sf2 ZalogujZaloguj
Żołnierze, sprzęt wojskowy i lotnictwo Zachodniego Okręgu Wojskowego w defiladzie wojskowej poświęconej Dniowi Niepodległości Republiki Białorusi (lipiec 2019, fot. Wikimedia Commons)

Wasilij Kaszin, ekspert Klubu Wałdajskiego, napisał [1] we wrześniu na łamach tygodnika „Profil”, że dla Rosji utrata Białorusi jest z wojskowego punktu widzenia równoznaczna z przeniesieniem linii kontaktu z wrogiem o 650 kilometrów na wschód, patrząc z Moskwy. A to oznacza, że nawet nie decydując się na rozmieszczenie na obszarze Białorusi swych wojsk, a jedynie dyżurując w przestrzeni powietrznej, siły NATO są w stanie uzyskać znaczącą przewagę. Rosyjska stolica znajdzie się wówczas w zasięgu rażenia broni lotnictwa taktycznego, które może zostać użyte nawet bez konieczności wejścia w przestrzeń powietrzną Federacji Rosyjskiej. To zaś stawia pod znakiem zapytania efektywność rosyjskich systemów ostrzegania i samą ideę uderzenia odwetowego. Realne staje się zagrożenie zniszczeniem przez przeciwnika, w czasie pierwszego uderzenia kierownictwa państwa rosyjskiego, znacznej części strategicznych wojsk rakietowych, a także systemów przenoszenia głowic jądrowych znajdujących się w europejskiej części Rosji. Z tego też względu, jak pisze Kaszin, „Moskwa jest zmuszona poprzeć reżim Łukaszenki bez względu na wszystkie jego oczywiste wady. Zadaniem chwili obecnej jest wykorzystanie uzależnienia Łukaszenki od naszego poparcia do stworzenia najbardziej trwałego, nierozerwalnego połączenia Białorusi z Rosją. W przypadku niepowodzenia tego kursu Moskwa będzie musiała szukać opcji, które ograniczą wartość Białorusi jako atutu w rękach wroga. W niektórych krajach postsowieckich zademonstrowano już różne scenariusze takiej interwencji”.

 

Tego rodzaju i podobne motywacje strategiczne były, jak się wydaje, jednym z głównych czynników kształtujących politykę wojskową Federacji Rosyjskiej wobec Białorusi po rozpadzie ZSRR. Jednak jej efekty wydają się, zwłaszcza w ostatnich latach, co najwyżej mieszane.

 

Jak zauważa [2] Arseny Sivitsky z Center for Strategic and Foreign Policy Studies Białorusi, niezależnie od podpisanych w ramach porozumień z Rosją dokumentów integracyjnych, w tym obejmujących również kwestie wojskowe, udało się utrzymać, a po 2010 roku nawet powiększyć, strategiczną niezależność od Rosji i autonomię w wielu kwestiach. Zdecydowały o tym architektura białoruskiego systemu bezpieczeństwa i charakter zawartych porozumień obronnych z Rosją w ramach państwa związkowego, które zakładały konsensualny charakter decyzji w kluczowych sprawach związanych z obronnością, co w praktyce dawało białoruskim elitom prawo weta w tych kwestiach, które uznały za niezgodne z interesem narodowym. Dotyczyło to nie tylko kwestii o znaczeniu politycznym, takich jak stosunek Białorusi do wojny rosyjsko-gruzińskiej w 2008 roku czy aneksji Krymu i konfliktu w Donbasie, ale również możliwości wykorzystania białoruskiej infrastruktury wojskowej przez rosyjskie siły zbrojne.

 

Mimo funkcjonowania, według stanu z początku 2020 roku, przeszło 40 białorusko-rosyjskich porozumień związanych z szeroko pojmowanym obszarem współpracy w zakresie bezpieczeństwa i wojskowości [3] kluczowe znaczenie mają dwa z nich – o powołaniu Regionalnej Grupy Sił Zbrojnych (która działa jedynie w czasie wojny) i o wspólnej obronie granic oraz przestrzeni powietrznej Białorusi. To ostatnie porozumienie zawarte zostało na początku lutego 2009 roku na posiedzeniu Rady Najwyższej Państwa Związkowego Białorusi i Rosji. O skali kontrowersji z nim związanych świadczy i to, że zostało ono ratyfikowane dopiero w 2019 roku, choć objęte nim wspólne działania miały miejsce już wcześniej [4]. Jednolity system obrony powietrznej istniał de facto przez cały okres poradziecki w postaci Jednolitego systemu obrony powietrznej krajów Wspólnoty Niepodległych Państw.

 

Podpisane w 1998 roku porozumienie w sprawie wspólnych rosyjskich i białoruskich planów obronnych, podobnie jak sformułowana w 2001 roku Doktryna Obronna Państwa Związkowego, podkreślało konieczność uzgodnionego przez władze obu państw uruchomienia wspólnych planów obronnych na wypadek wojny. Te same zasady obowiązują w czasie pokoju w stanie „zagrożenia konfliktem zbrojnym”. W praktyce oznacza to, że dwa elementy wspólnej, w ramach Państwa Związkowego Rosji i Białorusi, polityki wojskowej, jakimi są Regionalna Grupa Sił Zbrojnych i Połączony Regionalny System Obrony Przestrzeni Powietrznej, funkcjonowały do tej pory na specjalnych zasadach.

 

Regionalna Grupa Sił Zbrojnych, w której skład wchodzą białoruskie siły lądowe oraz rosyjska 1. Armia Pancerna (jednostka 73621), nie funkcjonuje w czasie pokoju, co oznacza, że tworzące ją komponenty wojskowe utrzymują autonomię. Natomiast w czasie podwyższenia gotowości w obliczu zagrożenia wojną czy wręcz w czasie wojny funkcje dowódcze nad tym zgrupowaniem przejmuje w świetle obowiązujących porozumień białoruskie ministerstwo obrony i sztab generalny. W praktyce oznacza to, że znajdujące się w białoruskich rękach dowództwo nie ma charakteru rotacyjnego, funkcjonuje również w czasach pokoju, a organem nadrzędnym jest Rada Najwyższa Państwa Związkowego.

 

W 2009 roku Mińsk i Moskwa zawarły również porozumienie dotyczące wspólnej ochrony granicy państwowej i przestrzeni powietrznej. Obecnie system ten obejmuje całość białoruskich sił obrony przestrzeni powietrznej kraju oraz lotnictwo, a także rosyjską 6. Armię Lotniczą i zlokalizowaną na terenie Zachodniego Okręgu Wojskowego jednostkę obrony przeciwlotniczej. W przeciwieństwie do Regionalnej Grupy Sił Zbrojnych ten system związany z ochroną przestrzeni powietrznej i granic funkcjonuje również w czasie pokoju, ale charakter podpisanych umów międzynarodowych decyduje o tym, że rotacyjne dowództwo kształtowane jest na podstawie zasad rosyjsko-białoruskiego konsensusu. W praktyce do tej pory sprawowali je przedstawiciele białoruskich sił zbrojnych – Oleg Dvigalev w latach 2013–2017 oraz powołany na tę funkcję w 2018 roku Igor Golub.

 

Co warte podkreślenia, obie umowy nie przewidują przekazania dowództwa wojsk białoruskich generałom rosyjskim w czasie pokoju. A kolejność działań obu krajów w okresie zagrożenia i w czasie wojny jest utajniona.

 

W 2013 roku lotnictwo rosyjskie oraz białoruskie rozpoczęło wspólne patrolowanie, z wykorzystaniem bazy w Baranowiczach, przestrzeni powietrznej kraju. Jednak już w 2015 roku, w związku z sytuacją na Ukrainie, Mińsk podjął decyzję o wycofaniu białoruskiego lotnictwa z tego przedsięwzięcia, co w konsekwencji wywołało szereg kontrowersji na linii Moskwa – Białoruś.

 

Po pierwsze, Moskwa zaczęła wywierać presję na Mińsk, aby zrewidować zapis w umowie między oboma państwami pozwalającej na to, by rosyjskie myśliwce patrolujące przestrzeń powietrzną Białorusi przebywały w jej przestrzeni powietrznej nie dłużej niż 24 godziny. Drugim obszarem rosyjsko-białoruskich kontrowersji było sformułowanie przez Moskwę żądania utworzenia rosyjskiej bazy lotniczej w Baranowiczach. Te dwa postulaty spotkały się ze stanowczą i negatywną odpowiedzią Mińska [5]. Warto zauważyć, że Siergiej Ławrow, rosyjski minister spraw zagranicznych, powrócił do tematu zgody Białorusi na utworzenie na jej obszarze rosyjskiej bazy lotniczej jesienią 2019 roku, w toku narastającej presji Rosji na pogłębienie integracji obu państw. Podobnie jak w 2015 roku, tak i cztery lata później jego propozycje spotkały się ze stanowczą negatywną odpowiedzią zarówno ministra spraw zagranicznych Uładzimira Makieja, jak i Aleksandra Łukaszenki [6].

 

Efektem sprzeciwu Mińska wobec rosyjskich propozycji w zakresie bazy lotniczej w Baranowiczach była, jak ujawnił generał Stanisław Zaś, zmiana rosyjskiej polityki dostaw uzbrojenia na Białoruś, która przez Moskwę przestała być traktowana na warunkach uprzywilejowanych [7]. W efekcie doprowadziło to do sytuacji, w której Mińsk, zabiegający o zakup rosyjskich myśliwców Su-30SM, musiał za nie płacić przeszło dwukrotnie więcej niż korzystająca z sojuszniczych preferencji Armenia. Nie otrzymał ponadto, tak jak Erywań, na ten cel rosyjskiego kredytu. Białoruś została wręcz zmuszona do zakupu 12 myśliwców za kwotę, jak szacują analitycy, 600 milionów dolarów, co równało się rocznemu wojskowemu budżetowi kraju [8].

 

W tym samym czasie (2015) Siergiej Szojgu, rosyjski minister obrony, sformułował pod adresem Mińska propozycję pogłębienia integracji wojskowej obu krajów przez powołanie wspólnego, znajdującego się na Kremlu, ośrodka podejmowania decyzji wojskowych oraz dotyczących współpracy aparatów bezpieczeństwa Rosji i Białorusi. We wrześniu 2015 roku dowodzący rosyjskim Zachodnim Okręgiem Wojskowym Anatolij Sidorow zaproponował włączenie Regionalnej Grupy Sił Zbrojnych do struktury organizacyjnej rosyjskiego Zachodniego Kierunku Strategicznego, co w praktyce oznaczałoby podporządkowanie białoruskich sił zbrojnych rosyjskiemu dowództwu [9]. Obie propozycje, również ta dotycząca rosyjskiej bazy lotniczej na obszarze Białorusi, zostały przez Mińsk odrzucone. Nie oznacza to jednak, że po 9 sierpnia 2020 roku, w nowych realiach, Moskwa nie będzie chciała wrócić do jednej z nich.

