stacjach radarowych Woroneż, które zlokalizowane są na jej terytorium i powodują, że stacje radarowe w sąsiednich krajach stają się zbędne. Obecnie w służbie znajduje się siedem stacji radarowych Woroneż w różnych modyfikacjach. Umożliwiło to zrezygnowanie pod koniec 2000 roku najpierw z dwóch stacji radarowych Dniepr na Ukrainie, w Sewastopolu i Mukaczewie, a trzy lata później ze stacji radarowej Dariał w pobliżu azerbejdżańskiego miasta Qəbələ. Kiedy w 2017 roku uruchomiono stacje radarowe w pobliżu Barnaułu i w regionie Orenburg, ich sektory nadzoru nakładały się na obszar odpowiedzialności stacji w Kazachstanie. To samo można powiedzieć o stacji radarowej Wołga na Białorusi: od końca 2014 roku w pobliżu Kaliningradu [12] działa bardziej zaawansowana stacja radarowa Woroneż, której pracę w kierunku zachodnim uzupełniają stacje radarowe w obwodzie leningradzkim i krasnodarskim.

 

W opinii Łuzina, Federacja Rosyjska kieruje się zasadą, w myśl której obrona jej terytorium powinna być uniezależniona od instalacji wojskowych znajdujących się na terenie innych państw, w których bazy utrzymywane są wyłącznie z powodów wagi politycznej danego kraju dla rosyjskich interesów, nie zaś dla ich znaczenia wojskowego. To dlatego Rosja mogła zrezygnować ze stacji radarowej w rejonie jeziora Bałchasz, że wojskowa obecność rosyjska w Kazachstanie (kosmodrom Bajkonur oraz poligon rakietowy Sary-Szagan) zostaje nadal utrzymana. Ta sama zasada działa w odniesieniu do centrów łączności marynarki wojennej na Białorusi i w Kirgistanie, które na falach długich przekazują wiadomości i polecenia do okrętów podwodnych znajdujących się na wodach międzynarodowych. Oba te węzły łączności, 43. węzeł w Wilejce i 338. węzeł w pobliżu Biszkeku, mają zdublowane systemy zainstalowane na obszarze Rosji, dlatego rosyjska flota może z łatwością się bez nich obejść. Upraszczając, obecność wojskowa jawi się tu ponownie jako utylitarne narzędzie polityki zagranicznej, a nie środek zapewniający Rosji obronę. W marcu 2020 roku pojawiły się informacje o planach Rosji zainstalowania na terenie obwodu kaliningradzkiego nowej stacji radarowej Kontejner, zdolnej do prowadzenia obserwacji poza linią horyzontu, która będzie monitorować sytuację powietrzną w całej Europie. I w razie potrzeby Rosja będzie mogła zastąpić nią stację radarową Wołga (węzeł Baranowicze) [13].

 

Wyjątkiem od tej zasady jest znajdujący się w Tadżykistanie rosyjski kompleks obserwacji optyczno-elektronicznej Okno, którego celem jest kontrola przestrzeni kosmicznej i nadzór nad nią. Rosja nie ma obecnie możliwości zastąpienia znajdujących się tam systemów.

 

Łuzin jest zdania, że milczenie Moskwy co do perspektywy przedłużenia umowy na dzierżawę obiektów wojskowych znajdujących się na obszarze Białorusi należy uznać za formę presji wywieranej na władze w Mińsku, zwłaszcza wobec jawnej procedury rozwiązania podobnej umowy z Kazachstanem.

 

