Narada przy ulicy Mickiewicza

Kontynuujemy w Strategy&Future zupełnie nowy cykl.    

            

Piszemy symulowane przemówienia dla naszych polityków na temat najważniejszych i najbardziej doniosłych kwestii polityki zagranicznej i wielkiej strategii Rzeczypospolitej. Wiążemy to z realnymi wydarzeniami i sposobnościami do wygłaszania takich przemówień.

 

Chodzi nam o to, by ożywiać polską debatę publiczną, pobudzać zainteresowanie nią opinii publicznej i elit państwa oraz by po prostu kształtować kierunki tej debaty.

 

Zapraszamy serdecznie!

 

Dziś sprawozdanie szefa tajnego zespołu powołanego przy Prezesie Rady Ministrów do przeprowadzenia analizy zmiany systemu obronnego RP w celu przygotowania się państwa do transformacji ładu międzynarodowego i możliwości wojny.

Sprawozdanie jest przedstawiane Jarosławowi Kaczyńskiemu w obecności premiera, ministra spraw zagranicznych, ministra obrony, szefa Sztabu Generalnego oraz szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Oprócz wyżej wymienionych osób na spotkaniu są czołowi politycy partii rządzącej oraz zaufani przedstawiciele prezydenta RP.

(Fot. Wikipedia)

Warszawa

 

ul. Mickiewicza, dom Jarosława Kaczyńskiego

11 lutego, czwartek, godzina 17:30

 

Szanowni Panowie Premierzy, Panowie Ministrowie, Panie Generale,

 

 

dokonuje się przebudowa ładu światowego. Fundamenty bezpieczeństwa i stabilności, które funkcjonowały po przystąpieniu Polski do NATO i EU, podlegają ogromnej strukturalnej presji i w związku z tym będą przechodzić przeobrażenia, nawet poważne. Wskutek zmian powstanie nowy układ sił z bezpośrednimi konsekwencjami dla naszego bezpieczeństwa. Z tego powodu powierzono mi misję przygotowania sprawozdania na temat tego, na co powinniśmy się przygotowywać, jeśli chodzi o system obronny państwa. Oto zwięzłe podsumowanie. Całość sprawozdania na piśmie jest do Państwa dyspozycji.

 

Zacznę od rudymentów. Są dwa żywotne cele Polski, ściśle związane z wizją niepodległego państwa polskiego. Są nimi:

 

  • utrzymywanie Rosji (w każdym jej imperialnym przejawie) poza europejskim systemem gry o równowagę oraz

 

  • zmiana peryferyjnego statusu naszego systemu społeczno-gospodarczego wobec najważniejszych gospodarek świata.

 

Wszystkie działania rządu, wszelkie decyzje polityczne i geostrategiczne winny być podporządkowane tym dwóm żywotnym celom, są bowiem tylko narzędziem ich osiągania. Takim narzędziem służącym wypchnięciu wpływów Rosji było przystąpienie państw naszego regionu do NATO. To było bardzo skuteczne narzędzie przez długi czas, gdy NATO było prężne siłą USA oraz potęgą i jednością całego Zachodu.

 

Drugim narzędziem było przystąpienie do wspólnot europejskich, co miało w ramach konwergencji zmienić nasz status peryferyjności na lepszy. O ile lepszy – to się miało okazać w praktyce gospodarczej dzięki pracowitości i przedsiębiorczości społeczeństwa.

 

Obie te decyzje, mające na celu realizację wielkiej strategii państwa nakreślonej powyżej, były słuszne.

 

Nic jednak nie trwa wiecznie. Obecna transformacja ładu światowego niestety już podważa skuteczność obu instrumentów i najwyższy czas, byśmy się zastanowili, jak w nadchodzącej szybkimi krokami przyszłości obsługiwać oba żywotne interesy naszej ojczyzny, najlepiej oba naraz. Wbrew pozorom są one ze sobą ściśle powiązane. Bez rezygnacji z narzędzi NATO-wskich i unijnych, ale jednak z trzeźwym zrozumieniem, że one są teraz niewystarczające.