 

Kolejną kwestią jest sprawa przyszłości obecnych rosyjskich baz wojskowych na Białorusi, czyli 43. węzła łączności w Wilejce oraz stacji radiolokacyjnej Wołga w Baranowiczach. Z formalnego punktu widzenia w czerwcu 2020 roku upłynął czas, kiedy białoruskie władze miały możliwość poinformowania Rosji o swojej decyzji w sprawie przedłużenia lub rozwiązania umowy dzierżawy obu placówek. Opinia publiczna nie została poinformowana o podjętych przez Mińsk krokach w tej sprawie, co skłoniło niektórych obserwatorów do formułowania tez, że umowy dzierżawy zostaną najprawdopodobniej przedłużone [10]Wydaje się, że i w tej sprawie Moskwa prowadzi interesującą grę z Białorusią. Jej celem nie jest bynajmniej przedłużenie umów na instalacje, które z punktu widzenia bezpieczeństwa Rosji nie są wcale kluczowe. Jak zauważył [11] Paweł Łuzin, warto zwrócić uwagę na powody, dla których rosyjska Duma Państwowa podjęła w lipcu 2020 roku decyzję o tym, by nie przedłużać z Kazachstanem kończącej się w grudniu tego roku umowy na dzierżawę stacji radiolokacyjno-radarowej Dniepr w rejonie jeziora Bałchasz, będącej częścią systemu ostrzegania przed atakiem rakietowym (EWS) i kontroli kosmosu. Umowa została pierwotnie podpisana w 2014 roku, a ratyfikowana pod koniec następnego. W podobnej sytuacji jest stacja radiolokacyjna Wołga i 43. węzeł łączności Floty Bałtyckiej znajdujące się na terenie Białorusi. W ich przypadku umowy dzierżawy wygasają w czerwcu 2021 roku. Łuzin zwraca uwagę, że od połowy 2000 roku Rosja uruchomiła zakrojony na szeroką skalę program budowy systemu kolejnej generacji – opartego na stacjach radarowych Woroneż, które zlokalizowane są na jej terytorium i powodują, że stacje radarowe w sąsiednich krajach stają się zbędne. Obecnie w służbie znajduje się siedem stacji radarowych Woroneż w różnych modyfikacjach. Umożliwiło to zrezygnowanie pod koniec 2000 roku najpierw z dwóch stacji radarowych Dniepr na Ukrainie, w Sewastopolu i Mukaczewie, a trzy lata później ze stacji radarowej Dariał w pobliżu azerbejdżańskiego miasta Qəbələ. Kiedy w 2017 roku uruchomiono stacje radarowe w pobliżu Barnaułu i w regionie Orenburg, ich sektory nadzoru nakładały się na obszar odpowiedzialności stacji w Kazachstanie. To samo można powiedzieć o stacji radarowej Wołga na Białorusi: od końca 2014 roku w pobliżu Kaliningradu [12] działa bardziej zaawansowana stacja radarowa Woroneż, której pracę w kierunku zachodnim uzupełniają stacje radarowe w obwodzie leningradzkim i krasnodarskim.

 

W opinii Łuzina, Federacja Rosyjska kieruje się zasadą, w myśl której obrona jej terytorium powinna być uniezależniona od instalacji wojskowych znajdujących się na terenie innych państw, w których bazy utrzymywane są wyłącznie z powodów wagi politycznej danego kraju dla rosyjskich interesów, nie zaś dla ich znaczenia wojskowego. To dlatego Rosja mogła zrezygnować ze stacji radarowej w rejonie jeziora Bałchasz, że wojskowa obecność rosyjska w Kazachstanie (kosmodrom Bajkonur oraz poligon rakietowy Sary-Szagan) zostaje nadal utrzymana. Ta sama zasada działa w odniesieniu do centrów łączności marynarki wojennej na Białorusi i w Kirgistanie, które na falach długich przekazują wiadomości i polecenia do okrętów podwodnych znajdujących się na wodach międzynarodowych. Oba te węzły łączności, 43. węzeł w Wilejce i 338. węzeł w pobliżu Biszkeku, mają zdublowane systemy zainstalowane na obszarze Rosji, dlatego rosyjska flota może z łatwością się bez nich obejść. Upraszczając, obecność wojskowa jawi się tu ponownie jako utylitarne narzędzie polityki zagranicznej, a nie środek zapewniający Rosji obronę. W marcu 2020 roku pojawiły się informacje o planach Rosji zainstalowania na terenie obwodu kaliningradzkiego nowej stacji radarowej Kontejner, zdolnej do prowadzenia obserwacji poza linią horyzontu, która będzie monitorować sytuację powietrzną w całej Europie. I w razie potrzeby Rosja będzie mogła zastąpić nią stację radarową Wołga (węzeł Baranowicze) [13].

 

Wyjątkiem od tej zasady jest znajdujący się w Tadżykistanie rosyjski kompleks obserwacji optyczno-elektronicznej Okno, którego celem jest kontrola przestrzeni kosmicznej i nadzór nad nią. Rosja nie ma obecnie możliwości zastąpienia znajdujących się tam systemów.

 

Łuzin jest zdania, że milczenie Moskwy co do perspektywy przedłużenia umowy na dzierżawę obiektów wojskowych znajdujących się na obszarze Białorusi należy uznać za formę presji wywieranej na władze w Mińsku, zwłaszcza wobec jawnej procedury rozwiązania podobnej umowy z Kazachstanem.

 

Kolejnym elementem dobrze obrazującym stan wojskowej kooperacji między Rosją a Białorusią były deklaracje składane przez Aleksandra Łukaszenkę w trakcie wizyty pod koniec maja 2020 roku w 50. białoruskiej bazie lotniczej znajdującej się pod Mińskiem [14].Rosyjski prezydent mówił tam, że kraj musi rozwijać własne typy uzbrojenia, w tym także uzbrojenia rakietowego. Jego wizyta miała związek z odbywającymi się kompleksowymi ćwiczeniami wojsk rakietowych. Prezydent Białorusi główny nacisk położył na potrzebę rozwoju systemów Polonez-M białoruskiej konstrukcji (we współpracy z Chinami), które winny stanowić, w świetle jego deklaracji, podstawowy typ uzbrojenia białoruskich wojsk rakietowych. Gazeta.ru, powołując się na rosyjskich ekspertów wojskowych, sformułowała opinię, że ten system, dysponujący ośmioma rakietami typu A-200 oraz A-300 o zasięgu do 290 kilometrów zamontowanymi na platformach produkowanych przez Mińskie Zakłady Ciągników Kołowych, które z kolei dostarczają podwozia m.in. dla rosyjskich systemów Yars, jest obecnie jednym z najlepszych w swojej klasie i przewyższa rosyjskie kompleksy Smiercz [15]. Jednak słabą stroną białoruskiego systemu jest to, że rakieta A-200 jest konstrukcją albo w całości zbudowaną w Chinach, albo przy użyciu znaczącej liczby chińskich podzespołów i komponentów. Próbę skonstruowania rakiety w większej części albo całkowicie złożonej z podzespołów białoruskich zapowiedział w trakcie swojej wizyty Aleksandr Łukaszenka. Gazeta.ru informuje przy okazji, że Rosja odmówiła Białorusi korzystania z jej poligonów rakietowych w celu przeprowadzania testów, powołując się na fakt, iż nowoczesne poligony rakietowe są w gruncie rzeczy przestrzennymi kompleksami pomiarowymi, w wielkim stopniu nasyconymi specjalistyczną aparaturą, i udostępnienie ich Białorusi mogłoby doprowadzić do niepożądanych przecieków informacyjnych. Białoruś, która ze względu na wielkość kraju nie dysponuje własnym odpowiednich rozmiarów poligonem, zmuszona została do szukania rozwiązań alternatywnych w Kazachstanie, Uzbekistanie, a nawet Arabii Saudyjskiej. Dziennik przytacza wypowiedź Aleksandra Makijenki z Centrum Analiz Strategii i Technologii, autora niedawno opublikowanej książki na temat białorusko-rosyjskich relacji sojuszniczych [16]który jest zdania, że na polu wojskowym od pewnego czasu daje się zauważyć tendencje Mińska do uniezależnienia się od Moskwy.W jego opinii zwrot, oprócz powszechnie znanych, stanowiły dwa wydarzenia – pierwsze polegające na sprzedaży przez Łukaszenkę rosyjskiego myśliwca Su-27 Stanom Zjednoczonym bez konsultacji i nawet poinformowania Moskwy o takim zamiarze i drugie polegające na rozpoczęciu współpracy wojskowo-technologicznej z Ukrainą, która to współpraca ma obecnie zdaniem eksperta zaawansowany charakter. To wszystko zmieniło w Moskwie postrzeganie Białorusi, która wedle dziennika przestała być zaliczana do grupy krajów godnych zaufania. Ma ona, z rosyjskiego punktu widzenia, nadal kolosalne znaczenie dla Rosji z racji swojego położenia geograficznego, co powoduje, że jest postrzegana w Moskwie jako bufor między Rosją a NATO. Pełna otwartość w zakresie współpracy wojskowej jest jednak obecnie zdaniem dziennika niemożliwa, a samą Białoruś można zakwalifikować jako państwo cechujące się co najwyżej „średnim poziomem sojuszniczej lojalności”.

 

Odmowa rosyjskiego poparcia dla budowy potencjału obronnego przez Mińsk zmusza białoruskie kierownictwo do poszukiwania rozwiązań bez Rosji tam, gdzie to się uda:

 

– rozpoczęto kompleksowy program modernizacji istniejącej i tworzenia nowych broni rakietowych, przede wszystkim precyzyjnego systemu ziemia-ziemia Polonez oraz pocisku przeciwlotniczego średniego zasięgu;

– stworzono bezpieczny wojskowy system łączności satelitarnej [17];

– stworzono własną szkołę kryptograficzną [18].

 

W podobnym kierunku szły decyzje Mińska w zakresie budowy własnego szkolnictwa, również na poziomie wyższym, kadr oficerskich. W Akademii Wojskowej otwarto nowe specjalności i powołano Akademię Lotniczą. A co najważniejsze, od 2006 roku w Akademii Wojskowej działa Wydział Sztabu Generalnego. Obecnie szkolenie w Rosji odbywa się tylko w wąskich specjalnościach, na które co roku zapotrzebowanie wynosi dosłownie kilku specjalistów, a utrzymanie niezbędnej infrastruktury edukacyjnej jest ekonomicznie niecelowe. Dla porównania, co roku na Białorusi szkoli się ponad 700 funkcjonariuszy na potrzeby ministerstwa obrony i około 70–100 osób jest wysyłanych na studia do Federacji Rosyjskiej.