Kolejnym elementem dobrze obrazującym stan wojskowej kooperacji między Rosją a Białorusią były deklaracje składane przez Aleksandra Łukaszenkę w trakcie wizyty pod koniec maja 2020 roku w 50. białoruskiej bazie lotniczej znajdującej się pod Mińskiem [14].Rosyjski prezydent mówił tam, że kraj musi rozwijać własne typy uzbrojenia, w tym także uzbrojenia rakietowego. Jego wizyta miała związek z odbywającymi się kompleksowymi ćwiczeniami wojsk rakietowych. Prezydent Białorusi główny nacisk położył na potrzebę rozwoju systemów Polonez-M białoruskiej konstrukcji (we współpracy z Chinami), które winny stanowić, w świetle jego deklaracji, podstawowy typ uzbrojenia białoruskich wojsk rakietowych. Gazeta.ru, powołując się na rosyjskich ekspertów wojskowych, sformułowała opinię, że ten system, dysponujący ośmioma rakietami typu A-200 oraz A-300 o zasięgu do 290 kilometrów zamontowanymi na platformach produkowanych przez Mińskie Zakłady Ciągników Kołowych, które z kolei dostarczają podwozia m.in. dla rosyjskich systemów Yars, jest obecnie jednym z najlepszych w swojej klasie i przewyższa rosyjskie kompleksy Smiercz [15]. Jednak słabą stroną białoruskiego systemu jest to, że rakieta A-200 jest konstrukcją albo w całości zbudowaną w Chinach, albo przy użyciu znaczącej liczby chińskich podzespołów i komponentów. Próbę skonstruowania rakiety w większej części albo całkowicie złożonej z podzespołów białoruskich zapowiedział w trakcie swojej wizyty Aleksandr Łukaszenka. Gazeta.ru informuje przy okazji, że Rosja odmówiła Białorusi korzystania z jej poligonów rakietowych w celu przeprowadzania testów, powołując się na fakt, iż nowoczesne poligony rakietowe są w gruncie rzeczy przestrzennymi kompleksami pomiarowymi, w wielkim stopniu nasyconymi specjalistyczną aparaturą, i udostępnienie ich Białorusi mogłoby doprowadzić do niepożądanych przecieków informacyjnych. Białoruś, która ze względu na wielkość kraju nie dysponuje własnym odpowiednich rozmiarów poligonem, zmuszona została do szukania rozwiązań alternatywnych w Kazachstanie, Uzbekistanie, a nawet Arabii Saudyjskiej. Dziennik przytacza wypowiedź Aleksandra Makijenki z Centrum Analiz Strategii i Technologii, autora niedawno opublikowanej książki na temat białorusko-rosyjskich relacji sojuszniczych [16]który jest zdania, że na polu wojskowym od pewnego czasu daje się zauważyć tendencje Mińska do uniezależnienia się od Moskwy.W jego opinii zwrot, oprócz powszechnie znanych, stanowiły dwa wydarzenia – pierwsze polegające na sprzedaży przez Łukaszenkę rosyjskiego myśliwca Su-27 Stanom Zjednoczonym bez konsultacji i nawet poinformowania Moskwy o takim zamiarze i drugie polegające na rozpoczęciu współpracy wojskowo-technologicznej z Ukrainą, która to współpraca ma obecnie zdaniem eksperta zaawansowany charakter. To wszystko zmieniło w Moskwie postrzeganie Białorusi, która wedle dziennika przestała być zaliczana do grupy krajów godnych zaufania. Ma ona, z rosyjskiego punktu widzenia, nadal kolosalne znaczenie dla Rosji z racji swojego położenia geograficznego, co powoduje, że jest postrzegana w Moskwie jako bufor między Rosją a NATO. Pełna otwartość w zakresie współpracy wojskowej jest jednak obecnie zdaniem dziennika niemożliwa, a samą Białoruś można zakwalifikować jako państwo cechujące się co najwyżej „średnim poziomem sojuszniczej lojalności”.

 

Odmowa rosyjskiego poparcia dla budowy potencjału obronnego przez Mińsk zmusza białoruskie kierownictwo do poszukiwania rozwiązań bez Rosji tam, gdzie to się uda:

 

– rozpoczęto kompleksowy program modernizacji istniejącej i tworzenia nowych broni rakietowych, przede wszystkim precyzyjnego systemu ziemia-ziemia Polonez oraz pocisku przeciwlotniczego średniego zasięgu;

– stworzono bezpieczny wojskowy system łączności satelitarnej [17];

– stworzono własną szkołę kryptograficzną [18].

 

W podobnym kierunku szły decyzje Mińska w zakresie budowy własnego szkolnictwa, również na poziomie wyższym, kadr oficerskich. W Akademii Wojskowej otwarto nowe specjalności i powołano Akademię Lotniczą. A co najważniejsze, od 2006 roku w Akademii Wojskowej działa Wydział Sztabu Generalnego. Obecnie szkolenie w Rosji odbywa się tylko w wąskich specjalnościach, na które co roku zapotrzebowanie wynosi dosłownie kilku specjalistów, a utrzymanie niezbędnej infrastruktury edukacyjnej jest ekonomicznie niecelowe. Dla porównania, co roku na Białorusi szkoli się ponad 700 funkcjonariuszy na potrzeby ministerstwa obrony i około 70–100 osób jest wysyłanych na studia do Federacji Rosyjskiej.