 

W wyniku wojny gruzińskiej, zajęcia Krymu, wojny w Donbasie, interwencji syryjskiej oraz modernizacji swoich sił zbrojnych Federacja Rosyjska chce wrócić do europejskiego (optymalnie także światowego) systemu gry o równowagę, najlepiej w preferowanym przez nią modelu koncertu mocarstw w Europie. Kusząc w ten sposób stabilizacją sytuacji bezpieczeństwa Francję i inne państwa zachodniej części kontynentu, które obawiają się, że wraz ze słabnięciem USA powróci straszny i znany z historii mechanizm rywalizacji, destabilizacji i wojen na peryferiach rdzenia Europy, z negatywnymi konsekwencjami dla projektu europejskiego, tak jak go rozumieją w Paryżu czy Brukseli.

Na wschodzie Europy narzędziem polityki jest od 2008 roku (i tak będzie na pewno w najbliższej przyszłości) szeroko pojęte instrumentarium wojny nowej generacji. Najważniejszym czynnikiem polityki jest Rosja, która prezentuje się jako główny rozgrywający w tej części świata, napierając na nasz region i nasze przedpole bezpieczeństwa, które nazywamy pomostem bałtycko-czarnomorskim. Rosja chce przezeń oddziaływać na system równowagi w Europie i zmieniać jej architekturę bezpieczeństwa.

By odpowiedzieć na to wezwanie naszych czasów, Polska (a z nią cały region Europy Środkowo-Wschodniej) musi się stać samodzielnym czynnikiem gry o równowagę. Gra toczy się przecież nie o abstrakcyjne sprawy prestiżu czy wojnę dla samej wojny, lecz o sprawczość i o to, by nie zostać obezwładnionym i nie stracić tym samym możności decydowania o własnym rozwoju, o inwestycjach i kwestiach gospodarczo-regulacyjnych, taki bowiem obrót rzeczy zniweczyłby również drugi żywotny interes Polski ucieczki z peryferyjności, określony na wstępie mojego sprawozdania.

 

Do zagrania o sprawczość i zapobieżenie obezwładnieniu potrzebne będzie inne instrumentarium niż w ostatnich 30 latach. Bieg wypadków na Białorusi latem 2020 roku, gdy sprawa de facto rozstrzygnęła się w oparciu o układ sił, w tym wojskowych, i przewagę w nim w naszym regionie Rosji nad państwami zachodniej Europy, ostatecznie przekonuje nas, że niezbędne jest zbudowanie własnych instrumentów polityki na wschodzie. Przede wszystkim potrzebne jest wcześniejsze staranne przemyślenie strategii, dzięki której będziemy mogli aktywnie rozegrać grę, by mieć szansę na zwycięstwo.

Polska z racji swego położenia, populacji, gospodarki jest w XXI wieku na dogodnej pozycji, aby stać się realną siłą między Zatoką Fińską a Karpatami. Niestety aż do dzisiaj pomimo ostatnich 30 lat rozwoju gospodarczego nie przygotowała się do takiej roli. W szczególności w wyniku zastoju własnej kultury strategicznej, od 30 lat nadmiernie zawieszonej na ocenach i wnioskach płynących z Zachodu.

Warto w tym miejscu powtórzyć za wynoszonym w Polsce na piedestał (acz chyba rozumianym tylko powierzchownie) Jerzym Giedroyciem, który w „Przesłaniu” (z „Autobiografii na cztery ręce”) pisał tak: „Powinniśmy sobie uświadomić, że im mocniejsza będzie nasza pozycja na wschodzie, tym bardziej będziemy się liczyli w Europie Zachodniej” i dalej: „Szansą może być nasza polityka wschodnia; nie wpadając w megalomanię narodową, musimy prowadzić samodzielną politykę, a nie być klientem Stanów Zjednoczonych czy jakiegokolwiek innego mocarstwa”.