 

Ponadto trwają szkolenia białoruskich specjalistów wojskowych w Chinach. W tym roku planowano wysłać grupę funkcjonariuszy na studia do Serbii.

 

Po 9 sierpnia

Rozwój wydarzeń po 9 sierpnia, polegający na podważeniu wyborczego mandatu Aleksandra Łukaszenki przez Białorusinów z jednej strony i międzynarodowej izolacji Mińska z drugiej, zmienił sytuację Rosji i jej pozycję przetargową wobec Białorusi w sposób oczywisty na korzyść Moskwy, która stała się jedyną podporą osłabionego reżimu.

 

Milczenie w kwestii przedłużenia umów dzierżawy niepotrzebnych z wojskowego punktu widzenia obiektów na Białorusi, jakimi są instalacje w Baranowiczach i Wilejce, stanowić może przejaw prowadzonej przez Moskwę gry innego rodzaju. Jej celem może się okazać próba skłonienia Aleksandra Łukaszenki, aby ten niejako w zamian za być może likwidowane instalacje wojskowe zaproponował Moskwie utworzenie „pełnowymiarowej” rosyjskiej bazy wojskowej (lotniczej) na obszarze własnego kraju. Wydaje się, że w zmienionej sytuacji politycznej, w obliczu międzynarodowej izolacji i fali protestów, Federacja Rosyjska może podjąć próbę zarówno przedłużenia umów dzierżawy istniejących obiektów wojskowych, jak i domagać się zgody Mińska na utworzenie na terenie Białorusi nowej rosyjskiej bazy lotniczej, co w rzeczywistości może oznaczać objęcie tego kraju rosyjskimi systemami antydostępowymi (A2AD).

 

Kolejnym posunięciem, na które może się zdecydować Rosja, może być próba stworzenia, zgodnie z praktyką NATO, rotacyjnej, w ramach regularnie powtarzanych ćwiczeń wojskowych, obecności własnych sił zbrojnych na obszarze Białorusi. Takie rozwiązanie z punktu widzenia Moskwy może jej dawać silną pozycję przetargową zarówno wobec Zachodu, jak i osłabionego reżimu białoruskiego.

 

W dłuższej perspektywie, wykraczającej poza horyzont kilku miesięcy, można sobie jednak wyobrazić również próbę przemodelowania obecnej architektury białorusko-rosyjskich porozumień wojskowych zawartych w ramach tzw. Państwa Związkowego. Rewizja zapisów umów mogłaby się sprowadzać do odejścia od dotychczas obowiązującej zasady konsensusu, co w praktyce równałoby się podporządkowaniu białoruskich sił zbrojnych Rosji. Jednym z wariantów „pogłębienia” integracji wojskowej może też być próba przejęcia przez Federację Rosyjską kluczowych, z jej punktu widzenia, białoruskich zakładów sektora obronnego, takich jak Peleng czy Mińskie Zakłady Podwozi Kołowych.

 

Inną teorię na temat rosyjskich planów wojskowych związanych z Białorusią zaprezentował na łamach „Niezawisimej Gaziety” [19] pułkownik rezerwy Władimir Popow, który powiedział, że jednym z rozpatrywanych wariantów jest doprowadzenie do sytuacji, w ramach już istniejących porozumień o wspólnym białorusko-rosyjskim zgrupowaniu wojskowym i wspólnej obronie przestrzeni powietrznej, w której siły zbrojne Białorusi będą w 70–80% finansowane przez Federację Rosyjską oraz dowodzone przez rosyjskich wojskowych. W praktyce oznaczać to może powrót do koncepcji formułowanych przez Rosję w 2015 roku i odrzuconych wówczas przez Mińsk i próbę doprowadzenia do zbudowania jednej kierowanej przez Rosjan armii, podobnie jak to jest w przypadku nieuznawanych republik Osetii Południowej i Abchazji, których budżety wojskowe w całości finansowane są przez Moskwę. W jego opinii rozmowy, które obecnie są prowadzone, to właśnie mogą mieć na celu.

 

Każdy z tych scenariuszy w sposób fundamentalny pogarsza strategiczne położenie Polski, naszych sojuszników z NATO i państw zaprzyjaźnionych, takich jak Ukraina. Rozwój sytuacji na Białorusi, szczególnie w wymiarze wojskowym, wymaga zatem pogłębionej obserwacji, analizy skutków i wspólnej, regionalnej odpowiedzi na rysujące się zagrożenia.

 

(tekst wygłoszony 17.11 przez Marka Budzisza na konferencji GLOBSTATE III  w Bydgoszczy, panel „Geopolityczny wymiar środowiska bezpieczeństwa z perspektywy Europy Środkowo-Wschodniej: Stan obecny i prognozowane zmiany”)

 

[1]    https://profile.ru/politics/kakoe-znachenie-belorussiya-imeet-dlya-strategicheskoj-bezopasnosti-rossii-405876/?fbclid=IwAR1-z5etyBTUJfx6zpSsM-Vq-fcoAulOm68pS0aS–gbpEA_SgB65D2TKQA (15.11.2020)

[2]    Arseny Sivitsky, „Belarus’s Contribution to Security and Stability inCentral and Eastern Europe: Regional Safeguards,Strategic Autonomy and National DefenseModernization”, Jamestown Foundation, March 2, 2020.

[3]    Союзники, под редакцей К.В. Макиенко, Москва 2020, ss. 50–51.

[4]    Tamże, s. 51.

[5]    Glen E. Howard, „The Growing Importance of Belarus on NATO’s Baltic Flank”, Jamestown Foundation, September 2019.

[6]    https://www.kommersant.ru/doc/4104137(26.09.2019); https://www.rbc.ru/politics/01/10/2019/5d91ee289a79471f9a2390f1(1.10.2019)

[7]    https://news.tut.by/economics/661116.html?fbclid=IwAR26EOT23PixOPgxj11nEzvsdju1KGfayDWRDfnm1_uCmDjjMwnoJO-ePew(15.11.2019)

[8]    Arseny Sivitsky, „Belarus’s Contribution…”, s. 15.

[9]    Arseny Sivitsky, „Belarus – Russia: From a Strategic Deal to an integration Ultimatum”, FPRI, December 2019.

[10]  https://naviny.by/article/20200510/1589096037-moskva-i-vashington-tochat-drug-na-druga-zub-pod-pricelom-belarus(25.05.2020)

[11]  https://www.ridl.io/ru/kogda-rossija-pokidaet-svoi-bazy/(31.07.2020)

[12]  https://rg.ru/2020/03/19/reg-szfo/pod-kaliningradom-poiavitsia-radar-dlia-nabliudeniia-za-vsej-evropoj.html(19.03.2020)

[13] Rosja rozmieści w pobliżu Kaliningradu stację radarową, która będzie mogła monitorować całą Europę, TASS, 19 marca 2020 r., https://tass.ru/armiya-i-opk/8021933.

[14]  https://www.belta.by/president/view/lukashenko-rasskazal-zachem-belarusi-raketnoe-vooruzhenie-i-kakaja-stoit-strategicheskaja-zadacha-391882-2020/(23.05.2020)

[15]  https://www.gazeta.ru/army/2020/05/25/13095463.shtml(26.05.2020)

[16]  Союзники, под редакцией К.В. Макиенко, Москва 2020.

[17] Białoruś zamierza rozwijać Krajowy system łączności i nadawania satelitarnego, BelTA, 12 kwietnia 2016 r.

https://www.belta.by/president/view/belarus-namerena-razvivat-natsionalnuju-sistemu-sputnikovoj-svjazi-i-veschanija-189180-2016/.

[18] Rozmowa z prezydentem. Przewodniczący KGB Białorusi Valery Vakulchik, Belteleradiocompany, 02 lutego 2018 r., https://www.tvr.by/news/obshchestvo/razgovor_u_prezidenta_predsedatel_kgb_belarusi_valeriy_vakulchik/.

[19] https://www.ng.ru/armies/2020-09-13/2_7962_army.html (13.09.2020)

Materiały do pobrania
pdf
Polityka wojskowa Białorusi wobec perspektyw integracji z Rosją

W dniu wczorajszym (5.08) miało miejsce kilka wydarzeń związanych z geostrategiczną orientacją Białorusi, kształtem jej polityki zagranicznej w przyszłości oraz kwestią reakcji państw sąsiednich i szeroko pojętego Zachodu na to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą.

(Fot. mil.ru)

Rosyjskie media ujawniły, że niezarejestrowany kandydat Waleryj Cepkała, którego żona i zarazem szefowa komitetu wyborczego Weronika jest jedną z pań tworzących triumwirat białoruskiej opozycji, napisał list otwarty do Władimira Putina. Tezy, które w nim sformułował, już wywołały protesty w niektórych niezależnych mediach białoruskich. Tym bardziej ciekawe jest to, co w liście napisał. Główna teza wystąpienia sprowadza się do wniosku, iż Łukaszenka w ciągu całego okresu swoich rządów nie miał intencji budowania uczciwych relacji „z głównym strategicznym partnerem, jakim jest dla nas Rosja”. Kierował się w tych relacjach wyłącznie własnym interesem, dążąc do osiągnięcia maksymalnej korzyści, dopuszczając się przy okazji, zdaniem byłego ambasadora Białorusi w Stanach Zjednoczonych, „niedopuszczalnej” retoryki. Dalej Cepkała formułuje myśl, że to w wyniku takiej właśnie nieszczerej polityki umowa o stworzeniu wspólnego białorusko-rosyjskiego państwa nadal „pozostaje na papierze”. Ostatnim, zdaniem Cepkały, przykładem „niedopuszczalnego” postępowania Łukaszenki jest zatrzymanie 33 Rosjan. W opinii autora listu, który powtarza w tym wypadku rosyjską narrację, zatrzymani udawali się tranzytem do innych krajów. Cepkała wzywa Władimira Putina i „braci Rosjan”, aby nie wyciągali kolejny raz do reżimu Łukaszenki pomocnej ręki, ale pomogli przeprowadzić wolne wybory oraz prawidłowo ocenili „prowadzoną przez reżim antynarodową i antyrosyjską politykę”. Dość kuriozalnie brzmi też w kontekście adresata listu jedno z końcowych zdań, w którym Cepkała, powołując się na białorusko-rosyjską wspólnotę kulturową, pisze, że narody obydwu państw w podobny sposób oceniają „idee wolności i demokracji i chcą wybierać swoją władzę”. Gwoli sprawiedliwości trzeba napisać, że kilka dni temu Cepkała wystąpił z podobnym apelem do liderów państw europejskich i z przestrzeni postsowieckiej. Obserwatorzy zwrócili wówczas uwagę, że wśród adresatów nie było Putina, co odczytane zostało jako niezaliczenie Rosji do grona państw demokratycznych.

