Polska w epicentrum wojny światowej

W połowie kwietnia 2019 roku w Marine Corps War College w Quantico przeprowadzono grę wojenną symulującą wojnę światową osadzoną w kontekście rywalizacji wielkich mocarstw w Eurazji.

Polska i część pomostu bałtycko-czarnomorskiego, mapa lotnicza (fot. ze zbiorów autora)

Opcje wojskowe w scenariuszu zostały poprzedzone ośmioletnim okresem rosnącego napięcia międzynarodowego. W tym czasie Rosja podporządkowała sobie państwa bałtyckie i ostatecznie całą Ukrainę, łamiąc ład europejski obowiązujący po 1991 roku. Podobnie jak w roku 1939, konflikt światowy rozpoczął się w Polsce, która znalazła się w epicentrum wojny lądowej w Europie.
Ta konkretna gra wojenna została opisana przez Jamesa Lacey’a w War On the Rocks pt. „How Does the Next Great Power Conflict Play Out? Lessons from a Wargame”.

Osiem lat określonych scenariuszem przypominało pełen napięć okres lat 30. przed II wojną światową, kiedy to coraz częściej dochodziło do łamania porządku międzynarodowego obowiązującego po I wojnie światowej. Kiedyś Mandżuria, remilitaryzacja Nadrenii, Anschluss Austrii, Monachium i rozbiór Czechosłowacji, teraz podporządkowanie Litwy, Łotwy i Estonii, następnie całej Ukrainy, wreszcie rosyjskie żądania polityczne wobec Polski i chińskie wobec Tajwanu.

Wojna zaczęła się od ataku rosyjskiego na Polskę i niemal jednoczesnego ataku i desantu Chin na Tajwan oraz napaści satelity chińskiego – Korei Północnej (z polecenia Pekinu) na Koreę Południową. Z punktu widzenia USA wszystko działo się jednocześnie – w Europie i na zachodnim Pacyfiku. Czerwony zespół stanowiły oczywiście Chiny, Rosja i Korea Północna, w skład niebieskiego wchodziły Tajwan, połączone dowództwo Indo-Pacyfiku (USA i sojusznicy) oraz połączone dowództwo europejskie (USA i europejscy sojusznicy). Zarówno „czerwoni”, jak i „niebiescy” mogli koordynować swoje działania przed konfliktem i po jego wybuchu. Szybko okazało się, że „niebiescy” potrzebują dodatkowego gracza, który pełniłby funkcję szefa połączonych dowództw i koordynował amerykańskie i sojusznicze działania globalnie.

Przez osiem lat pokoju gracze mieli do dyspozycji kilkadziesiąt propozycji technologicznych i działań, w które mogli inwestować, aby uzyskać ewentualną przewagę w trakcie samej już wojny. Znalazły się tutaj m.in. dodatkowe lotniskowce, komunikacja kwantowa, drony, rakiety czy systemy świadomości sytuacyjnej, a także batalionowe grupy bojowe. Na te inwestycje gracze otrzymali 200 mld dolarów, przy czym z niezrozumiałych powodów Chiny, podobnie jak Rosja, otrzymały 100 mld (choć przecież Chiny w przeciwieństwie do Rosji ogólnym bogactwem dorównują USA, a – jeśli przełożyć to na procent PKB – wydają dużo mniej, niż mają ku temu możliwości, i znacznie mniej, niż wydają USA, co oznacza, że w razie potrzeby dysponują ogromnymi rezerwami). Okazało się, że gracze, mając wybór, całkiem sporo zainwestowali w nowatorską broń – pociski hipersoniczne, lecz także w zdolności cybernetyczne (ofensywne i defensywne), środki rozpoznania z kosmosu i broń kierowaną energią w postaci laserów i railgunów. Co ciekawe, „niebiescy” zainwestowali znaczne sumy w zabiegi dyplomatyczne, by przekonać obecnych sojuszników do konkretnych działań (wspólne ćwiczenia, interoperacyjność, koncepcje operacyjne, współdziałanie logistyczne, instrumenty współpracy ekonomicznej i geoekonomicznej) oraz do budowania i wzmacniania sojuszy. Jak się potem okazało, bez tych zabiegów Niemcy i dwa inne państwa NATO nie wzięłyby w ogóle udziału w wojnie w Europie, a Japonia nie pomogłaby Tajwanowi. Co ważne i co świadczy o rozumieniu istoty wojny, obie strony użyły nowatorskiej broni kierowaną energią do obrony węzłów komunikacyjnych, portów, lotnisk i w ogóle węzłów logistycznych. Uderzające były korzyści z inwestycji w komunikację kwantową, jeśli chodzi o synchronizację dowodzenia i kontroli w czasie wojny (tzw. C2 – Command & Control) z systemem świadomości sytuacyjnej, gromadzeniem, selekcjonowaniem i jak najszybszym przekazywaniem danych z systemu świadomości sytuacyjnej(za pomocą systemów automatyki przetwarzania danych i za pomocą sztucznej inteligencji) do dowódców w C2, którzy wydawali dyspozycje co do konkretnych uderzeń kinetycznych, w zależności od rozpoznanej sytuacji na polu bitwy. Idealnie oddaje to istotę dokonującej się rewolucji w sprawach wojskowych (Revolution in Military Affairs, RMA).