 

Jak wskazałem na początku, nienegocjowalnym interesem Rzeczypospolitej jest utrzymywanie Rosji poza europejskim systemem gry o równowagę. Brutalna i jednocześnie oczywista jest ta zupełnie fundamentalna konstatacja stanowiąca kręgosłup losu naszego państwa. I to się udawało przez większą część ostatnich 500 lat. Zmieniły to czasy saskie i rozbiory. Potem upadek Rosji carskiej i wygrana wojna 1920 roku wypchnęły Rosję sowiecką z europejskiego systemu (dając nam oddech dwudziestolecia), do którego wróciła ona, podpisując z Niemcami pakt kontynentalny latem 1939 roku, by później jeszcze wzmocnić swoją obecność po Jałcie i Poczdamie. Upadek Związku Sowieckiego oraz niepodległość państw na naszym wschodzie, odgradzających nas od Rosji, znów wypchnęły pod koniec XX wieku Rosję z systemu europejskiego. Znalazła się ona na drodze do rozpadu lub stania się protektoratem Zachodu. Putin wybrał inną drogę i postanowił zatrzymać projekt ekspansji geopolitycznej Zachodu, który tak dobrze obsługiwał polskie interesy bezpieczeństwa po upadku Sowietów, o którego wiecznym trwaniu wciąż w Polsce marzymy.

 

Ostatecznie po wojnie gruzińskiej w sierpniu 2008 roku mamy do czynienia z rewizją imperialnej Rosji, popartą opracowaniem mechanizmów wojny nowej generacji, dzięki której Rosjanie wracają do gry w Europie i w jej otoczeniu geopolitycznym. To właśnie przede wszystkim sprawne posługiwanie się szerokim spektrum mechanizmów wojny nowej generacji powoduje (niestety już skutecznie) zaproszenie Rosji do gry o równowagę w Europie i Eurazji, głównie przez Francję, czasami też już przez Niemcy. A kto wie, może nawet przez USA – w kontekście Eurazji i potrzeby zaprzęgnięcia Rosji do równoważenia potęgi Chin przez Waszyngton.

Musimy sobie zdawać sprawę, że w naszym regionie już teraz toczy się prawdziwa rywalizacja o sprawczość, której uczestnicy, balansując (przy wykorzystaniu mechanizmów wojny nowej generacji) między otwartym konfliktem z użyciem wojska a całym spektrum działań niejawnych, pozakinetycznych, prowadzą realną wojnę. Rosjanie się w niej doskonalą, mozolnie starając się wrócić do gry imperialnej; Gruzja, Krym, Donbas, Białoruś, państwa bałtyckie, Syria, Kaukaz są tu przykładami.

Sprawa jest zatem prosta, ale nie jest łatwa (jak to ze strategią): trzeba uniemożliwić zaproszenie Rosji do gry w europejskim systemie równowagi.

W zespole pod moim kierownictwem przećwiczyliśmy, w jaki sposób Rosja jest w praktyce zapraszana do gry o równowagę. A zatem, co jest punktem ciężkości jej polityki i co jej tę politykę umożliwia. Dzięki czemu Rosjanie są lub mogą być ważni i potrzebni – na przykład Francuzom. Zaczęliśmy się zastanawiać, jak temu przeciwdziałać.

 

Punktem ciężkości jest instrumentarium wojny nowej generacji, dzięki któremu Rosja jest pożądanym czynnikiem (lub niechcianym, ale jednak czynnikiem) gry o równowagę z państwami Zachodu. Nie jest nim – chyba nie ma co do tego wątpliwości – z racji kwitnącej gospodarki, innowacyjności czy zalet swojego „wspaniałego” projektu cywilizacyjnego.

 

Rosja nie jest atrakcyjna cywilizacyjnie, więc musi poprzez wojnę nowej generacji (groźbę i działania) mieć „sprawczość” wobec swoich obszarów brzegowych, granicznych, które stratedzy rosyjscy nazywają wielkim limitrofem. Poprzez działania pozytywne (stabilizujące bezpieczeństwo) i negatywne (destabilizujące bezpieczeństwo) musi być udziałowcem w spółce, która się nazywa „system europejski”.