 

Jewgienij Primakow, poseł do rosyjskiej Dumy Państwowej, wnuk byłego premiera, a od niedawna szef Rossotrudniczestwa, napisał na swoim kanale na platformie Telegram post, w którym ocenia obecny stan relacji białorusko-rosyjskich. Zaznaczając, że pogląd, który prezentuje, jest jego osobistym zdaniem, napisał, że wystąpienia prezydenta Łukaszenki ocenia jako antyrosyjskie i również antybiałoruskie. Twierdzi on również, iż retoryka Łukaszenki w ostatnich dniach – wiązanie Rosji z tym, co się dzieje na Białorusi, i oskarżanie jej o mieszanie się w sprawy wewnętrzne, a także frazy o „pożarze do Władywostoku” oraz mobilizacja jednostek wojskowych i umocnienie granicy rosyjsko-białoruskiej świadczą o tym, że „Łukaszenka jest zdolny do zerwania z Moskwą”. Primakow napisał też, że Rosja winna policzyć, ile „wydała” na sponsorowanie Białorusi czy pomoc dla niej, i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy na szczodrości Moskwy zyskali Białorusini czy wąska, związana z Łukaszenką elita.

 

W kwestii relacji Moskwy i Mińska wypowiedział się również były rosyjski premier, a obecnie wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa, Dmitrij Miedwiediew. W jego opinii to, co się obecnie dzieje na Białorusi, jest elementem technologii politycznej polegającej na budowaniu z Rosji, na użytek wyborczy, wroga. Dotyczy to również zatrzymanych wagnerowców, jednak, jak zaznaczył były premier Rosji, takie działanie „nie tylko wywołuje urazę, ale jest bardzo smutne. A konsekwencje tego też będą smutne”.

 

Kwestia przyszłości uwięzionych wagnerowców wróciła wczoraj w związku z rozmową telefoniczną, jaka miała miejsce między Aleksandrem Łukaszenką a prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Zełenski napisał tweeta, w którym z jednej strony poinformował o tym, że rozmowa miała miejsce, a z drugiej wyraził nadzieję, że ci z zatrzymanych, którzy dopuścili się przestępstw na terytorium Ukrainy, zostaną wydani Kijowowi. Odpowiedź Łukaszenki, o której informują media, nie była jednoznaczna. Miał on powiedzieć, że będzie współpracować w tej sprawie zarówno z Kijowem, jak i z Moskwą na gruncie podpisanych umów i międzynarodowych konwencji.

 

Jednak, jak ujawnił ukraiński dziennikarz Dmitrij Gordon, który przeprowadził przedwczoraj wywiad z Łukaszenką (nagranie ma być opublikowane na kanale YouTube Gordona dziś wieczorem), w trakcie rozmowy białoruski prezydent dał „zielone światło” w sprawie ekstradycji wagnerowców na Ukrainę, a telefon Zełenskiego był najprawdopodobniej efektem tej właśnie rozmowy. Zresztą wywiad był koordynowany z ukraińskim MSZ-em. Gordon powiedział też, że jego zdaniem Łukaszenka jest zdrowy, a jego syn Kola nie będzie następcą obecnego prezydenta i generalnie jest nastrojony opozycyjnie wobec sytuacji na Białorusi.

 

Białoruskie media zwracają też uwagę na wystąpienie przed Kongresem Julie Fisher, która ma objąć funkcję amerykańskiego ambasadora na Białorusi. Powiedziała ona, że Stany Zjednoczone w pełni popierają dążenie Mińska do niezależności, oraz stwierdziła, iż „Białoruś nie powinna znaleźć się w sytuacji, w której jej dobrobyt i bezpieczeństwo zależą od jednego kraju”. Jednocześnie powiedziała, że Stany Zjednoczone nie wywierają presji, aby Białoruś dokonywała wyboru między Wschodem a Zachodem, a państwa, „podobnie jak ludzie, wybierają sobie przyjaciół nie sąsiadów”. Pytana o obecne represje wobec opozycji i liczne doniesienia na temat łamania procedur wyborczych, Fisher miała odpowiedzieć: „Stany Zjednoczone zachęcają Białoruś, aby zajęła się priorytetami w zakresie praw człowieka i wdrożyła demokratyczne reformy, których potrzebuje, aby wzmocnić swój międzynarodowy autorytet i realizować aspiracje swoich obywateli. Mimo licznych incydentów w toczącej się obecnie kampanii wyborczej od 2015 roku obserwujemy trend w kierunku niewielkiej poprawy nastawienia do opozycji politycznej i niezależnego społeczeństwa obywatelskiego. Wciąż jednak niepokoi nas fakt, że białoruski rząd nadal przetrzymuje i wywiera presję na opozycję oraz nakłada ograniczenia na prasę, społeczeństwo obywatelskie i niektóre mniejszości religijne”. Dodała jednak, że w tych dziedzinach, gdzie można dostrzec postęp i ruch we właściwym kierunku, należy go zrobić. Jako jeden z przykładów „ruchu we właściwym kierunku” przytoczyła starania Mińska o dywersyfikację źródeł zaopatrzenia w energię i o zakupy węglowodorów w Stanach Zjednoczonych.

 

Kwestii polityki szeroko pojętego Zachodu wobec tego, co obecnie dzieje się na Białorusi, oraz odpowiedzi na pytanie, co Polska może i powinna zrobić w tej materii, poświęcony był też wywiad Adama Balcera dla białoruskiej sekcji radia Swoboda. Jest on o tyle interesujący, że pogląd przedstawiony przez byłego analityka OSW, doradcę eurodeputowanego Marka Siwca i doradcę Komisja Spraw Zagranicznych Sejmu jest w pewnym sensie emblematyczny dla pewnego stylu myślenia o polskiej polityce wschodniej, który to styl zakłada jej wpisanie w politykę unijną i programową niesamodzielność, uzależnienie od stanowiska Niemiec oraz przekonanie o niewielkim polu manewru i niewielkich możliwościach. Balcer jest zdania, że obecnie na Białorusi ma miejsce „narodowe przebudzenie”, bardzo prawdopodobne jest sfałszowanie przez Łukaszenkę wyborów, w następstwie czego będą miały miejsce protesty opozycji oraz ludzi niezadowolonych z takiego obrotu spraw i nastąpi ich brutalne stłumienie przez reżim. Jest on zdania, że „szkoda, że Warszawa jest teraz taka bierna. Niestety, jeśli spojrzymy na zachowanie Polski na tle na przykład Litwy, która głośno mówi o nieuczciwych wyborach na Białorusi, to widać, że Polska wygląda zbyt biernie. Sugeruję, że Polska musi sprecyzować, jaka będzie nasza reakcja jeszcze przed dniem głosowania 9 sierpnia (…) dlatego radziłbym Polsce głośno wypowiadać się o sytuacji na Białorusi na forum unijnym, wspólnie z tymi członkami UE, dla których Białoruś jest ważnym krajem. Wydaje mi się, że poza Polską tak naprawdę tylko dwa kraje wykazują większe zainteresowanie sprawami białoruskimi i zaangażowanie w nie: Litwa i Niemcy. Ale to raczej myślenie życzeniowe, bo choć teraz Polska ma bardzo dobre stosunki z Litwą, to inaczej wyglądają one z Niemcami. Ale przyznaję, że w wypadku Białorusi coś można by zrobić razem z Niemcami”. I w konkluzji Balcer mówi: „Pole manewru w szczególności Polski i całej Unii Europejskiej w stosunku do Białorusi jest ograniczone. Przecież Białoruś jest najbardziej uzależnioną od Rosji z grona byłych republik radzieckich, zarówno gospodarczo, militarnie, jak i z innych względów. Można oczywiście spróbować porozmawiać z Łukaszenką, chociaż moim zdaniem taka rozmowa jest skazana na porażkę Unii Europejskiej. Ale w takiej możliwej rozmowie należy mu jasno powiedzieć, że jeśli użyje przemocy na dużą skalę, zostaną nałożone surowe sankcje”.

 

Na temat perspektyw relacji rosyjsko-białoruskich wypowiedzieli się też dwaj znani komentatorzy i publicyści – Aliaksandr Klaskouski oraz Arkadij Moszes z fińskiego Instytutu Relacji Międzynarodowych. Zdaniem tego pierwszego Kijów, głównie ze względów bezpieczeństwa, nie zwraca uwagi na wewnętrzną politykę Łukaszenki, troszcząc się o utrzymanie dobrych relacji. Głównym czynnikiem, dla którego wszyscy postmajdanowi prezydenci Ukrainy (zarówno Turczynow, jak i Poroszenko oraz Zełenski) spotykają się regularnie z Łukaszenką, jest przekonanie, że z punktu widzenia bezpieczeństwa ich kraju zmiana obecnego status quo między Rosją a Białorusią oznacza pogorszenie sytuacji Ukrainy. Łukaszenka, wykorzystując tę sytuację, deklarował w trakcie spotkania z Poroszenką w 2018 roku, że z terenów Białorusi nigdy nie przyjadą na Ukrainę czołgi. A jeśli będą jechały, to dobę wcześniej uprzedzimy was o tym, jak Łukaszenka miał powiedzieć Poroszence w 2018 roku. Również i teraz administracja Zełenskiego z tych właśnie powodów, zdaniem Klaskouskiego, nie zwraca uwagi na liczne sygnały o naruszeniach na Białorusi praw obywatelskich i przygotowuje zaplanowaną na październik oficjalną wizytę Zełenskiego. Klaskouski podziela opinię innych politologów (m.in. Walerego Karbalewicza), iż Łukaszenka nie przekroczy w relacjach z Rosją „czerwonej linii”, jaką byłoby wydanie wagnerowców Kijowowi, a po wyborach obie strony, zarówno Mińsk, jak i Moskwa, dążyć będą do uspokojenia sytuacji.

 

Arkadij Moszes jest zdania, że Łukaszenka tak długo cieszył się poparciem Moskwy dlatego, że na Kremlu doskonale zdają sobie sprawę, iż jest on jedynym gwarantem zakorzenienia Białorusi w rosyjskiej orbicie wpływów. Z tego też powodu Moskwa nie pójdzie na ryzyko „niewiadomej”, jaką byłaby zmiana obecnego reżimu na jakikolwiek inny. Jego zdaniem Kreml, stojąc wobec niełatwego wyboru, gdyż nadmierne osłabienie Łukaszenki, nawet jeśli utrzyma się on u władzy, też jest opcją ryzykowną, bo gwarantującą stan ciągłych wewnętrznych turbulencji w kraju, zdecyduje się na powrót do starych rozwiązań, czyli zwiększenia ekonomicznego wsparcia dla reżimu.