Ciekawe, że nikt z grających nie widział potrzeby posiadania dodatkowego lotniskowca, ale za to wszyscy starali się o dodatkowe zdolności związane z użyciem sztucznej inteligencji, a także o okręty podwodne i samoloty trudno wykrywalne dla radarów. Amerykanie ponadto inwestowali w infrastrukturę logistyczną, co okazało się niezwykle ważne w kontekście prowadzenia trzech wojen na dwóch frontach – europejskim i pacyficznym.

Amerykanie nie mieli wystarczających sił, aby angażować się w trzy konflikty jednocześnie, musieli zatem dokonać trudnych wyborów strategicznych. Podobnie jak zmodyfikowali War Plan Orange przed II wojną światową, rezygnując wskutek początkowej przewagi morskiej japońskiego przeciwnika z obrony Filipin, tak teraz uznali, że utrata Tajwanu nie będzie stratą krytyczną i nie zadecyduje o klęsce w wojnie z Chinami. Wobec tego pozostawili na wyspie jedynie słabe pododdziały piechoty morskiej, by organizowały opór armii Tajwanu i konsolidowały obronę w górskim interiorze po oddaniu plaży na początku kampanii. Ciężar konfrontacji miał spoczywać zgodnie z koncepcją AirSea Battle na wojnie powietrznej i morskiej na zachodnim Pacyfiku i polegać na zwalczaniu chińskiej komunikacji, w szczególności na Tajwan, odpieraniu desantów i zaopatrywaniu walczącego wojska drogą morską z Chin kontynentalnych. Co ciekawe, oddanie Tajwanu zmieniło układ sił, czyniąc Chinom kłopot a Amerykanom ułatwiając osłabianie chińskiego wysiłku wojennego dokonującego trudnej projekcji siły na Tajwan.

Korea Południowa została uznana przez Amerykanów za bardzo ważną w ewentualnej wojnie i planowano jej bronić od samego początku siłami 2 i 25 Dywizji Piechoty oraz dwóch pułków piechoty morskiej, przy czym i tak większość walk na półwyspie miała być prowadzona przez wojska południowokoreańskie.

Amerykanie grający w Quantico przyjęli, o dziwo, strategię pierwszeństwa Europy (Europe First), podobnie jak podczas II wojny światowej. Nie oddaje to obecnego stanu planowania w Pentagonie i jest nierealistyczne. W okresie ośmiu lat napięcia przed wybuchem wojny gros sił lądowych USA (osiem amerykańskich dywizji wojsk lądowych), większość korpusu piechoty morskiej i sił powietrznych była w grze stopniowo rozmieszczana w Europie (nierealistyczne uwarunkowanie). Jedynie US Navy większość okrętów dyslokowała na Pacyfiku, przygotowując się do wojny z Chinami. Z tego powodu sławne przejście na północnym Atlantyku zwane GIUK (od pierwszych liter sąsiadujących z nim lądów) między Grenlandią, Islandią i Wielką Brytanią stało się słabym punktem w komunikacji morskiej między USA a Europą, podatnym na ataki floty i lotnictwa rosyjskiego. Scenariusz dodatkowo zakładał możliwość rozbudowania wymienionych wyżej sił USA w sanktuarium Rimlandu zachodniej Europy, co również wydaje się dyskusyjne i nie całkiem realistyczne.