Trzeba zatem pokonać rosyjskie instrumentarium wojny nowej generacji. Trzeba pokonać rosyjską siłę. Niby oczywiste, ale zdanie sobie z tego sprawy prowadzi do radykalnych wniosków. Do tej pory w sposób domniemany załatwiał to za nas Sojusz Północnoatlantycki oraz amerykańskie zdolności do projekcji siły. Wraz ze zmianą ładu przestaje to być takie pewne. Musimy sami się rozejrzeć za nowymi opcjami. Wiemy, że to zadanie trudne, ale nasz zespól uważa, że nie ma właściwie innego wyjścia. Nawet bez otwartej wojny Rosjanie będą bowiem wykorzystywali zmieniający się na ich korzyść układ sił do forsowania korzystanych dla siebie rozwiązań politycznych i gospodarczych, które pozbawią nas samodzielności, potencjału rozwoju, petryfikując przy okazji naszą peryferyjność oraz brak podmiotowości całego naszego regionu, co oczywiście zniweczy drugi z żywotnych celów wielkiej strategii Polski, osłabiając także możliwość sprostania pierwszemu celowi. Oba cele są, jak widać, ze sobą sprzęgnięte.

 

Wejdźmy głębiej, bo to ważne ćwiczenie umysłowe: Rosja jest potrzebna mocarstwom zachodnim z powodu

siły wojskowej realizowanej w wojnie nowej generacji dla stabilizacji peryferii Europy i dla gry o równowagę państw europejskich wobec Turcji, Chin, Bliskiego Wschodu, a może kiedyś nawet wobec USA (to skryte marzenie Moskwy, by być „siłą ekspedycyjną i wojskową projekcją siły” dla „miękkiego imperium europejskiego z samodzielnością strategiczną od USA” w zamian za kapitały, technologię i decydujący głos w swoim sąsiedztwie geopolitycznym). Metody niekinetyczne są oczywiście preferowane w ramach wojny nowej generacji, ale są realizowane pod parasolem dominacji wojskowej w pełnym zakresie drabiny eskalacyjnej.

Zatem musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest punktem ciężkości Rosji, który trzeba pokonać/zdobyć/złamać.

Punktem ciężkości jest po prostu pokonanie wojska rosyjskiego, również na poziomie demonstracji zdolności.

W związku z tym musimy sobie odpowiedzieć na kolejne pytanie: o ile natura wojny nie ulega zmianie (chodzi o zmuszenie przeciwnika do realizacji woli zwycięzcy i poddanie go jego sprawczości), o tyle zmienia się charakter wojny. Jak? Jaka jest jej „gramatyka”?

 

Musimy pamiętać (a o tym w Polsce właśnie zapominamy), by ściśle i zawsze trzymać się korelacji z celami politycznymi, jak przystało na poważne i trwałe państwo, które ma szansę wygrać rozgrywkę, a nie tylko rozpaczać i wołać na pomoc innych.

 

Co do konkretów zidentyfikowaliśmy w zespole kwestie, które musimy przyswoić, oraz pytania, na które musimy znaleźć odpowiedzi, bez oglądania się na Zachód, chyba że traktując Zachód wyłącznie w charakterze narzędzia do osiągania naszych żywotnych celów. Oto te kwestie:

 

  1. Rosyjska wojna nowej generacji/wojna hybrydowa to nic nowego, wojna ograniczona, nielinearna, w której Rosjanie są świetni. Zgodnie z wiecznie aktualnym Clausewitzem – wojna jest instrumentem politycznym, co wymaga skorelowania działań w ramach wojny do celów politycznych: więc ani za dużo, ani za mało siły kinetycznej, tylko „w sam raz”. Niezbędne jest szczegółowe rozpisanie drabiny eskalacyjnej i wszystkich jej szczebli; to musimy w Polsce zrobić sami, by skutecznie przygotować system obronny, na który składają się nie tylko siły zbrojne, ale cały system polityczny i organizacyjny państwa mający służyć jego odporności. Dotyczy to również działań z zakresu aktywnej obrony na przedpolu. Charakter wojny nowej generacji oraz rozwój technologii zmuszają Polskę do aktywnych działań na naszym wschodnim przedpolu bezpieczeństwa – na Białorusi, Ukrainie, w państwach bałtyckich, na Morzu Czarnym i Bałtyckim, a zatem szerzej, niż wynika to jedynie z wąsko rozumianej obrony terytorium własnego kraju. Nie da się bowiem tego zrobić, koncentrując się jedynie na własnym terytorium. Należy odejść od myślenia o wojnie kategoriami XX-wiecznymi.