Materiały do pobrania
pdf
Kronika burzliwych czasów – Białoruś. Część 5
Swietłana Cichanouska (fot. Wikimedia Commons)

Wtorek 4.08.2020

Wczorajsze (4 sierpnia) orędzie do Zgromadzenia Narodowego i zwiezionych z całego kraju urzędników (kanał NEXTA reprodukował nawet dokładną mapkę, gdzie rozrysowano, w których sektorach które delegacje mają siedzieć) Aleksander Łukaszenka zaczął od opisu sytuacji na świecie, który w jego opinii stanął na skraju przepaści. Stare konflikty nie zostały rozwiązane, ogniska zapalne nie ugaszone, a do tego dochodzą nowe będące wynikiem ostrej rywalizacji międzynarodowej. Białoruś, będąc „spokojnym” i stabilnym państwem w centrum Europy, stała się, w jego opinii, przedmiotem w międzynarodowej rozgrywce. Półtoragodzinne wystąpienie Łukaszenki utrzymane było w tonie dość konfrontacyjnym, choć unikał on na przykład wycieczek pod adresem Władimira Putina. Mówił o przygotowywaniu przez obce siły kolorowej rewolucji na Białorusi, na co jego zdaniem poszły miliardy dolarów. „Jeszcze nie strzelają”, mówił, ale oczywiste jest, że obecna opozycja już przygotowuje w centrum Mińska „majdan”.

 

Aby nikt ze słuchaczy nie miał wątpliwości, kto przygotowuje przewrót i zamach na niepodległość Białorusi, prezydent dodał też, że dziś dostał wiadomość, iż na południe kraju przeniknęła druga grupa, podobna do wcześniej złapanych wagnerowców, ale z innej, bliżej nieokreślonej, organizacji wojskowej. Zapewnił, że i ona zostanie złapana. W ostrych słowach wzywał też, aby Rosjanie, a trzeba pamiętać, że taką wersję prezentowali i rzecznik Kremla Pieskow, i rosyjski MSZ, i ambasador Rosji w Mińsku, przestali wreszcie kłamać, mówiąc, że pojmani pod Mińskiem wagnerowcy mieli lecieć do Turcji, a potem jeszcze dalej. Łukaszenka oświadczył, że obraz, który wyłania się na podstawie złożonych przez nich w toku dochodzenia zeznań, jest jasny – dostali rozkaz przyjazdu na Białoruś i czekania, jak rozwiną się wydarzenia. Rosyjscy komentatorzy zwracają uwagę na zły stan emocjonalny Łukaszenki, którego wystąpienie odczytane zostało jako antyrosyjskie. Mówił on o „nieszczęsnej trojce pań”, które są instrumentalnie traktowane przez „tych, co pociągają za sznurki”. Sprawców swych problemów nie nazwał z imienia i nazwiska, ale aby nie było wątpliwości, skąd oni pochodzą, dodał, że chcąc zdestabilizować Białoruś, w efekcie swych działań doprowadzą do destabilizacji całego Wschodu aż do Władywostoku.

 

Jak napisał znany białoruski komentator i politolog Aliaksandr Klauskouski, przemówienie Łukaszenki utrzymane było w tonie wojowniczym, przesłanie było klarowne i przejrzyste – obecna ekipa ma zamiar bić się o władzę twardo, bez sentymentów. To zapewne dlatego Łukaszenka przypomniał, jak to w latach 90. jego ludzie, w tym wymieniony z nazwiska Wiktar Szejman, który znów wrócił na świecznik białoruskiej polityki, z pistoletem w ręku walczyli z gangami i bandytami, którzy chcieli kontrolować kraj. Aby nie było wątpliwości, że tak nie tylko może być i teraz, ale też że tak będzie, jeśli opozycja „nie odpuści”, od kilku dni oficjalne media podają informacje na temat mobilizacji sił zbrojnych i ruchów wojsk oraz poparcia dla Łukaszenki i jego ekipy, jakie ma on ze strony armii oraz milicji. We wczorajszej prasie można było przeczytać o manewrach lotniczych, powołaniu rezerwistów wojsk wewnętrznych na 35-dniowe ćwiczenia oraz o liście poparcia organizacji byłych i aktualnych żołnierzy dla Łukaszenki.

 

Łukaszenka wiele też mówił, iż przyczyną kłopotów gospodarczych kraju była polityka Rosji, która zdecydowała się zamienić bratnie wcześniej relacje między obydwoma państwami na partnerskie. Wyliczał, że w wyniku jej działań Białoruś straciła w ciągu ostatniego pięciolecia 9,5 miliarda dolarów, z czego tylko w wyniku ubiegłorocznego rosyjskiego „manewru podatkowego” polegającego na zmianie systemu celnego w odniesieniu do ropy naftowej strata Białorusi wyniosła 1,5 miliarda dolarów. Ale, jak zapewnił, władza wyciągnęła wnioski i obecnie będzie prowadziła politykę uniezależnienia się w zakresie dostaw węglowodorów i innych surowców. Przy okazji warto też odnotować, że prezydent zapewnił o stabilnej, prorosyjskiej geostrategicznej orientacji Białorusi na Rosję, choć jednocześnie deklarował wolę współpracy z Zachodem, Chinami oraz państwami sąsiednimi.

 

Władimir Żyrinowski, znany ze swego niewyparzonego języka i z tego, iż często mówi głośno to, co w elitach rosyjskiej władzy szepcze się po kątach, w wypowiedzi dla agencji RIA Novosti w następujący sposób opisał to, co może się stać w najbliższych dniach w Mińsku: „Jeśli Łukaszenka ogłosi zwycięstwo – dowodził Żyrinowski – to Białoruś może się z tym nie zgodzić. I będą się sprzeciwiać. Sytuacja szybko ulegnie eskalacji. Może to spowodować, że [Łukaszenka] będzie musiał opuścić Białoruś, aby uniknąć ofiar. Ktoś z jednostek wojskowych lub policji może odmówić mu posłuszeństwa. Nie spodziewaliśmy się tego, jak będą się rozwijać wydarzenia w nocy z 14 na 15 lutego [2014] w Kijowie. Wszyscy myśleli, że będzie spokojnie, jest tylu gwarantów – Francja, Polska, Niemcy. Okazało się jednak, że w ciągu kilku godzin wszystko się zawaliło, a Janukowycz musiał uciekać, bo mogli go zabić”.

 

Zwrócono uwagę na to, że Łukaszenka w trakcie wystąpienia bardzo się pocił i zmuszony był do częstego przecierania twarzy, co zdaniem komentatorów jest o tyle zastanawiąjące, że w sali nie było gorąco.

 

Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ-u, komentując wystąpienie białoruskiego prezydenta, napisała, mając na myśli zatrzymanie wagnerowców, o „inscenizacji”, którą przeprowadziły białoruskie władze, oraz o tym, że winy obywateli Rosji nie udowodniono i „my ich w krzywdzie nie zostawimy, o czym w Mińsku doskonale wiedzą”.

Swietłana Cichanouska w wywiadzie dla niemieckiego dziennika „Bild” zwróciła się z prośbą, aby kanclerz Merkel zadzwoniła do Łukaszenki i wywarła na niego presję w kwestii przeprowadzenia wyborów w uczciwy sposób.wywiadzie dla radia Swoboda powiedziała, że „Białorusini będą bronić swoich głosów”, gdyby doszło do sfałszowania przez władzę wyborów.

Materiały do pobrania
pdf
Kronika burzliwych czasów – Białoruś. Część 4
(Fot. Wikipedia)

3.08

W poniedziałek w białoruskiej przestrzeni medialnej pojawiło się wiele informacji i opinii, które pozwalają sformułować prognozę na temat tego, jak będzie wyglądała polityka władz w najbliższych dniach, przed mającymi się odbyć 9 sierpnia wyborami prezydenckimi. Warto też pamiętać, że białoruskie ustawodawstwo przewiduje wcześniejsze, już od dzisiaj, głosowanie.

 

Wydaje się, że rozmaitego rodzaju działania administracyjne wymierzone w kampanię Swietłany Cichanouskiej nasilą się. Dzisiaj mają się odbyć dwa wiece z jej udziałem – w Słucku i Soligorsku. Zapowiadany mityng w Stołpcach (bez udziału kandydatki w związku ze spodziewanymi, jak poinformowano, „prowokacjami ze strony władz”) został odwołany. Nadal napływają informacje o zatrzymaniach aktywistów opozycji. Jednocześnie pojawiły się informacje, że planowany na 6 sierpnia kolejny wielki wiec opozycji w Mińsku najprawdopodobniej nie dojdzie do skutku, ponieważ w proponowanym miejscu zostały już zaplanowane przez władze inne imprezy (obchody dnia wojsk kolejowych). Ta decyzja może być częścią polityki reżimu, który dąży z jednej strony do sparaliżowania w ostatnich dniach aktywności Cichanouskiej, z drugiej zaś nie chce doprowadzić do sytuacji, kiedy zgromadzeni w stolicy na kilka dni przed wyborami demonstranci mogliby nie chcieć się rozejść. Opozycja nasila kampanię, również międzynarodową, związaną z niedemokratycznym charakterem mających mieć miejsce wyborów. W liście do przywódców państw demokratycznych (nie było wśród adresatów prezydenta Rosji), w którym znajdują się wezwania do wywarcia na Mińsk presji, aby umożliwił międzynarodowym obserwatorom nadzór nad białoruskimi wyborami, zwrócił się niezarejestrowany kandydat Waleryj Cepkała. Jednocześnie na stronie internetowej change.org umieszczona została petycja, podpisana przez 18 tysięcy Białorusinów, adresowana do szefowej CIK Lidziji Jarmoszyny. Jej autorzy zwracają uwagę, że pod pretekstem sytuacji epidemiologicznej CIK narusza zapisy białoruskiej konstytucji związane z charakterem mających się odbyć wyborów, w tym uniemożliwia utrzymanie ich tajnego charakteru oraz blokuje możliwość obserwowania ich przebiegu przez obserwatorów, zarówno międzynarodowych, jak i reprezentujących kandydatów. Nie zwalnia też akcja rejestrowania się Białorusinów na stronie portalu Gołos, którego uczestnicy mają przeprowadzić akcję niezależnego liczenia głosów 9 sierpnia. Zarejestrowało się tam już niemal 700 tysięcy osób.