Korea Południowa, widząc nieuchronność wojny, rozpoczęła mobilizację i podciąganie sił pod granicę na północy, ale została zaatakowana, zanim zakończyła te działania. Celem Korei Północnej było minięcie Seulu i uderzenie w głąb terytorium Korei Południowej. Osiągnęła ona sukces, dochodząc do przedmieść Seulu i dokonując wyłomu w centrum stolicy południowokoreańskiej. W tym momencie na pomoc przybyły z południa 2 i 25 Dywizja Piechoty USA oraz oddziały piechoty morskiej, które utworzyły drugą linię obrony wzdłuż rzeki Bukhan. W efekcie oddziały Północy uderzyły na Seul. Jednakże w tym czasie widać już było, że wojska Północy odczuwają trudy logistyczne utrzymania natarcia i „zużywają ogon logistyczny” w trudnym terenie Półwyspu Koreańskiego. W celu odzyskania siły uderzenia Chiny postanowiły wysłać do ataku 79 Armię i 80 Armię, jednak wojska Południa wraz z Amerykanami obroniły Seul i wstrzymały na linii rzeki Buhkan impet tego uderzenia. Sukces był możliwy tylko dzięki mostowi powietrznemu z południa półwyspu i z Japonii oraz z pokładów okrętów i lotniskowców US Navy. Jednakże gdy tylko do wojny przystąpiły Chiny, lotniskowce zostały wycofane za drugi łańcuch wysp zachodniego Pacyfiku z obawy przed chińskimi rakietami DF-21 i DF-26, poza ich zasięg wynoszący około 900 mil morskich. Rakiety te są przeznaczone właśnie do niszczenia amerykańskich lotniskowców.

To był moment kryzysu, więc Amerykanie skierowali na półwysep 82 Dywizję Powietrznodesantową z pozycji, którą dywizja ta zajmowała pod Warszawą, aby ubezpieczać front na Wiśle w Polsce. Pododdziały dywizji, przerzucone z Europy przez Włochy, bazę Diego Garcia na Oceanie Indyjskim, Australię i Guam, wylądowały bezpośrednio w Seulu i od razu ruszyły do boju. To na jakiś czas zatrzymało chińską ofensywę. Wtedy Korea Północna, by zapewnić sobie sukces na froncie, użyła broni chemicznej, co z kolei skutkowało prośbą dowództwa Indo-Pacyfiku o zgodę na użycie na półwyspie broni jądrowej.

Tajwan tymczasem nie miał wystarczających sił, by odeprzeć atak Chin. Po krótkiej obronie plaż sparaliżowanej przez desant powietrzny i po zdobyciu przez Chińczyków portu morskiego na tyłach frontu wojska Tajwanu i doradcy amerykańscy zadecydowali o wycofaniu się w kierunku Tajpej i do górzystego interioru, zgodnie z planem uzgodnionym przed wojną. Chińczycy przerzucili na wyspę cięższe siły i zmierzali w kierunku jej stolicy. Po kilku dniach do wojny przystąpiła również Japonia, wysyłając na Tajwan siły specjalne w celu konsolidacji słabnącej obrony. Był to wynik przedwojennych zabiegów amerykańskiej dyplomacji, wspólnych ćwiczeń interoperacyjności, a także obawy, że zarówno Tajwan, jak i Korea Południowa wpadną w ręce chińskie, a wtedy Chiny przebiją się przez pierwszy łańcuch wysp zachodniego Pacyfiku, co osłabi zdolności floty Japonii do kanalizowania ruchu floty Chin i utrzymania korzystnej korelacji sił między Japonią a Chinami.

Polski teatr wojny i pomost bałtycko-czarnomorski, mapa poglądowa (fot. ze zbiorów autora)

Najcięższe walki toczyły się w Polsce. Według późniejszych szacunków już pierwszego dnia wojny NATO straciło 60 tysięcy żołnierzy, a zatem skala zmagań i rozmiar strat odpowiadały tym pod Sommą w I wojnie światowej. Największe straty ponosiły wojska lądowe Rzeczypospolitej. Polacy odmówili wycofania się za linię Wisły, która według planistów NATO miała być dopiero pierwszą linią obrony Paktu.

Wojska amerykańskie w Polsce były zasadniczo trzymane w rezerwie daleko poza strefą walk jako siły odwodowe. Nie udało się tego stanu utrzymać z uwagi na ogromny napór rosyjski na froncie. Ostatecznie wysyłano jednostki pojedynczo, co podobnie jak w roku 1914 doprowadziło do wielkiej bitwy nad jeziorami mazurskimi z udziałem amerykańskiej 10 Dywizji Górskiej. Bitwa rozegrała się w trójkącie Olsztyn–Mrągowo–Lidzbark Warmiński. Jednocześnie 1 Dywizja Pancerna i 1 Kawalerii Pancernej USA zaatakowały Rosjan na południe od równoleżnikowej szosy nr 16 z kierunku na Szczytno–Biskupiec–Mrągowo. Tam właśnie doszło do wielkiej bitwy, w której w ciągu trzech dni poniesiono straty sięgające 50% stanów wyjściowych po obu stronach.