 

Ponadto trwają szkolenia białoruskich specjalistów wojskowych w Chinach. W tym roku planowano wysłać grupę funkcjonariuszy na studia do Serbii.

 

Po 9 sierpnia

Rozwój wydarzeń po 9 sierpnia, polegający na podważeniu wyborczego mandatu Aleksandra Łukaszenki przez Białorusinów z jednej strony i międzynarodowej izolacji Mińska z drugiej, zmienił sytuację Rosji i jej pozycję przetargową wobec Białorusi w sposób oczywisty na korzyść Moskwy, która stała się jedyną podporą osłabionego reżimu.

 

Milczenie w kwestii przedłużenia umów dzierżawy niepotrzebnych z wojskowego punktu widzenia obiektów na Białorusi, jakimi są instalacje w Baranowiczach i Wilejce, stanowić może przejaw prowadzonej przez Moskwę gry innego rodzaju. Jej celem może się okazać próba skłonienia Aleksandra Łukaszenki, aby ten niejako w zamian za być może likwidowane instalacje wojskowe zaproponował Moskwie utworzenie „pełnowymiarowej” rosyjskiej bazy wojskowej (lotniczej) na obszarze własnego kraju. Wydaje się, że w zmienionej sytuacji politycznej, w obliczu międzynarodowej izolacji i fali protestów, Federacja Rosyjska może podjąć próbę zarówno przedłużenia umów dzierżawy istniejących obiektów wojskowych, jak i domagać się zgody Mińska na utworzenie na terenie Białorusi nowej rosyjskiej bazy lotniczej, co w rzeczywistości może oznaczać objęcie tego kraju rosyjskimi systemami antydostępowymi (A2AD).

 

Kolejnym posunięciem, na które może się zdecydować Rosja, może być próba stworzenia, zgodnie z praktyką NATO, rotacyjnej, w ramach regularnie powtarzanych ćwiczeń wojskowych, obecności własnych sił zbrojnych na obszarze Białorusi. Takie rozwiązanie z punktu widzenia Moskwy może jej dawać silną pozycję przetargową zarówno wobec Zachodu, jak i osłabionego reżimu białoruskiego.

 

W dłuższej perspektywie, wykraczającej poza horyzont kilku miesięcy, można sobie jednak wyobrazić również próbę przemodelowania obecnej architektury białorusko-rosyjskich porozumień wojskowych zawartych w ramach tzw. Państwa Związkowego. Rewizja zapisów umów mogłaby się sprowadzać do odejścia od dotychczas obowiązującej zasady konsensusu, co w praktyce równałoby się podporządkowaniu białoruskich sił zbrojnych Rosji. Jednym z wariantów „pogłębienia” integracji wojskowej może też być próba przejęcia przez Federację Rosyjską kluczowych, z jej punktu widzenia, białoruskich zakładów sektora obronnego, takich jak Peleng czy Mińskie Zakłady Podwozi Kołowych.

 

Inną teorię na temat rosyjskich planów wojskowych związanych z Białorusią zaprezentował na łamach „Niezawisimej Gaziety” [19] pułkownik rezerwy Władimir Popow, który powiedział, że jednym z rozpatrywanych wariantów jest doprowadzenie do sytuacji, w ramach już istniejących porozumień o wspólnym białorusko-rosyjskim zgrupowaniu wojskowym i wspólnej obronie przestrzeni powietrznej, w której siły zbrojne Białorusi będą w 70–80% finansowane przez Federację Rosyjską oraz dowodzone przez rosyjskich wojskowych. W praktyce oznaczać to może powrót do koncepcji formułowanych przez Rosję w 2015 roku i odrzuconych wówczas przez Mińsk i próbę doprowadzenia do zbudowania jednej kierowanej przez Rosjan armii, podobnie jak to jest w przypadku nieuznawanych republik Osetii Południowej i Abchazji, których budżety wojskowe w całości finansowane są przez Moskwę. W jego opinii rozmowy, które obecnie są prowadzone, to właśnie mogą mieć na celu.

 

Każdy z tych scenariuszy w sposób fundamentalny pogarsza strategiczne położenie Polski, naszych sojuszników z NATO i państw zaprzyjaźnionych, takich jak Ukraina. Rozwój sytuacji na Białorusi, szczególnie w wymiarze wojskowym, wymaga zatem pogłębionej obserwacji, analizy skutków i wspólnej, regionalnej odpowiedzi na rysujące się zagrożenia.