 

Aleksandr Alesin, ekspert ds. bezpieczeństwa, powiedział portalowi Biełorusskij Partizan, iż jego zdaniem w przeciwieństwie do roku 2010 służby porządkowe są przygotowane „na scenariusz siłowy” i demonstracje nie będą dla nich zaskoczeniem, wręcz przeciwnie – służby będą gotowe do interwencji. W jego opinii należy się liczyć z utrudnieniami komunikacyjnymi czy wręcz blokowaniem dróg, zarówno dojazdowych do Mińska, jak i w samej stolicy. W ten sposób władze będą chciały uniemożliwić większe demonstracje, izolować niewielkie ogniska protestu oraz uniemożliwić dotarcie „posiłków” z ośrodków prowincjonalnych. O tym, że reżim przygotowuje się na scenariusz siłowy, świadczy również ujawniony list Jurija Karajewa, szefa białoruskiego MSW, do pracowników resortu, w którym pisze on, że zbliżające się wybory staną się sprawdzianem trwałości całego białoruskiego systemu ochrony prawa. „Przed nami znaczny stres psychiczny i fizyczny – napisał Karajew. – Teraz w Internecie i na ulicach miast widzimy prowokacyjne działania niektórych obywateli. Z jednej strony celem sztucznego tworzenia wyzwań informacyjnych jest kształtowanie negatywnego nastawienia do policji i organów rządowych w ogóle. Z drugiej strony chęć zasiania w umysłach samych pracowników niepewności i niechęci do wypełniania obowiązku zachowania porządku publicznego i zwalczania przestępczości”.

 

Jednocześnie rosyjskie media informują o wzmacnianiu przez białoruską armię niektórych odcinków wspólnej granicy oraz o przemieszczaniu jednostek w stronę Mińska. Kanał WarGonzo na platformie Telegram donosi też o mobilizacji części białoruskich rezerwistów, zamieszkujących głównie wschodnią część kraju (obwód witebski). Powoływani są ludzie w wieku do 35 lat, którzy wcześniej służyli w wojskach wewnętrznych. Mają oni się zgłosić na 35-dniowe szkolenie 10 sierpnia, czyli w dzień po zaplanowanej pierwszej turze wyborów.

 

W dniu wczorajszym do rosyjskiego MSZ-u wezwany został ambasador Białorusi w Moskwie Uładzimir Siemaszka. Odbył on rozmowę z wiceministrem Rudenką. Warto zwrócić uwagę na znacznie spokojniejszą w tonie informację prasową, którą wydano po tym spotkaniu. Zawarto w niej co prawda sformułowanie o tym, że rosyjscy obywatele zostali aresztowani „bezpodstawnie” i „na podstawie naciąganych pretekstów”, ale brak jest pojawiających się wcześniej wezwań do natychmiastowego ich zwolnienia z aresztu. Jedyne, na co rosyjski MSZ zwraca uwagę, to fakt, że tego rodzaju postawa władz białoruskich nie jest zgodna z „duchem braterskich relacji sojuszniczych”, a „Rosja nigdy nie ingerowała i nie ma zamiaru mieszać się w wewnętrzne sprawy innych państw, tym bardziej jeśli idzie o Białoruś”. Pojawia się też sformułowanie o oczekiwaniach ze strony rosyjskiej współdziałania w „obiektywnym i bezstronnym” wyjaśnieniu sprawy zatrzymania. Ta zmiana tonu może być wynikiem koncyliacyjnego sobotniego wystąpienia Łukaszenki, który mówił, kierując swe słowa do Moskwy, aby „nie przekrzykiwać się w mediach”. Może również oznaczać, iż mają miejsce poufne rozmowy między Mińskiem a Moskwą, które mogą doprowadzić, jak się na Białorusi dość powszechnie uważa, do zwolnienia wagnerowców już po wyborach.

 

Zdaniem Aleksandra Feduty, niegdyś, w 1994 roku, członka sztabu wyborczego Aleksandra Łukaszenki, który szybko przeszedł na stronę opozycji, obecny prezydent „wygra” zbliżające się wybory, jednak w perspektywie roku, dwóch nastąpi na Białorusi zmiana ekipy rządzącej. Łukaszenka nie będzie w stanie rządzić, zarówno ze względu na pogarszający się stan zdrowia, jak również sytuację gospodarczą i polityczną. Ten „przejściowy” okres obóz władzy poświęci na poszukiwanie następcy obecnego prezydenta.

 

Sam Łukaszenka rozpoczyna dziś intensywniejszą fazę swej kampanii wyborczej, o czym świadczy zapowiedziane na południe wystąpienie z orędziem przed dwuipółtysięcznym audytorium aktywistów zwiezionych z całego kraju oraz opublikowanie w dzisiejszej prasie jego programu wyborczego. Zapowiada on w nim referendum w sprawie zmiany konstytucji, rozwój ośrodków regionalnych, dwukrotne podniesienie w nadchodzących latach wynagrodzeń oraz utrzymanie „socjalnego charakteru” białoruskiego modelu gospodarczego. Pada wręcz deklaracja, iż w polityce gospodarczej nie będzie żadnych „terapii szokowych”. W kwestiach związanych z polityką zagraniczną znalazły się tam zapisy zapowiadające politykę uniezależniania się kraju od dostaw węglowodorów i od kredytów zagranicznych, a także deklaracje, że Białoruś pozostanie „naszym wspólnym domem z oknem otwartym na Wschód i Zachód”.

Materiały do pobrania
pdf
Kronika burzliwych czasów – Białoruś. Część 3
Wiec poparcia dla Swietłany Cichanouskiej i wspólnej kampanii sztabu, 30 lipca 2020 roku, Mińsk (fot. Wikipedia)

2.08

Kampania Swietłany Cichanouskiej nie słabnie, a można nawet powiedzieć, że rosną tłumy gromadzące się na jej wiecach. Wcześniej przychodziło na nie około trzech procent mieszkańców danej miejscowości, co było i tak historycznym rekordem, zważywszy, że wiece odbywają się w dni powszednie, w czasie pracy, a władze utrudniają w nich uczestnictwo. Obecnie możemy mówić o tym, że rośnie liczba uczestników – w Baranowiczach (180 tysięcy mieszkańców) było, jak się ocenia, siedem tysięcy osób, choć zdaniem niektórych obserwatorów mogło być nawet osiem tysięcy, w Brześciu (350 tysięcy mieszkańców) było 20 tysięcy osób, jednak rekord frekwencyjny został pobity w niewielkiej Berezie (29 tysięcy mieszkańców), gdzie na wiec przyszło z pewnością więcej niźli 10 procent mieszkańców. Na ten ostatni mityng nie dotarła sama kandydatka, bo, jak poinformowano, jej sztab otrzymał wiadomość o przygotowywanej przez władze prowokacji. Nie zmieniło to nastawienia zgromadzonych ludzi.

 

Wczoraj obchodzono na Białorusi (podobnie zresztą jak w Rosji) Dzień Wojsk Powietrznodesantowych i, na co zwrócili uwagę niektórzy dziennikarze, w wiecu Cichanouskiej w Brześciu masowo uczestniczyli byli żołnierze tej formacji. W wystąpieniu samej kandydatki nie zabrakło apeli do ludzi w mundurach. Powiedziała ona: „Jesteście naszymi obrońcami, naszymi bohaterami. Jesteście częścią armii, a kiedy armia służy ludziom, ludzie są jej niezmiernie wdzięczni. Chcemy szanować naszą armię. Postępujcie tak, abyśmy byli z was dumni”. Warto też w związku z tym odnotować pojawiające się na łamach mediów spekulacje, że armia nie wystąpi „przeciw narodowi”, a Łukaszenka swoją polityką szykuje dla siebie „scenariusz rumuński”.

 

Sama kandydatka udzieliła dużego wywiadu politycznego rosyjskiemu portalowi Lenta. Warto zwrócić uwagę na kilka istotnych deklaracji. Powtórzyła ona swoje wcześniejsze zapowiedzi przywrócenia konstytucji z 1994 roku i wolę przeprowadzenia w czasie pierwszego półrocza swoich rządów nowych wyborów prezydenckich. Novum jest jej jasna deklaracja, w myśl której Białorusi nie jest potrzebna integracja z Rosją ani wspólne państwo, a idealną orientacją geostrategiczną jest dobra współpraca ze wszystkimi sąsiadami. Warto też odnotować, że Cichanouska nie odpowiedziała w sposób klarowny, do kogo należy Krym, nie wiedziała, co oznacza termin „dekomunizacja”, oraz jest przekonana, iż władza sfałszuje wybory, a walka nie skończy się 9 sierpnia, co można uznać za zapowiedź kontynuacji akcji protestacyjnej.

 

Kampania Aleksandra Łukaszenki nie ma dynamiki, a organizowane spotkania przebiegają przy niskiej frekwencji. Podobnie zresztą jak kampania Anny Kanapackiej, uznawanej za polityka „przyjaznego” Łukaszence, choć deklaratywnie opozycyjnego i opowiadającego się za integracją Białorusi z Zachodem. Białoruskie media poinformowały również o tym, że zapowiedziane pierwotnie orędzie Aleksandra Łukaszenki do narodu wygłaszane przed obiema izbami parlamentu nie odbędzie się w dniu dzisiejszym. Natalia Ejsmont, sekretarz prasowy Łukaszenki, zapowiedziała, że będzie ono miało miejsce 4 sierpnia. Jednak decyzja o przeniesieniu wystąpienia Łukaszenki znów ożywiła dyskusje na temat stanu jego zdrowia, tym bardziej że w opublikowanej relacji filmowej z jego spotkania w jednostce wojsk powietrznodesantowych widać, jak w trakcie swego wystąpienia zdejmuje krawat, co przez niektórych odczytywane jest jako świadectwo jego złego stanu.

 

Pojawił się oficjalny komunikat Centralnej Komisji Wyborczej, w którym odrzuca ona, o co zabiegali, deklarując nawet finansowanie przedsięwzięcia, zwolennicy opozycji, możliwość umieszczenia kamer w komisjach wyborczych i transmitowania głosowania online. Równocześnie przedstawiciele białoruskich dziennikarzy informują, że władze nie wydają akredytacji zagranicznym korespondentom chcącym przyjechać do Mińska, co jest ich zdaniem potwierdzeniem tezy, iż Łukaszenka i jego ekipa przygotowują się do fałszerstwa wyborczego na masową skalę. To, że taki kierunek obrały białoruskie władze, mają też potwierdzać pojawiające się informacje o obsadzeniu przez nie wojskiem wspólnej białorusko-rosyjskiej granicy.