Po wielu dniach ciężkich bojów NATO ustabilizowało front i uderzyło mocno od południa na rosyjskie linie komunikacyjne, powtarzając w mniejszej skali manewr ofensywy wojska polskiego znad Wieprza w kierunku na Białystok i przesmyk suwalski w sierpniu 1920 roku, tylko już z krótszej podstawy operacyjnej, zlokalizowanej bliżej na północy w okolicach Międzyrzeca Podlaskiego i Siedlec. Chodziło o przerwanie łączności Rosjan z ich podstawą operacyjną. W tym samym czasie siły amerykańskie otoczyły wojska rosyjskie na północy na Wysoczyźnie Elbląskiej, przyciskając je do Zalewu Wiślanego. Wówczas wywiad doniósł, że Rosjanie myślą o deeskalacyjnym użyciu broni jądrowej, by zakończyć wojnę, nie przegrywając jej, i by wynegocjować korzystne warunki rozejmu albo pokoju.

Oto wnioski z gry.

Nowoczesna wojna przynosi wysokie straty, co całkowicie zmienia funkcjonujący w powszechnej mentalności paradygmat 25 lat wojen asymetrycznych i nieregularnych przeciw słabym przeciwnikom. Symetryczne pole walki jest bardzo śmiertelne. W ciągu tygodnia wojny „niebiescy” stracili 150 tysięcy ludzi – to poziom, który można porównać z hekatombą I wojny światowej.

  • W związku z tym pojawiły się przemyślenia, jak utrzymać taką intensywność działań, jeśli chodzi o logistykę i o uzupełnienia osobowe; do tej pory strata plutonu to był dramat.
  • Większość strat była wynikiem działania artylerii rakietowej i lufowej. Amerykanie i sojusznicy są wyraźnie słabsi w tej dziedzinie wojny.
  • Ogromne jest znaczenie logistyki. W obecnym systemie swojej globalnej logistyki USA nie poradzą sobie z wojną światową, nawet wobec połowy tej jej intensywności, jaką pokazała gra wojenna w Quantico.

Siły powietrzne pozostają wciąż kluczowe, ale w tej wojnie rzadko wspierały wojska lądowe, ponieważ były zajęte walką o dominację w powietrzu nad Pacyfikiem i nad Polską albo zwalczaniem systemów antydostępowych A2AD Rosji i Chin. W kampanii polskiej dopiero po tygodniu wojska lądowe otrzymały wsparcie sił powietrznych.

  • Lotniskowce zostały natychmiast po wejściu Chin do wojny wycofane za drugi łańcuch wysp, o około 900 mil morskich, poza zasięg groźnych dla dużych okrętów pocisków chińskich DF-21 i DF-26, więc przez większą część wojny były niemal bezużyteczne.
  • Widoczna była tendencja do szybkiej eskalacji nuklearnej na Półwyspie Koreańskim i w wojnie z Rosją.
  • Zdolność do prowadzenia wojny cybernetycznej nie była decydująca, a przewagi z niej wynikające ulotne i stosowane samodzielnie bez innych domen pola walki bezużyteczne. Jedynie zamierzone i celowane ataki cybernetyczne połączone z rzeczywistym manewrem sił na polu walki okazywały się pomocne w uzyskiwaniu przewag czy zaskoczenia.

Wszystkie powyższe wnioski i obserwacje wskazują na szybko dokonujące się przewartościowanie w kierunku nowoczesnej symetrycznej wojny, gdzie siła rażenia oraz interakcje pomiędzy przeciwnikami mają zupełnie inny charakter niż przez okres ostatnich 30 lat. Polska jest głównym teatrem wojny z Rosją.

Materiały do pobrania
Polska w epicentrum wojny światowej
Autor Jacek Bartosiak
Założyciel i właściciel Strategy&Future, autor książek „Pacyfik i Eurazja. O wojnie”, wydanej w 2016 roku, traktującej o nadchodzącej rywalizacji wielkich mocarstw w Eurazji i o potencjalnej wojnie na zachodnim Pacyfiku, „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju”, wydanej w 2018 roku, i „Przeszłość jest prologiem" z roku 2019.
Ta strona używa cookies i innych technologii. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z Polityką Prywatności.