 

(tekst wygłoszony 17.11 przez Marka Budzisza na konferencji GLOBSTATE III  w Bydgoszczy, panel „Geopolityczny wymiar środowiska bezpieczeństwa z perspektywy Europy Środkowo-Wschodniej: Stan obecny i prognozowane zmiany”)

 

[1]    https://profile.ru/politics/kakoe-znachenie-belorussiya-imeet-dlya-strategicheskoj-bezopasnosti-rossii-405876/?fbclid=IwAR1-z5etyBTUJfx6zpSsM-Vq-fcoAulOm68pS0aS–gbpEA_SgB65D2TKQA (15.11.2020)

[2]    Arseny Sivitsky, „Belarus’s Contribution to Security and Stability inCentral and Eastern Europe: Regional Safeguards,Strategic Autonomy and National DefenseModernization”, Jamestown Foundation, March 2, 2020.

[3]    Союзники, под редакцей К.В. Макиенко, Москва 2020, ss. 50–51.

[4]    Tamże, s. 51.

[5]    Glen E. Howard, „The Growing Importance of Belarus on NATO’s Baltic Flank”, Jamestown Foundation, September 2019.

[6]    https://www.kommersant.ru/doc/4104137(26.09.2019); https://www.rbc.ru/politics/01/10/2019/5d91ee289a79471f9a2390f1(1.10.2019)

[7]    https://news.tut.by/economics/661116.html?fbclid=IwAR26EOT23PixOPgxj11nEzvsdju1KGfayDWRDfnm1_uCmDjjMwnoJO-ePew(15.11.2019)

[8]    Arseny Sivitsky, „Belarus’s Contribution…”, s. 15.

[9]    Arseny Sivitsky, „Belarus – Russia: From a Strategic Deal to an integration Ultimatum”, FPRI, December 2019.

[10]  https://naviny.by/article/20200510/1589096037-moskva-i-vashington-tochat-drug-na-druga-zub-pod-pricelom-belarus(25.05.2020)

[11]  https://www.ridl.io/ru/kogda-rossija-pokidaet-svoi-bazy/(31.07.2020)

[12]  https://rg.ru/2020/03/19/reg-szfo/pod-kaliningradom-poiavitsia-radar-dlia-nabliudeniia-za-vsej-evropoj.html(19.03.2020)

[13] Rosja rozmieści w pobliżu Kaliningradu stację radarową, która będzie mogła monitorować całą Europę, TASS, 19 marca 2020 r., https://tass.ru/armiya-i-opk/8021933.

[14]  https://www.belta.by/president/view/lukashenko-rasskazal-zachem-belarusi-raketnoe-vooruzhenie-i-kakaja-stoit-strategicheskaja-zadacha-391882-2020/(23.05.2020)

[15]  https://www.gazeta.ru/army/2020/05/25/13095463.shtml(26.05.2020)

[16]  Союзники, под редакцией К.В. Макиенко, Москва 2020.

[17] Białoruś zamierza rozwijać Krajowy system łączności i nadawania satelitarnego, BelTA, 12 kwietnia 2016 r.

https://www.belta.by/president/view/belarus-namerena-razvivat-natsionalnuju-sistemu-sputnikovoj-svjazi-i-veschanija-189180-2016/.

[18] Rozmowa z prezydentem. Przewodniczący KGB Białorusi Valery Vakulchik, Belteleradiocompany, 02 lutego 2018 r., https://www.tvr.by/news/obshchestvo/razgovor_u_prezidenta_predsedatel_kgb_belarusi_valeriy_vakulchik/.

[19] https://www.ng.ru/armies/2020-09-13/2_7962_army.html (13.09.2020)

Materiały do pobrania
pdf
Polityka wojskowa Białorusi wobec perspektyw integracji z Rosją
Po trzeciej niedzieli protestów na Białorusi można pokusić się o próbę oceny sytuacji. Z jednej strony nie maleje determinacja Białorusinów domagających się uczciwych wyborów oraz dymisji Aleksandra Łukaszenki i odpowiedzialnej za fałszerstwa Centralnej Komisji Wyborczej...
Artykuł tylko dla subskrybentów. Aby przeczytać zakup plan Subskrypcja miesięczna lub Subskrypcja roczna
Ta strona używa cookies i innych technologii. Korzystając z niej, wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z Polityką Prywatności.