 

Relacje Białorusi z Rosją, a raczej ich przyszłość, są przedmiotem stałych spekulacji. Waleryj Cepkała, niezarejestrowany kandydat w wyborach prezydenckich, który zagrożony aresztowaniem wyjechał wraz z dziećmi z Mińska do Moskwy, udzielił wywiadu mediom ukraińskim. Jego pobyt na Ukrainie jest częścią zapowiedzianego „objazdu” stolic państw sąsiednich (Cepkała wspominał o planach odwiedzenia Warszawy i Wilna). W Kijowie powiedział on, że Moskwa nie opowiada się po żadnej stronie w białoruskim sporze politycznym z tego względu, że wyciągnęła lekcję z doświadczeń ukraińskich. W jego opinii wspieranie Łukaszenki jest postrzegane w Moskwie nie tylko jako opcja niewygodna w związku z polityką białoruskiego prezydenta, ale również ryzykowana, dlatego że jego władza będzie słabła, a niewykluczony jest też upadek reżimu. Opowiedzenie się Kremla po stronie reżimu może w jego opinii doprowadzić do trwałego poróżnienia narodów rosyjskiego i białoruskiego.

 

Warto w tym kontekście odnotować komentarz redakcyjny „Niezawisimej Gaziety”, jednego z najbardziej wpływowych rosyjskich dzienników, którego redaktor naczelny stał na czele komitetu wyborczego mera Moskwy Sobianina. Redakcja napisała w nim, że „dla Rosji nie ma znaczenia, kto wygra wybory 9 sierpnia na Białorusi. Nawet jeśli obecny prezydent okaże się zwycięzcą, to dla niego jest to ostatnia kadencja, a Łukaszenka odkrył swoje karty, zacieśniając kontrolę na granicy z Federacją Rosyjską. Rywale Aleksandra Łukaszenki również nie ukrywają zamiarów wprowadzenia wielu zmian w kraju – od polityki wewnętrznej po zagraniczną”. Redakcja argumentuje, że oskarżając Federację Rosyjską o wysłanie Grupy Wagnera na Białoruś, czyli twierdząc, że najbliższy sojusznik chciał zdestabilizować sytuację wewnętrzną swego partnera, Łukaszenka de facto zlikwidował wspólne państwo związkowe. Przekazanie dokumentacji zatrzymanych na Ukrainę, czyli do państwa, które postrzegane jest przez Moskwę jako nieprzyjazne, jest w Rosji odczytywane jako akt wrogości. Co więcej, zdaniem redakcji polityka Łukaszenki jest bacznie obserwowana w innych stolicach, szczególnie w Azji Środkowej, które współtworzą z Rosją Unię Euroazjatycką. W konsekwencji wydarzenia na Białorusi doprowadzą zdaniem dziennika nie tylko do „wypadnięcia” Białorusi z rosyjskiej strefy wpływów, ale podobnego dryfu całej Azji Środkowej, która będzie się orientowała na Chiny, Stany Zjednoczone i Turcję. Finałem może być rozpad rosyjskiej Unii Euroazjatyckiej.

Materiały do pobrania
pdf
Kronika burzliwych czasów – Białoruś. Część 2

Białoruś wkracza w najważniejszy, jak można sądzić, czas swej niepodległości. W najbliższym tygodniu i dniach po wyborach 9 sierpnia rozstrzygnąć się może przyszłość jednego z najważniejszych, z punktu widzenia Polski, krajów. Zespół S&F postanowił dostarczać polskiej publiczności informacji o tym, co się dzieje za naszą wschodnią granicą.

(Fot. flickr.com)

Sobota 1.08.2020

Nie słabnie impet połączonych sztabów wyborczych i Swietłany Cichanouskiej, kandydującej w wyborach prezydenckich. Pozostali kandydaci konkurujący z Łukaszenką niemal całkowicie zniknęli z białoruskiej przestrzeni medialnej i nie są w praktyce aktywni. Obecnie rozgrywka toczy się między obozem Łukaszenki a Białorusinami popierającymi Cichanouską, uosabiającą zmiany. Sobotnie wiece wyborcze (Słonim, Wołkowysk, Grodno) oraz dzisiejszy, który rozpoczął się o 10.00 w Baranowiczach, pokazują, że fala społecznego poparcia dla opozycji nie maleje, można nawet powiedzieć, iż wzbiera. Każdego dnia Cichanouska organizuje trzy wiece w różnych miejscowościach. Wczoraj poinformowano też o kolejnym, zaplanowanym na 6 sierpnia, wielkim wiecu – koncercie w Mińsku.

 

Obóz władzy nasilił aresztowania. Obecnie egzekwowane są wyroki administracyjne (najczęściej 14 dni) wobec aktywistów, które orzeczone były wcześniej. Mają też miejsce nowe zatrzymania, jak w wypadku blogera Masłowskiego. Odnotowuje się również represje i szykany wymierzone w przedstawicieli mediów, w tym przede wszystkim Biełsatu.

 

Ciekawie wygląda też rozgrywka związana z aresztowaniem wagnerowców. W sobotnie popołudnie, po trzydniowej nieobecności w mediach, co zrodziło kolejną falę spekulacji na temat stanu zdrowia Łukaszenki, spotkał się on z szefem białoruskiego KGB Walerym Wakulczikiem oraz szefem komitetu śledczego Iwanem Noskiewiczem. Warto w kontekście tego spotkania zwrócić uwagę na następujące sprawy. Łukaszenka wypowiedział się na temat zatrzymanych wagnerowców w tonie bardzo koncyliacyjnym, mimo że znany jest z dość emocjonalnych wystąpień. Stwierdził, że „to żołnierze”, którzy popełnili przestępstwo, ale niewielkie. Dodał również, iż rozmawiać należy z tymi, którzy ich na Białoruś przysłali. Zadeklarował otwartość i gotowość do współpracy z Rosją, o ile Moskwa będzie chciała „dostarczyć nowe informacje”, a także powiedział, że „przekrzykiwanie się w mediach” nie rozwiąże problemu. Po drugie Łukaszenka oświadczył, iż zgodnie z otrzymanymi informacjami zatrzymana grupa wagnerowców miała być pierwszą, która dotarła na Białoruś, co oznacza, że wcześniejsze rewelacje, jakoby miało zostać przerzuconych 200 „bojowników”, się nie potwierdzają. Wypowiedź swą zakończył stwierdzeniem, iż do jego wyłącznych kompetencji należy udzielenie zgody na przebywanie wojskowych obcych państw na obszarze Białorusi, nawet bez broni, a on takiej zgody nie dawał.

 

Z fragmentu wypowiedzi Noskiewicza, który można było obejrzeć na kanale Białoruś-1, wynika, że zeznania zatrzymanych co do miejsca, w jakie mieli się udać, są niespójne i wszyscy oni zostali aresztowani. Szef rozgłośni Echo Moskwy Aleksiej Wieniediktow powiedział, że według jego informacji wagnerowcy mieli się docelowo znaleźć na Ukrainie. Ukraiński wątek jest w całej sprawie o tyle ciekawy, że, jak informują tamtejsze oraz rosyjskie media, to Mińsk zwrócił się do Kijowa po zatrzymaniu wagnerowców, o czym świadczy fakt spotkania szefa białoruskiego MSZ-u Makieja z pełniącym obowiązki szefem ukraińskiej placówki Petro Wróblewskim. Późniejszy wniosek SBU o ekstradycję zatrzymanych miałby być, w świetle tej interpretacji, inicjowany przez stronę białoruską.

 

Charakter oraz ton wypowiedzi Łukaszenki w sprawie wagnerowców interpretowany jest przez niektórych białoruskich komentatorów (Aliaksandr Klaskouski) jako wyraźny sygnał ze strony obozu władzy, że jego intencją jest uspokojenie i nieeskalowanie relacji z Rosją.

 

Jednym z powodów może być zdecydowane stanowisko przedstawicieli Rosji. Ambasador Mieziencew domagał się „szybkiego zwolnienia” aresztowanych, a w wywiadzie dla „Moskiewskiego Komsomolca” w emocjonalny sposób odniósł się do sytuacji. Powiedział, że „nalegamy na szybkie uwolnienie naszych obywateli. Chcemy, aby przedstawione przez nas argumenty nie były dezawuowane. Aby ludzie, którzy prezentują te argumenty, nie byli od początku uważani za tych, którzy kłamią”. Mimo emocjonalnego tonu wypowiedzi Mieziencew nie odrzucił możliwości rozwiązania problemu i potraktowania całej sytuacji w kategoriach kryzysu, który warto pozostawić w przeszłości.

 

Głos zabrał też szef rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU Siergiej Naryszkin, uchodzący za jednego z najbliższych współpracowników Władimira Putina. Powiedział on agencji TASS, że według informacji, które posiadają rosyjskie służby, europejskie elity uważają aresztowanie wagnerowców za „wyreżyserowaną akcję”, która wywołuje „współczucie”. Słowa Naryszkina interpretowane mogą być z jednej strony jako ostrzeżenie pod adresem Mińska, z drugiej jako informacja, że Zachód nie uznaje „narracji Mińska”, w myśl której Białoruś stanęła w obliczu rosyjskiej agresji, zatem akcja nie przyniosła efektów, jakich miano się w Mińsku spodziewać.

 

Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że w komentarzach w niektórych rosyjskich mediach sugeruje się, że relacje Federacji Rosyjskiej z Białorusią znalazły się w fazie, w której nie ma powrotu do stanu sprzed aresztowania wagnerowców. Nie tylko z tego powodu, że białoruski prezydent wziął obywateli rosyjskich de facto „na politycznych zakładników”, ale również, a może przede wszystkim, z tego względu, że „demaskując” rosyjską ingerencję w wewnętrzne sprawy swego kraju, wzmocnił i uprawdopodobnił narrację antyrosyjskich kół politycznych na Zachodzie, co jest bezpośrednim uderzeniem nie w wizerunek, ale w interesy polityczne Moskwy.

 

Łukaszenka nie rezygnuje, jak można przypuszczać, z „rozegrania” wyborów na swoich warunkach. Świadczy o tym jego sobotnie spotkanie w Wiktarem Szejmanem i Natalią Koczanową, w trakcie którego polecił „zapewnić bezpieczeństwo komisji wyborczych”. W białoruskich mediach już pojawiły się informacje na temat usuwania kurtyn w lokalach wyborczych, co ma utrudniać fotografowanie biuletynów wyborczych.

 

Władze kontynuują też przygotowania do wykreowania spisku, którego członkami mieliby być bloger Cichanouski, Nikołaj Statkiewicz oraz zatrzymani wagnerowcy, a także aresztowany właśnie na dwa miesiące rosyjski polittechnolog Witalij Szklarow.

 

W kanałach internetowych na platformie Telegram, zarówno białoruskich, jak i rosyjskich, spekuluje się na temat złego ponoć stanu zdrowia Łukaszenki, co może doprowadzić do odwołania zapowiedzianego orędzia prezydenta Białorusi, które ma się odbyć w poniedziałek.