 

  1. Z tego powodu konieczna jest refleksja, co z naszą własną odmianą wojny nowej generacji i działaniami proaktywnymi; potrzeba zmiany mapy mentalnej w kraju żeby – jak pisał (znów) Jerzy Giedroyć – „wielbić wolność i być twardymi, a nie tylko wielbić wolność i być przy tym miękkimi”. W tym celu trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, jak zachwiać kontrolą rosyjskiej drabiny eskalacyjnej, bo do kontroli drabiny eskalacyjnej sprowadza się przebieg wojny. Trzeba wreszcie wiedzieć, jakie wystawić własne zdolności na części szczebli drabiny eskalacyjnej, by ten cel osiągnąć.

 

  1. Jako że wojna współczesna dotyczy sfery informacyjnej, propagandowej, cybernetycznej, walki o percepcję, musimy nauczyć się tego nowego (a może odwiecznego) charakteru wykraczającego poza wymiar kinetyczny. Jaką tutaj mamy odpowiedź, ale też własne proaktywne czy prewencyjne działania poniżej progu konfliktu zbrojnego?

 

  1. Musimy pilnie wypracować własną doktrynę sygnalizacji strategicznej, zdolności do zadawania strat Rosji bez starć kinetycznych oraz opracować zasady udziału i decyzji kierownictwa politycznego w tym procesie. Między innymi dotyczy to odpowiedzi na pytanie, czy jesteśmy gotowi działać „oko za oko, ząb za ząb” w ramach nowych domen – cybernetycznej lub informacyjnej, czy tylko reaktywnie, patrząc, co zrobią nasi sojusznicy, którzy mogą nie mieć apetytu ani zdolności, by cokolwiek zrobić, zwłaszcza w ramach nieintensywnej wojny nowej generacji.

 

  1. Jak wykorzystać trwającą rewolucję w charakterze wojny, jak skorzystać z mnożnika technologicznego: sensory, zdolności kosmiczne (gdzie mniejsi, acz technologicznie i organizacyjnie sprawni, mogą więcej). Pamiętajmy, że Polska dysponuje środkami finansowymi, by zmierzyć się z tym wyzwaniem.

 

  1. Pilnie potrzebujemy nowej koncepcji operacyjnej dla sił zbrojnych oraz nowych metod aktywnej obrony i to w ramach przeobrażeń na współczesnym polu walki i zmiany charakteru wojny. Wymaga to pilnie zmiany naszej polityki wobec Wschodu z ostatnich 30 lat. Celem jest zmiana percepcji naszej siły i sprawczości poprzez stępienie rosyjskiej zdolności w wojnie nowej generacji w– oczach Francuzów czy Niemców, Ukraińców czy Turków.

 

  1. Czas na opracowanie adekwatnej procedury kontroli przekazu w ramach wojny informacyjnej, w której przekazy napędzane są starciami taktycznymi i operacjami wojskowymi, ale to przekaz i odpowiednio podana informacja kształtują percepcję, a zatem mają wpływ na siłę przy trwających równolegle rokowaniach lub na siłę/odporność na naciski stron trzecich/mocarstw, które chcą mieć coś do powiedzenie w konflikcie i kontrolować jego przebieg.

 

  1. Należy zerwać z nieutrzymywaniem kontaktów dyplomatycznych z Federacją Rosyjską. Im mocniej wprowadzimy opisywaną tu przeze mnie zmianę i im skuteczniej będziemy się szykowali do konfrontacji, tym ściślejsze powinniśmy mieć własne (a nie przez Zachód) kontakty z Rosją. Brak kontaktów uprzedmiotawia nas, umożliwiając uzgodnienia ponad naszymi głowami. Stawiam tezę, że Rosjanie sami poproszą o kontakty, jak zobaczą, że poważnie podchodzimy do samodzielnego prowadzenia wojny nowej generacji i samodzielnej kontroli przynajmniej części drabiny eskalacyjnej. Podobnie jak w wypadku Turcji wymusi to liczenie się z nami na wschodzi i na zachodzie. W związku z tym trzeba rozpisać na czynniki pierwsze postępowanie na styku państwo/wojsko/dyplomacja w ramach formuły Bismarckowskiej „negocjuj i walcz”.