Materiały do pobrania
pdf
Kronika burzliwych czasów – Białoruś
(Fot. kremlin.ru)

Zatrzymanie na Białorusi 33 mężczyzn, a potem jeszcze jednego, którzy, jak poinformował szef miejscowego KGB Waleryj Wakulczyk, należą do rosyjskiej Grupy Wagnera, uruchomiło spiralę zdarzeń, które w konsekwencji mogą gruntownie zmienić sytuację w regionie, tym bardziej że zbiegło się to w czasie, być może przypadkowo, ale być może nie, z kilkoma istotnymi wydarzeniami dyplomatycznymi. Sprawa jest, jak to się mówi, rozwojowa, nie tylko dlatego, że na terenie Białorusi ma nadal przebywać, jak powiedział sekretarz Rady Bezpieczeństwa Andriej Rawkow, jeszcze 170 przybyłych z Rosji dywersantów (zatrzymani to snajperzy, specjaliści IT oraz eksperci w zakresie ładunków wybuchowych), a dwie kolejne grupy czekają po drugiej stronie granicy białorusko-rosyjskiej, jedna pod Pskowem, a druga pod Newlem. Chodzi również o to, że obydwie strony, Moskwa i Mińsk, formułują publicznie odmienne stanowiska i oceny tego, co się stało.

 

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział agencjom, że zatrzymani na Białorusi obywatele Rosji nie złamali prawa, należy zatem niezwłocznie ich wypuścić. Z podobnym stanowiskiem wystąpił też oficjalnie rosyjski MSZ. Warto odnotować także, że Władimir Putin zwołał w tej kwestii posiedzenie rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa, po którym również pojawił się komunikat, iż Moskwa oczekuje niezwłocznego uwolnienia zatrzymanych. Z kolei rosyjski ambasador w Mińsku Dmitrij Mieziencew w innym publicznym wystąpieniu, które, jak można przypuszczać, było odpowiedzią na oficjalną notę białoruskiego MSZ-u z prośbą o wyjaśnienie powodów, dla których rosyjscy obywatele zatrzymani pod Mińskiem znajdowali się na terenie Białorusi, argumentował, że aresztowani Rosjanie byli pracownikami jednej z firm ochroniarskich i  udawali się tranzytem przez Mińsk do innego kraju, a ich pobyt na terenie Białorusi jest konsekwencją faktu spóźnienia się na samolot.

 

W białoruskich mediach już ujawniono pierwsze efekty śledztwa, które przeczą tej wersji. Wydaje się zatem, że mamy do czynienia z „kontrolowanym przeciekiem”, czemu towarzyszą oficjalne komentarze śledczych kwestionujących narrację Moskwy. Ujawniono m.in., że hotel w Mińsku, w którym na pierwszą noc zatrzymali się wagnerowcy, został zarezerwowany 24 lipca, czyli zanim jeszcze przybyli oni do Mińska, a korespondencja z sanatorium, w którym ich ostatecznie zatrzymano, była prowadzona jeszcze wcześniej. Dowodem na to, że wagnerowcy nie mieli zamiaru nigdzie lecieć, jest też to, że mimo spóźnienia się na lot 25 lipca nie wylecieli oni żadnym z czterech innych samolotów, które udawały się z Mińska do Turcji między tą datą a dniem zatrzymania. Kierowca, który wiózł ich od rosyjskiej granicy, również zeznał, że powodem spóźnienia były problemy „po stronie” rosyjskiej. Aleksandr Toszczenko, ekspert ds. bezpieczeństwa, powiedział dziennikowi wydawanemu przez administrację prezydenta Białorusi „Biełaruś Siehodnia”, że zadaniem zatrzymanych było „odwrócenie uwagi” i dlatego grupa mężczyzn w strojach przypominających uniformy polowe zatrzymała się demonstracyjnie w hotelu. Innymi słowy, mamy do czynienia z toczonym już na poziomie dyplomatycznym sporem, a przynajmniej dyskusją, między Moskwą a Mińskiem co do natury „wizyty” wagnerowców na Białorusi.

 

Obserwatorzy zwrócili uwagę, że początkowo, mimo zwołania Rady Bezpieczeństwa, Łukaszenka, znany ze swych emocjonalnych wystąpień, odnosił się do Rosji w tonie dość koncyliacyjnym, mówiąc, że „jeśli są winni, musimy wyjść z tej sytuacji z godnością. Jeśli niewinni – cóż, nie mamy powodów, aby zdyskredytować kraj, który jest nam bliski”. Niemniej jednak cała sprawa ma potencjał eskalacji w związku z już podjętymi działaniami oraz z tym, co może się stać w najbliższym czasie. Federacja Rosyjska jednostronnie rozpoczęła nasilone kontrole na granicy z Białorusią, zbierając dane przekraczających ją osób, co już doprowadziło do zakłóceń komunikacyjnych, ale winno być traktowane w kategoriach „ostrzeżenia” pod adresem Mińska. Kolejną płaszczyzną sporu może być wystąpienie Ukrainy, i reakcja na nie Mińska, dotyczące ekstradycji 28 z grupy zatrzymanych, którzy są poszukiwani przez Kijów w związku z uczestnictwem w wojnie na wschodzie Ukrainy po stronie separatystycznych „republik ludowych”.

 

Warto też pokusić się o odpowiedź na pytanie, w jaki sposób władze w Mińsku mogą chcieć wykorzystać historię z wagnerowcami w związku ze zbliżającymi się wyborami. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na dwie sprawy. Tego samego dnia zatrzymano mającego obywatelstwo amerykańskie znanego rosyjskiego polittechnologa Witalija Szklarowa. Pikanterii faktowi aresztowania dodaje fakt, że najprawdopodobniej miał on amerykański paszport dyplomatyczny, jako że jego żona jest współpracownicą placówki dyplomatycznej Stanów Zjednoczonych w Kijowie. Jak się w białoruskich mediach spekuluje, powodem zatrzymania Szklarowa, który konsultował strony internetowe znajdującego się w więzieniu Siarhieja Cichanouskiego, męża Swietłany, głównej obecnie rywalki Łukaszenki w wyborach prezydenckich, może być chęć wykreowania teorii, iż jest on „moskiewskim namiestnikiem” pociągającym za sznurki w kampanii wyborczej.

 

W wydanym następnego dnia oświadczeniu białoruski Komitet Śledczy poinformował też, że rozszerza zarzuty, które przedstawił Cichanouskiemu. Obecnie oskarżony on będzie o „przygotowywanie zamieszek na masową skalę”. Jednocześnie śledczy łączą zatrzymanych wagnerowców z działalnością popularnego blogera, co świadczyć może o tym, iż przygotowywany jest wariant „wielkiego spisku”, w który zaangażowani mieliby być, oprócz osób już aresztowanych, również przedstawiciele zjednoczonych sztabów i sama Swietłana Cichanouska. W ostateczności może to nawet doprowadzić do zdjęcia jej kandydatury z wyborów. Zamieszki, jakie mogą wybuchnąć w rezultacie takiego kroku lub po sfałszowanych wyborach 9 sierpnia, będą przez władze przedstawiane w kategoriach ingerencji obcego państwa, to jest Rosji, w wewnętrzną sytuację Białorusi i próby zainstalowania słabego i skłonnego do uległości rządu.

 

Andriej Porotnikow, prowadzący Belarus Security Blog, napisał, że to, co się stało, będzie miało „katastrofalny” wpływ na stan relacji rosyjsko-białoruskich. O ile wcześniej Łukaszenka skrzętnie unikał oskarżeń pod adresem rosyjskich władz, mówiąc jedynie o tym, że oligarchowie kryjący się za Gazpromem dążą do destabilizacji sytuacji na Białorusi, o tyle obecnie tego rodzaju narracja nie będzie możliwa, jako że Grupa Wagnera podlega operacyjnie rosyjskiemu Sztabowi Generalnemu, a decyzje o jej „misjach” zapadają na Kremlu. Wciągnięcie jej przez władze Białorusi „w pułapkę” zostanie w Moskwie odebrane jako akt wrogi, z arsenału tych, o których się nie zapomina ani się ich nie przebacza. Łukaszenka musiał to wiedzieć i w związku z tym to, co się stało, trzeba traktować w kategoriach jasnego sygnału wysłanego na Kreml – jesteśmy gotowi na konfrontację, a nawet na całkowite zerwanie relacji.

 

Dzisiejsze media ukraińskie poinformowały o rozmowie telefonicznej między ministrem Dmytro Kułebą a szefem białoruskiego MSZ Uładzimirem Makiejem. Kułeba miał poinformować swego rozmówcę o powołaniu trójkąta lubelskiego oraz zaprosić Białoruś na najbliższe, planowane w Kijowie, spotkanie tej inicjatywy. W komentarzach pojawił się pogląd, że Mińsk zawsze powinien uczestniczyć w pracach tej inicjatywy mającej również charakter współpracy w zakresie bezpieczeństwa. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na jeszcze jedno wydarzenie wskazujące, że afera z wagnerowcami na Białorusi może być Moskwie bardzo nie na rękę. Otóż prorosyjski ukraiński portal strana.ua ujawnił również w ubiegły czwartek kopię listu Dmitrija Kozaka, w którym ten wycofuje się z formatu normandzkiego na szczeblu pełnomocników prezydentów. Formalnie powodem takiej decyzji jest rzekome niedotrzymywanie ustaleń przez szefa administracji Zełenskiego, Andriya Yermaka, jednak faktycznie, jak się uważa, na Ukrainie może chodzić o to, aby blokując rozmowy na wyższych szczeblach, wymusić powołanie tzw. grupy konsultacyjnej, w której skład wchodziliby przedstawiciele tzw. republik ludowych Donbasu. Międzynarodowe uznanie ich statusu jest jednym z celów Moskwy od wielu lat. Afera z wagnerowcami, oskarżenie ich o przygotowywanie próby przewrotu na Białorusi oraz ujawnienie, że większość z zatrzymanych to ludzie, którzy wcześniej byli aktywni na wschodzie Ukrainy, w znacznym stopniu odbiera rosyjskim działaniom wiarygodność.

 

Aresztowanie na Białorusi grupy obywateli rosyjskich (Moskwa nie uznaje ich ukraińskiego obywatelstwa) musi być traktowane w kategoriach wydarzenia, które może mieć, i zapewne będzie miało, istotne konsekwencje, zarówno wewnętrzne, jak i międzynarodowe. Czy stanowić będzie Rubikon, którego przekroczenie spowoduje, że dla ekipy Łukaszenki nie będzie już powrotu do starych relacji z Moskwą, a pozostanie teraz tylko walka o przetrwanie, dowiemy się zapewne niedługo.

Materiały do pobrania
pdf
Łukaszenka przekracza Rubikon
Ta strona używa cookies i innych technologii. Korzystając z niej, wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z Polityką Prywatności.