 

 

  1. W ramach „aktywnej obrony” na wschodnim przedpolu mamy wtedy parasol chroniący przed domniemaną rosyjską kontrolą drabiny eskalacyjnej i wynikającymi z niej domniemaną przemocą i uzyskaniem za jej pomocą sprawczości politycznej. A następnie koncertem mocarstw w systemie europejskim z udziałem Rosji, a naszym kosztem.

 

  1. Próg osiągnięcia tego celu nie jest tak wysoki, jak Polacy zduszeni przez dominację sowiecką, a potem ogłuszeni wizją końca historii myślą, bojąc się domniemanej rosyjskiej potęgi, wobec której nie mamy jakoby szans. A przynajmniej nie jest ten próg na tyle wysoki, by nie było jak się z nim zmierzyć i zamiast tego prosić tylko państwa Zachodu o interwencję, której mogą nie chcieć albo nie móc przeprowadzić, albo po prostu nie mieć w niej interesu.

Tak przyjdzie nam się zmierzyć z tym oraz z własną niewiarą, że stać nas na to. Nie bali się z tym zmierzyć decydenci i stratedzy w Ankarze, bo dokładnie to od kilku lat robią, i to bardzo skutecznie. Można powiedzieć, że Turcy realizują elementy dawnej polskiej polityki prometejskiej wobec Wschodu przy użyciu własnych elementów tureckiej wojny nowej generacji. Widać to było w Syrii, Libii i na Kaukazie.

Panowie Premierzy, Panowie Ministrowie, Panie Generale,

 

sprawa jest prosta, ale bardzo niełatwa.

Musimy pomyśleć o wojnie, w tym o wojnie samodzielnej lub do pewnego stopnia samodzielnej, z selektywną jedynie pomocą sojuszników. Przy czym o wojnie nowej generacji, a nie o hekatombie, jaką znamy z II wojny światowej. Wojna współczesna jest czymś innym niż te znane nam z książek i podręczników historii. Współczesne pole bitwy premiuje organizację, technologię, działania w rytmie przy wykorzystaniu systemu i zdolności. Mniejsze państwa mają całkiem spore szanse na zwycięstwo z dużymi. Zwłaszcza w fazie demonstrowania zdolności, która też jest etapem wojny, ale bez wymian kinetycznych.

 

W wymiarze wojskowym należy przede wszystkim ustalić realny cel polityczny dla Polski ewentualnego konfliktu zbrojnego i konkretnych warunków politycznych zaangażowania polskich sił zbrojnych. Nie chodzi przy tym o ogólnie zakreśloną perspektywę konfliktu z Rosją, ale o doprecyzowanie konkretnego namacalnego celu czy raczej celów – co wojna miałaby przynieść, żeby móc uznać, że ją wygraliśmy. Oznacza to konieczność udzielenia odpowiedzi na bardzo konkretne pytania: do jakiej wojny mają się przygotowywać polskie siły zbrojne? Bez tego cały wysiłek modernizacji, reform, a potem działań wojskowych idzie najczęściej na marne, a sukcesy wojskowe nie przekładają się na korzyści polityczne. Tymczasem wojna jest tylko i aż instrumentem polityki, o czym nasza szarpana przez kolejne wojny kontynentalne i światowe ojczyzna i jej elity chyba nie wiedzą lub zapomniały.

 

Odpowiedzmy sobie jak najszybciej na pytanie, czy szykujemy się do wojny sojuszniczej, samodzielnej, powszechnej czy ograniczonej, na morzu czy na lądzie, na wschód od naszych granic czy może do wojny obronnej, a może tak jak jeszcze 15 lat temu – do ekspedycyjnej. Jaki będzie konkretny teatr wojenny i teren działań i poruszania się, a zatem co będzie jego podstawą operacyjną i jakie będą linie komunikacyjne wiodące do miejsca prowadzenia działań wojennych.

 

Wreszcie – jakże to ważne współcześnie – jak zgrać sygnalizację i cele wojskowe czy wojenne z celami politycznymi w codziennym „młynie” zdarzeń, by wygrać wojnę, zanim zacznie się jej faza kinetyczna, a potem by wygrać domenę informacyjną, narracyjną i polityczną. Wojna to bowiem sprawa złożona i stricte polityczna. Można zaryzykować stwierdzenie, że same działania wojenne są jedynie fragmentem większej całości, którą trzeba spinać, zadaniować, organizować, mieć przemyślaną.

 

Gdy to zostanie ustalone, należy zacząć myśleć, co byłoby celem wojskowym takiej wojny, a zatem jakiego narzędzia (czyli jakich sił zbrojnych) potrzebujemy, aby ten cel osiągnąć. Narzędzie musi być skrojone konkretnie pod zakładane cele polityczne wojny. Z tego będzie wynikać tzw. punkt ciężkości przeciwnika, który też trzeba ustalić w procesie kształtowania wielkiej strategii państwa, a zatem także ustalenia, jakie czynniki mogą państwu zagrozić. Oczywiście musimy też rozumieć, jakie są cele wojny przeciwnika i jaki jest nasz punkt ciężkości, którego złamanie oznacza naszą klęskę polityczną, a często także wojskową.

 

Gdy ustalimy już punkt ciężkości, będziemy wiedzieć, jakiego narzędzia potrzebujemy (siły zbrojne duże, małe, ciężkie, mobilne, masowe poborowe czy profesjonalne, do wojny powszechnej czy do ograniczonej, do działań partyzanckich czy konwencjonalnych, do działań na lądzie czy na morzu, o wysokim stopniu symetryczności i intensywności).

 

Musimy poddać analizie rosyjski sposób myślenia o konflikcie zbrojnym, a zwłaszcza dążenie do kontroli każdego ogniwa łańcucha eskalacji konfliktu, aby szukać właściwej odpowiedzi na każdą z możliwych faz wojny.

Gdy także to ustalimy, zastanowimy się, jak używać tego narzędzia. Musimy się zastanowić, do czego powinno być zdolne – a zatem jakie zdolności ma mieć nasza siła zbrojna i w ogóle cały system kierowania państwem i jego odporności. Tutaj pojawia się potrzeba przygotowania m.in. koncepcji operacyjnej oraz techniki wojskowej i organizacji wojska, by te zdolności realizować. Potem pojawia się sposób weryfikacji narzędzia, jakim jest w ten sposób urządzone wojsko, czyli cały system ocen sprawności i gotowości, promocji i awansu, ćwiczeń, motywacji, doktryny, tworzenia udoskonaleń i przewag na poziomie operacyjnym i taktycznym czy wdrażania technologii, które w kierunku zdolności zwiększają potencjał bojowy.

Wojsko, ale także system obronny i odporności państwa stanowiący całość w ramach wojny nowej generacji, musi nieustannie ćwiczyć. Mówił o tym przekonująco Dwight Eisenhower. I to ćwiczyć wiele razy, by zrozumieć powtarzające się prawidłowości, które stają się widoczne dopiero po wielokrotnym i żmudnym powtarzaniu ćwiczeń, najlepiej w tych samych, coraz bardziej zgranych zespołach dowódczo-sztabowych.

 

Ważna jest kwestia decyzji, które muszą podejmować politycy, często w błyskawicznym tempie współczesnej wojny, w okienkach decyzyjnych i w ramach tzw. OODA loop, czyli koniunkcji obserwacji, orientacji, decyzji i uderzenia, tak by zajęło to jak najmniej czasu. Innymi słowy, czy politycy wiedzą, że mają trzy minuty na decyzję? A może nie są na to gotowi, bo naczytali się o II wojnie światowej? Nie tak wygląda wojna nowej generacji.

 

Współczesna wojna ma też charakter szerszy, wielodomenowy; nie tylko kinetyczny i ściśle wojskowy. Rola polityków jest po prostu kluczowa. Wojna nie należy do wojskowych, ale do polityków. Do wojskowych należą same starcia. Dotyczy to zwłaszcza wojny nowej generacji, gdzie poziom taktyczny przeplata się ze strategiczno-politycznym.

Ważne także, by nie popaść w technologiczne przyczynkarstwo związane ze starciami kinetycznymi, a to w Polsce częsta przypadłość. Należy zamienić to myślenie na myślenie „zdolnościami” i „systemem”. To nie technika i jednostki sprzętowe prowadzą wojnę, ale system, w którym używa się zdolności. System działa w rytmie. Rozumienie tych prawidłowości należy kształtować u kadry dowódczej. Potrzeba wykorzystania intuicji oraz rozumienie korelacji sił i „przepływów” na polu walki (przepływów informacji oraz bieżącej i wiecznie płynnej ocenie sił i środków do dyspozycji swojej i przeciwnika) nie uległy zmianie od czasów Napoleona. Tak należy kształcić dowódców.

Rytm działania wojska jest najważniejszy i on może się ukształtować tylko empirycznie. Bez wojny, wyłącznie poprzez powtarzanie ćwiczeń, najlepiej o każdej porze roku i przy różnym stopniu zakłócania łączności i komunikacji, zwłaszcza na zdigitalizowanym obecnie polu walki, gdzie dominacja informacyjna rozstrzyga o czasie, miejscu i wynikach starć kinetycznych. To rytm będący pochodną dominacji informacyjnej oraz zgrania systemu dowodzenia, łączności i systemu świadomości sytuacyjnej jest punktem ciężkości na współczesnym polu walki. Politycy są jej arcyważnym elementem.

 

Wojsko Polskie jest na początku długiej drogi w kierunku nowoczesnego pola walki. Rytm jest najważniejszy dla uzyskania dominacji informacyjnej w określonym czasie i miejscu, która to dominacja przekłada się na inicjatywę i wygraną kinetyczną. Trzeba się uczyć i trzeba ćwiczyć. Nieustannie. Bardzo dobrze, żeby ćwiczyć wojnę samodzielną. Nie schodźmy z tej drogi, choć jest ona trudna. Nie mamy wyboru, nadchodzą bowiem trudniejsze czasy i różnie może być z pomocą sojuszniczą.

 

Przygotowane wojsko jest narzędziem polityki państwa także w czasie pokoju, służy bowiem do sygnalizacji strategicznej i jako takie działa na agresora odstraszająco bądź jako czynnik równowagi w przypadku, gdy odchodzi system konstruktywistyczny ładu międzynarodowego. Z tym procesem mamy do czynienia obecnie, więc konieczność zmian jest pilna. Potrzebujemy narzędzia i do tego potrzebujemy naszej własnej i wymyślonej w Warszawie koncepcji operacyjnej.

 

Rekomendujemy niniejszym stworzenie polskiej wersji amerykańskiego Office of Net Assessment, działającego na zapleczu rządu, złożonego z niewielkiej liczby ludzi, o dużej integralności etycznej i codziennie pogłębianej wiedzy, ze skłonnością do innowacji (za takie cechy byliby nagradzani), mniej skoncentrowanych na protekcji i zależnościach personalnych przesadnie ważnych w polskiej polityce, a za to mających bezpośredni dostęp do premiera i kluczowych decydentów w państwie, bez pośrednictwa służbowego hierarchicznego systemu wieży. Idealnie by było, żeby osoby tam pracujące nie zmieniały się i nie rotowały zbyt często, a szef tej instytucji cieszył się ogromnym autorytetem merytorycznym i był zaangażowany ściśle w to, co robi – jak Andy Marshall w USA, który stał się legendą i wyznaczał przez kilkadziesiąt lat swojej służby standardy tego rodzaju działalności.

 

Proszę Państwa – przed nami bardzo trudna dekada. Czas na podjęcie decyzji.

Materiały do pobrania
Narada przy ulicy Mickiewicza
Autor Strategy&Future
Ta strona używa cookies i innych technologii. Korzystając z niej, wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z Polityką prywatności.